Akustycznie – to brzmi pięknie

W życiu nie mam wielu pasji. A te, które mam, są tak „trywialne”, że na pewno żaden headhunter na moje cv nie spojrzy łaskawym okiem. No, może, gdybym jakoś ciekawie opakowała hasło „życie”? … Tylko po co? Czyż to nie mówi samo przez się? Ale, ale – dziś nie o tym. Dziś ma być o muzyce – bo tę kocham słuchać, przeżywać, doświadczać, poznawać i – ku zgrozie sąsiadów – tworzyć (na szczęście dla świata z pokorą przyjmuje, że żaden ze mnie Chopin, Metheny czy Jopek, więc kanału Pru na youtubie nie szukajcie;)) A otaczanie się dźwiękami miłymi dla mego ucha, cieszy mnie jak mało co i niezmiennie napełnia pozytywną energią i zachwytem nad cudem (s)tworzenia 🙂

Uwielbiam m.in. chodzić na koncerty, zwłaszcza akustyczne. Kilka dni temu wybraliśmy się z Najlepszym z Mężów na taki właśnie event:) Mikromusic, znani niektórym, jako „ci od piosenki o katarze” (Niemiłość), to wrocławski zespół, którego rozwojowi przyglądamy się od lat z zaciekawieniem. Cenimy za niebanalne teksty i pomysł na własny styl, który w sumie trudno zaszufladkować do jakiejś jednej kategorii muzyki. Niektóre z ich utworów znajdują się na naszej stałej playliście, a niektóre po pierwszym przesłuchaniu trafiły do archiwum pod hasłem „może kiedyś do nich dojrzejemy”.

Na ich koncert akustyczny szliśmy z dość ambiwalentnym nastawieniem, bo z takimi wydarzeniami nigdy nie wiadomo, jak wyjdzie. To nieprawda, że wszystko zależy od talentu wykonawców, tego, jaki mają pomysł na zagranie swoich utworów i publiczności. Oczywiście, że to jest bardzo ważne, ale koniec końców – wszystko zależy od akustyka;) Ten zaś w tym przypadku spisał się doskonale. A dzięki temu wieczór potoczył się magicznie.

Skład dla mnie był idealny – bo minimalistyczny. Wokal i dwie gitary (akustyczna i basowa). Przy takim układzie, trzeba się naprawdę napracować, żeby słuchaczy nie zanudzić, a swoimi utworami opowiedzieć w interesujący sposób jakąś historię. Krótko mówiąc – pokazać, co się potrafi na poziomie umiejętności technicznych. Poza tym wykonawcy świetnie grali też ciszą, co samo w sobie jest trudną sztuką (zwłaszcza w dzisiejszym świecie, gdy na co dzień otacza nas taki nadmiar bodźców, że gdyby tak odciąć się od nich wszystkich, nawet z własnej woli, to i tak na początku człowiek będzie się czuł nieswojo). A przede wszystkim na scenie był zespół – zgrane trio, rozumiejące się bez słów i doskonale bawiące się tym, co robią. Efekt: ciekawe aranżacje, pełno zagadek (to jest coś, co uwielbiam w koncertach akustycznych: słyszysz pierwsze dźwięki, zastanawiasz się, co to może być, a potem pozostaje ci tylko podziwiać, jak można było zrobić z czegoś tak ogranego, coś niby takiego samego, ale zupełnie innego) i dwie godziny kojenia … uszów i duszy.

Akustyczne repertuary ma niemal każdy zespół w swoim repertuarze. I fajnie:) Takie koncerty pozwalają usłyszeć naszych ulubieńców bez ulepszaczy, wspomagaczy i wypełniaczy. Dają możliwość oceny brzmienia poszczególnych instrumentów, umiejętności wykonawców i tego, czy pociąga cię muzyka, czy produkt opakowany w cyfrowe dźwięki. A tych ostatnich niestety jest coraz więcej.

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

3 Replies to “Akustycznie – to brzmi pięknie”

  1. To ja jako kompletne zero muzyczne (tak w wykonywaniu, jak i słuchaniu – do czego w sumie się przyznaję, choć żaden to powód do dumy) poproszę o wyjaśnienie, o co chodzi z tą akustycznością.
    Myślałam, że chodzi li tylko o granie, ale skoro jest wokal, to jest i tekst.
    Wyjaśnijcie mi to, pliissss

    1. Prudencja Z. Niemiec says: Odpowiedz

      Koncert akustyczny to taki, który jest zagrany na instrumentach, które (teoretycznie) nie potrzebują prądu, by pięknie brzmieć, czyli np. na takich koncertach nie gra się na klawiszach elektronicznych, tylko na pianinie, nie na gitarze elektrycznej, a na akustycznej (tzn. z pudłem rezonansowym (z dziurami)). Wokal (lub jego brak) nie ma tu nic do rzeczy. Oczywiście w praktyce, tak jak w tym przypadku, wykonawcy korzystają z dobrodziejstwa prądu – bo wymaga tego scena i konieczność nagłośnienia. Mogą więc korzystać z mikrofonów i grać na podłączonych do wzmacniaczy instrumentach (wtedy z kabla czy mikrofonu idzie tylko „głośność” dźwięku). Ale gdyby nagle prądu zabrakło, to mogą spokojnie zagrać cały materiał (tylko poproszą publiczność, żeby wlazła na scenę, by lepiej słyszeć ;).
      Najlepiej chyba zobrazować to dźwiękiem: piosenka Mikromusic „Jesień” w wersji normalnej brzmi tak, a w wersji akustycznej tak 🙂

      A skoro przy akustycznych wykonaniach i Mikromusic już jesteśmy, to jeszcze polecam do wysłuchania „Panowie do garów” 🙂 Nawet, jeśli skończyłaś pierwszy stopień wychowania muzycznego (wiesz, kiedy zaczynają grać i kiedy kończą;)), to tekst może Ci się spodobać;))

      1. Aaaaa to teraz będę mądra 🙂
        Dzięki za przykłady – będę bardziej świadomym odbiorcą. Przemawia do mnie wersja akustyczna, ale może to też dlatego, że tam widzę osobę, która śpiewa i te które grają. Ja jestem prosty wzrokowiec 😀

Dodaj komentarz