500+ działa – nie żartujcie, proszę!

Olśniło mnie niedawno, że na „dzikim” nie pochwaliłam się jeszcze, że będę mamą po raz trzeci 🙂 Tak, tak – dobrze czytacie – TRZECIE dziecko w drodze 🙂 A przecież to jest coś, co od pewnego lipcowego poranka napełnia mnie niesamowitą radością i pozytywną energią! Na szczęście moja kochana chrześnica zdopingowała mnie, by to zaniedbanie czym prędzej nadrobić.

Głupie żarty

Mija właśnie szósty miesiąc mojej ciąży. Sporo czasu, by nauczyć się ignorować rzucane z mrugnięciem oka i trącące mądrością ludową konstatacje: „O! czyli 500+ działa”. I nie chodzi tu tylko o moje poglądy społeczno-polityczne, ale o zwykły szacunek do nauki, który staram się w sobie pielęgnować. W tak krótkim horyzoncie czasowym jedyne, co możemy względnie pewnego o programie 500+ powiedzieć to to, że:

a) ma negatywny wpływ na rynek pracy i przyszłość emerytalną części kobiet (na co wskazują wyniki badań prowadzonych przez naukowców z Instytutu Badań Strukturalnych, którzy udowodnili, że po wprowadzeniu programu „Rodzina 500+” zwiększył się przepływ kobiet – zwłaszcza tych najgorzej wykształconych – z zatrudnienia i bezrobocia do bierności zawodowej; dr Iga Magda  informowała o tym na tej konferencji, ale przypuszczam, że stosowne opracowanie zostanie niebawem opublikowane na stronie IBS-u);

b) przekłada się pozytywnie na ograniczenie skrajnego ubóstwa w Polsce (to już można wywnioskować z danych GUS-u, który wskazuje, że po roku funkcjonowania dodatku odnotowano znaczący spadek zasięgu skrajnego ubóstwa w rodzinach z co najmniej czworgiem dzieci – zainteresowanych odsyłam do s. 11 tego opracowania).

Więc ignorowałabym sobie dalej te powszechne dziś w Polsce bon moty, ale …

Ale krew mi się zagotowała, gdy usłyszałam, jak moja 6-letnia siostrzenica tonem nieznoszącym sprzeciwu stwierdza przy rodzinnym obiedzie, że już wie, dlaczego Prudencja z Najlepszym z Mężów będą mieć trzecie dziecko. „Bo oni chcą 500+ !”. Zakładam, że tej mądrości Mała nie zaczerpnęła od swoich rodziców. Gdzieś ją musiała zasłyszeć. Najpewniej w szkole. Co oznacza, że coś, co dorośli mogą mówić sobie z mrugnięciem oka (lub – o zgrozo! – nawet bez), wrasta w dziecięcą świadomość jak toksyczna trucizna. Rośnie więc sobie takie pokolenie w przekonaniu, że dzieci są czymś, co ma wymierną wartość majątkową. Za co ktoś komuś płaci. Co w pewnym sensie jakoś się kupuje. Co jest produktem, owocem ekonomicznej kalkulacji. Co będzie, gdy dotrze do nich, że 500 zł to wcale nie są wielkie pieniądze?

Dlaczego chcemy mieć (trzecie) dziecko

Przyznam, że ignorowanie żarcików w stylu: „O! czyli 500+ działa ;)” kosztuje mnie przez to coraz więcej nerwów. Trafia mnie, że tak wielu ludzi zakłada, że nasze trzecie dziecko jest owocem przypadku, a nie rzeczywistego pragnienia, zwykłej miłości małżeńskiej i niepohamowanej tęsknoty za bezinteresownym dawaniem się drugiemu człowiekowi. Dlaczego to takie dziwne, że dwoje całkiem nieźle wykształconych ludzi chce powiększenia swojej rodziny? Nie dla zysku (bo, proszę Was, kto ma potomstwo w jakiejkolwiek ilości wie, że to nijak się nie przekłada na zwiększenie dochodów w rodzinie), nie dla szpanu (co by się wybić w polskich statystykach) ani nie z nieposkromionej żądzy posiadania Karty Dużej Rodziny (która jest niczym yeti: wiadomo, że daje ulgi, tylko nie wiadomo gdzie).

Uwaga! Będzie swoisty coming out: Prudencja i Najlepszy z Mężów chcą mieć trójkę, a – kto wie – może nawet czwórkę dzieci.

Bywamy rodzicielstwem zmęczeni i sfrustrowani, ale nie umniejsza to w żadnym stopniu spełnienia i radości, jaką daje nam szansa wychowywania potomstwa. Kochamy te nasze Małe Potwory z całych sił, a ta Miłość nas rozwija i przemienia. I cieszy! Sprawia, że miewamy poczucie absolutnego szczęścia, urozmaica naszą codzienność, kształtuje nasze charaktery, dodaje smaku rutynie dnia i pozwala odkrywać w sobie siły, których się nie spodziewaliśmy. Dzieci są dla nas wyzwaniem i zadaniem, które pasjonuje o wiele bardziej niż nawet najciekawsze tematy badawcze czy dylematy zawodowe. Są inspiracją i bezcennym darem. Radością – tym większą, że każde z nich jest inne. Uczą nas pokory, bezinteresowności, służby i dystansu do świata. Pozwalają na co dzień doświadczać Ewangelii i prawdy, że miłość nigdy się nie dzieli. Ona pomnaża siebie i Dobro. W naszej rodzinie i w naszym otoczeniu. Nie wiem, czy wszyscy tak mają. Ja w każdym razie doświadczam w swoim życiu ogromu Miłości i z każdym kolejnym rokiem z zadziwieniem stwierdzam, że jest Jej wokół mnie coraz więcej. Mój Mąż i każde kolejne nasze dziecko to odczucie wzmacniają i napędzają. Więź z nimi daje mi poczucie szczęścia, bezpieczeństwa i motywację do rozwoju. Nawet gdy przychodzą – naturalne przecież w każdej rodzinie – kłopoty, złości, fochy, nieprzespane noce, poczucie bezsilności wobec inności drugiego człowieka, lęki i obawy o przyszłość itd., itp.

Z 500+ nie ma żartów

Dzieci nie łapią w lot ironii ani sarkazmu. Nawet z interpretacją mrugnięcia oka mogą mieć problem. Podsłuchane dialogi dorosłych traktują jako skarbiec mądrości objawionej (przynajmniej do pewnego czasu 😉 ). Jeśli nie chcemy pogłębiać kryzysu wartości w naszym społeczeństwie, miejmy to na uwadze i powstrzymajmy się od tendencyjnych komentarzy, że zachodząc w ciążę ktoś wykalkulował sobie, że mu się to opłaci. Bo 500+ ani nie będzie trwać wiecznie, ani szczęścia nie daje tu i teraz. Za to dzieci, które wiedzą, że są bezwarunkowo kochane i akceptowane – tak 🙂 Howgh!

 

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

One Reply to “500+ działa – nie żartujcie, proszę!”

  1. W żadne pińcet plus nie wierzę. A docinki na temat liczebności rodziny są stare, co najmniej tak, jak ja 🙂 Ile to razy słyszałam żarty i żarciki, a nas była trójka. Także ten – Pru, nie przejmuj się wcale.

Dodaj komentarz