Bezpowrotnie utracona dwuręczność

Oczywiście przesadzam z tym bezpowrotnie… Za jakieś dwa lata, jak dobrze pójdzie, to odzyskam obie ręce. To znaczy wtedy, gdy Nadia przestanie oczekiwać nieustannego okazywania bliskości i czułości, a Borys przestanie wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję, by w ramiona mamy się wtarabanić. Póki co – jeśli chcę mieć względny spokój na pokładzie, to zawsze jedną rękę mam zajętą dzieckiem. A to przygarniam Drugorodną do cyca, a to trzymam Pierworodnego, żeby nie sprawdzał organoleptycznie, czy ciasteczka się upiekły, a to głaszczę któreś po główce, bo domaga się maminego dotyku itd., itp. A gotować i pracować trzeba, skoro się chce zasłużyć na odznakę matki-polki. Co zatem zrobiłam dziś jedną ręką? Ano między innymi:

  1. Wymalowałam się (przeczytałam kiedyś książkę Jill Savage „Mama – najlepszy zawód na świecie” i chociaż jakoś specjalnie mnie nie zachwyciła, to w głowie zostało mi z niej jedno zdanie: skoro teraz swój czas, energię i siły poświęcasz dla dziecka i tak naprawdę wykonujesz zadania menadżera, sekretarki, lekarza, kucharki, animatora kultury i nauczyciela w jednym, to dlaczego nie traktujesz siebie, jakbyś wychodziła do pracy? W związku z tym Pru za punkt honoru traktuje poranną toaletę i doprowadzenie się do takiego stanu, żeby koleżanki z pracy poznały mnie, gdybyśmy się przypadkiem spotkały na mieście;)).
  2. Zrobiłam dzieciom i sobie śniadanie – tzn. owsiankę i kanapki – czyli proszę sobie tu wyobrazić wyciąganie poszczególnych produktów z lodówki i półek, zapalanie palnika, wsypywanie, wlewanie, smarowanie jedną ręką (przy śniadaniu akurat musiałam jednocześnie karmić. I nie, nie dało się tego zrobić w innym momencie, bo Borysa dopadł wielki głód i pół osiedla słyszało jak się domagał owsianki, a drugie pół usłyszałoby syrenę Nadii, gdybym ją w tym momencie odłączyła od mlekopoju).
  3. Odkręciłam słoik z kompotem (drugie śniadanie Borysa, w tym czasie córuchna o dziwo nie jadła, a po prostu nie tolerowała innej pozycji niż pionowa).
  4. Zrobiłam i powiesiłam pranie (Łatwizna? Doprawdy? Proszę sobie zająć lewą rękę 6-kilowym ruchliwym niemowlakiem, któremu trzeba przytrzymywać główkę i jedną ręką strzepnąć dżinsy, żeby je powiesić;))
  5. Napisałam ten wpis. Z polskimi znakami! Wprawdzie miałam łatwiej, bo akurat Borys nie domagał się współudziału w dziele tworzenia, ale mimo wszystko … polskie znaki!

A jesteśmy ciągle przed obiadem…

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

2 Replies to “Bezpowrotnie utracona dwuręczność”

  1. Obiad z dnia następnego widziałam na własne oczęta – chapeau bas! Co gorsze, ja na niegotowanie miałam wymówkę pt. „Jestem taaaaaka zmęczonnnnaaaaa”. Kurczę, chyba muszę wziąć się do roboty (kuchennej, nie płodzącej/rodzącej dzieci :P)

Dodaj komentarz