Biegać każdy może…

… trochę lepiej lub trochę gorzej…:)

Ta parafraza kultowej pieśni Polaków towarzyszyła mi w głowie, gdy razem z moją rodzinką biegłam w miniony weekend w biegu rodzinnym na milę olimpijską. Bieg ten odbył się przy okazji 34. wrocławskiego maratonu.

20160911_093648

O bieganiu dawno temu pisała tu Fro (Ona w ogóle dawno temu tu pisała, ale uspokajamy, że żyje, ma tylko problemy z samodyscypliną). Dzisiaj dorzucę swoje trzy słowa ja.

Można? 

Można! – pomyślałam sobie, gdy kolejny raz udało nam się w niedzielę zwlec rankiem z łóżka własne ciała i ciała naszej progenitury, wpakować się w buty do biegania, a potomstwo w wózek i wybiec na 8-kilometrową przebieżkę. Najlepszy z Mężów biega regularnie od dwóch lat i w końcu, gdy moja waga nagle utknęła w miejscu, zachęcił mnie do wspólnej aktywności. Mnie początkowo wydawało się to niemożliwe, żebyśmy razem szli pobiegać. Raz, że musimy zabierać ze sobą dzieciaki, a te raczej biegać z nami nie dadzą rady (choćby dlatego, że Nadia jeszcze nie chodzi, a Borys, owszem, biega, tylko nie w tym kierunku, który preferują rodzice). A dwa, że nie chciałam, by Małżonek mój zbytnio się nudził. W końcu NzM przebiegł już półmaraton, a ja podczas naszej pierwszej przebieżki po pierwszym kilometrze modliłam się o śmierć. Dla mnie lub dla niego;) Koniec końców okazało się, że najgorzej było zacząć. Dla dzieci wspólne „biegi” okazały się wielką frajdą i teraz na normalnych spacerach miewam kłopoty, gdy Borys żąda ode mnie, bym jechała „sibko ziuuuu jak tata”. Świetnie sprawdza się też nasz wózek dla dzieci rok po roku – okazuje się, że wcale nie trzeba mieć specjalnego wózka do biegania, by ten sport z dziećmi uprawiać. A Najlepszy z Mężów ma frajdę, bo tym razem to on odgrywa rolę mentora, mówiąc mi przy pierwszej zadyszce: „Świetnie ci idzie!”;)) W każdym razie z każdym kolejnym tygodniem było coraz lepiej i nawet, gdy wyjechałam z dzieciakami na wieś na wakacje, to nie potrafiłam odpuścić „treningu”. Strasznie mnie to skądinąd bawi, że odkąd urodziła się Nadia, przybywa mi tzw. sportowych zajęć dodatkowych – dwa razy w tygodniu chodzę na siłownię, a raz w tygodniu wszyscy pływamy na basenie i biegamy. Dużo jak na kobietę, która połowę szkoły traktowała wu-ef jak Putin demokrację.

Trzeba?

Nie trzeba, absolutnie. Ale…

Warto?

Warto! Chociaż waga mi nie spadła jakoś szaleńczo, nie posiadam też całego tego osprzętu, który zazwyczaj można podziwiać na biegaczach i absolutnie nie mam potrzeby o takowy się starać. Cieszą mnie jednak te wspólnie spędzone w aktywny sposób chwile. Lubię nasze rozmowy na wdechu i sympatyczne gesty innych biegaczy, cieszy mnie mijana w parku natura i – o dziwo! – zmęczenie, które procentuje sporym przypływem energii i optymizmu, bawią do łez okrzyki naszych dzieci („Dajes! Dajes Mamusia!!”).

Oczywiście, że bieganie stało się trendy. Ale czy to źle? Nie. Oby tylko takie mody nas otaczały. Im więcej motywacji, byśmy się ruszyli „zza biurek”, tym lepiej. A jeśli można w to wszystko zaangażować wszystkich członków familii i robić coś RAZEM, to nic tylko przyklasnąć. Mnie osobiście wielką frajdę sprawił udział w biegu rodzinnym.

Było bardzo energetycznie i dynamicznie.

20160911_093624

 

Widok takiej mieszaniny ludzkiej – uśmiechniętej, zdeterminowanej, nie nastawionej rywalizacyjnie, ale pro-aktywnie, od niemowlaków po dziadki – tak po prostu nastrajał pozytywnie. Ciągle mam przed oczami młodego faceta, na oko 20-letniego, który z uśmiechem wołał do biegnącej za nim przysadzistej pani – „No, mamuś, jeszcze trochę!”.

20160911_093420

No jak tu nie mieć banana na twarzy?

Mam więc nadzieję, że jakoś przetrwam zimę i w przyszłym roku bez problemu będę przebiegać „dziesiątkę”;)

 

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

Dodaj komentarz