Centrum Historii Zajezdnia we Wrocławiu

W tym roku, świętując odzyskanie niepodległości przez Polskę, trafiliśmy do wrocławskiego Centrum Historii Zajezdnia. Na miejscu okazało się, że plan taki powzięła chyba połowa Wrocławian;) Chętnych do zwiedzenia historycznego budynku zajezdni autobusowej, w której w 1980 r. powstawała wrocławska „Solidarność”, było podobno o wiele więcej niż na imprezie inaugurującej otwarcie muzeum. Być może darmowe bilety miały coś z tym wspólnego…

20161112_131424

Co znajdziecie w środku?

Zajezdnia to dwupoziomowa wystawa, która interesująco opowiada losy Wrocławia po 1945 r. Nie brakuje tu odniesień do historii Polski i świata, bo bez tego – rzecz jasna – nie można zrozumieć prezentowanych relacji.

20161115_123536

[Ten plan dostaliśmy jako element gry rodzinnej, którą można było sobie przejść podczas zwiedzania. Niestety z naszymi maluchami nie udało nam się odnaleźć wszystkich wymaganych odpowiedzi i elementów układanki. Ale polegliśmy tylko na zadaniu przy drukarni, więc całkiem nieźle nam poszło!]

Na parterze zwiedzanie rozpoczynamy od lat 30-stych XX wieku, rosnącego napięcia międzynarodowego i wybuchu II wojny światowej. Dowiadujemy się jednak nie tylko o wielkiej polityce i ogromnych tragediach poszczególnych narodów, lecz także – co jest wielką siłą tej wystawy – o zwykłym życiu, o codzienności tysięcy Kowalskich, o historiach konkretnych ludzi. Możemy zamknąć się w kanale, możemy obejrzeć zdjęcia z Auschwitz, możemy wysłuchać wstrząsających relacji z przesiedlenia.

20161112_134608 20161112_134712 20161112_135438 20161112_140731

Potem przechodzimy do śmieszno-ponurej rzeczywistości PRL-u i kolejny plus dla kuratorów wystawy. Ta część jest – w moim odczuciu – naprawdę wyważona. Pokazuje i absurdy tamtych czasów, ale też bardzo dobitnie okrucieństwo komunizmu.

20161112_141000 img_3670 img_3693 img_3699 20161112_141601

Ten fragment wystawy zrobił na mnie chyba największe wrażenie. Obok pomieszczenia prezentującego wiezienie znajduje się mała, jasna wnęka. Trochę niby schowek pod klatką schodową. Odróżnia się na tle wystawy tym, że ten kącik jest niezwykle świetlisty i minimalistyczny. W ścianach „wbite” są tylko jakieś resztki walizki, parasola, czyjś kapelusz. I między tym kilka wyroków śmierci. A w centrum mały ekran, na którym ich wykonywanie możesz zobaczyć. Wstrząsające. Przechodząc na przeciwległą ścianę holu możesz zobaczyć plakat Eugeniusza Geta Stankiewicza „Zrób to sam”. Artysta podobno nigdy nie wyjaśnił tego dzieła, a jednak właśnie w tej przestrzeni było ono dla mnie niesamowicie wymowne.

img_3671

Potem przechodzimy do współczesności – ta część wystawy kładzie nacisk na to, jak rodziła się wielokulturowość Wrocławia. Jest tu wrocławska kultura, nauka i zwykła codzienność. Nie brakuje kardynała Kominka i Kongresu Eucharystycznego – wszystko podane tak, by widza zmuszać do refleksji, co z tego dobra duchowego nam zostało.

img_3715 img_3712 img_3726 img_3668 img_3719

Poziom „-1” poświęcony jest przede wszystkim „Solidarności”. Dla dzieciaków największą frajdą w tej części wystawy była instalacja „autobus”, w której można było zasiąść na jakże wygodnych siedzeniach typu gumo-lex;)

Porównanie, że „Zajezdnia” to wrocławskie „Muzeum Powstania Warszawskiego” jest w moim odczuciu nieco na wyrost, ale na pewno w odniesieniu do wykorzystanych technik multimedialnych i angażowania uwagi zwiedzających – nie odbiega od europejskiego poziomu. Zewsząd otaczają Cię zdjęcia, plakaty, gazety, przedmioty codziennego użytku, ba! nawet dźwięki z omawianego okresu, co krok możesz posłuchać relacji świadków wydarzeń, nie brakuje materiałów audiowizualnych (np. fragmentów z inscenizacji Grotowskiego), możesz wejść do wagonu przesiedleńczego i położyć się na sienniku w celi więzienia na Kleczkowskiej.

Czy dla maluchów?

Nasze dzieci (niespełna 1,5-roczna Nadia i 3-letni Borys) całkiem dobrze czuły się w przestrzeniach muzeum. Eksplorowali je oczywiście po swojemu – zbierając pieczątki na zaświadczeniach o przesiedleniach, wdrapując się na skrzynie, fascynując wizualizacjami w sklepie mięsnym, otwierając półki, szuflady, skrzynie – gdzie co rusz znajdowali jakieś ekrany i przyciski, po których naciśnięciu mogli usłyszeć/zobaczyć materiały audiowizualne.

pieczatka rzeka

img_3694 img_3707 img_3706

Był też telewizor, w którym non-stop leciał „Reksio”, więc mieliśmy chwilę, by po okolicznych pomieszczeniach pomyszkować w miarę „na spokojnie”;)

img_3724

Dzieci na pewno się nie nudziły, a już hitem dla Borysa był peerelowski kiosk, w którym dostrzegł autka i zabawki dla dzieci (np. małe repliki wozów milicyjnych).

img_3674

Oczywiście po wyjściu takie zabawki można zakupić w muzealnym sklepiku.

W kwestii świadomości tego, co oglądali – nie ma się co łudzić, że zbyt wiele wynieśli, ale na pewno skorzystali rodzice, którzy mieli dobry pretekst do rozmowy o losach Polski.

Rzecz o wolności

Warto było wystać te pół godziny w kolejce. W Święto Niepodległości oglądanie wystawy „Wrocław 1945-2016” było dla nas raczej podróżą po historii wolności niż zapisem rozwoju jednego miasta. I uważam, że to wielka zaleta tej wystawy. Nie jest ani przegadana, ani tendencyjna. Pokazuje wielowymiarowość ludzkich losów i człowieka, w którym tkwi i dobro, i zło, i geniusz, i głupota. Na pewno będę ją polecać wszystkim, którzy nasze miasto odwiedzą.

Ps

Jeszcze tylko garść informacji praktycznych:

Centrum Historii Zajezdnia otwarte jest od wtorku do niedzieli.

Bilety kosztują: 5 zł (ulgowy), 10 zł (normalny), 25 zł (rodzinny) i grupowy (30 zł).

Na zwiedzanie z przewodnikiem przeznaczyć trzeba 50 min. My bez przewodnika, za to z dwójką maluchów, zwiedzaliśmy Zajezdnię 2,5 h, przy czym z większością zebranych materiałów audiowizualnych nie mieliśmy szansy się zapoznać, bo np. czytanie – nawet arcyciekawie zredagowanych informacji o Ludziach Nauki – było równie możliwe, jak to, że Antoni przyzna, że w Smoleńsku nie było zamachu.

 

 

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

4 Replies to “Centrum Historii Zajezdnia we Wrocławiu”

  1. Kolejka przed wejściem to może sztuczny tłum, wszak cudownie wpisuje się w koloryt czasów słusznie minionych, to po prostu jedna z atrakcji wystawy.

  2. Muszę pójść, bo to przecież prawie pod moimi oknami. Ale skoro jest tak blisko, to mi się wydaje, że mogę pójść kiedykolwiek i w rezultacie jeszcze nie byłam

  3. Melduję, że byłyśmy w Zajezdni z Fro.
    No cóż, mnie to miejsce porządnie rozczarowało.
    Po co we wrocławskim muzeum poświęconym Solidarności 20-lecie międzywojenne, wojna i powstanie warszawskie (sic!)? Myślę, że tylko po to, żeby wypełnić przestrzeń.
    Rozumiem pewien ciąg logiczny, żeby opowiedzieć o Solidarności trzeba powiedzieć, skąd ten ruch się w ogóle wziął, czyli coś o PRL powiedzieć. Żeby opowiedzieć skąd się wziął PRL, trzeba się cofnąć do wojny – drugiej światowej. Żeby o wojnie, to może i o międzywojniu. To czemu do diaska nie wytłumaczono, skąd w ogóle to określenie 20-lecie międzywojenne? Ha? Czemu nie ma I wojny światowej? No bo trzeba by się tak cofać i cofać bez końca.

    A zatem mamy przypadkowe dość ramy czasowe.

    Multimedialność centrum – trochę na siłę wg mnie. Ale może ja jestem starej daty i mnie wystarczają eksponaty i foty. Fajna była ekspozycja z okładkami Time, co się w czasie siermiężnego PRL działo na świecie, jak poszedł on do przodu.

    Drastyczne sceny z Auschwitz – na co zwróciła uwagę Fro – niby zostały wydzielone, ale nie na tyle, by ciekawski 8-latek tam nie zdołał zajrzeć. Rozwiązanie skopiowane (nieudolnie) z muzeum powstania warszawskiego. Niestety nieudolność powoduje, że zbyt niskie podwyższenie i pochylony monitor, nie są żadną przeszkodą. A już nagranie audio księdza, który towarzyszył skazanym na śmierć przez UB to totalna jazda. Tego się nie da wygłuszyć.

    Ogólnie plątanina dźwięków mnie strasznie rozpraszała i nie pozwalała na skupieniu się przy czytaniu. Informacja o odsunięciu się od torów zagłuszała wszystko inne. Kiedyś byłam w Wilnie w muzeum KGB, tam dźwiękiem ilustrującym przesiedlenie i wywózki był miarowy stukot kół pociągu. Nie przeszkadzał, a jednocześnie powodował, że człowiek miał ciary na karku.

    Jedno pomieszczenie – piwnica – poświęcona de facto Solidarności to chyba jakiś żart. Myślę, że tylko o mojej „solidarnościowej” parafii – zresztą niemal sąsiadującej z zajezdnią – dałoby się zrobić niezły kawałek ekspozycji. A pojawiły się jedynie foty z rozładunku darów z Dortmundu (pamiętam je!), jedno zdjęcie proboszcza i kilka wotewnych tablic.

    Niestety mam wrażenie, że Zajezdnia to wydmuszka. Niby kolorowo, ładnie i nowocześnie, ale w wielu miejscach można zadać sobie pytanie „po co?” i czy naprawdę o tym miało być to miejsce.

    Byłam raz, więcej nie pójdę – dla kontry: w muzeum powstania warszawskiego byłam 2 razy, podczas kolejnego pobytu w Warszawie też pójdę.

  4. A ja pewnie jeszcze do Zajezdni zaglądnę:) Mnie osobiście też wystarczają klasyczne eksponaty, ale wszelka multimedialność, chaos i plątanina dźwięków bardzo pomaga, gdy rodzic cokolwiek chce zobaczyć ze swoimi maluchami. Mnie obrane ramy czasowe nie raziły. Ja je odbierałam tak, jak podręcznik polskiej historii napisany przez amerykańskiego badacza. Ma być baza, popchnięcie do myślenia dla tych bardziej uświadomionych i smaczki dla tych, których po prostu trzeba jakoś zaciekawić. Myślę też, że zupełnie inaczej postrzega wystawę ktoś, kto się we Wrocławiu urodził i choć trochę zna się na historii, a inaczej taki napływowy element jak ja;)

Dodaj komentarz