Co daje mi macierzyństwo

Dzień Matki za pasem, więc dopadła mnie jakaś niepohamowana chęć, by podzielić się z Wami, co daje mi macierzyństwo.

 

Sprowokowała mnie do tego konstatacja mojej bezdzietnej Przyjaciółki, która po cierpliwym wysłuchaniu relacji z cyklu „A tymczasem Borys i Nadia …” – w którym to odcinku opowiadałam, jak to od tygodnia dzieciom się odmieniło i nie wyobrażają sobie zasypiania bez mamy, przy czym mama ta musi im śpiewać piosenki o parkingach, strażakach, pieskach i bobo „z ciarnymi włośkami”, co trwa mniej więcej przez dwie godziny – stwierdziła, że dziwi ją, że ludzkość jeszcze nie wymarła, bo posiadanie dzieci wiąże się z ciągłym ryzykiem i wieczną niewygodą.

Zwiększona amplituda

Ktoś kiedyś powiedział, że kiedy rodzą się dzieci, to komfort życia spada dramatycznie, ale zwiększa się amplituda szczęścia. Myślę, że to dość trafne określenie. Wiedziałam, co to szczęście przed trzema laty, ale to, czego doświadczam odkąd narodziły się nasze Dzieci – nie da się opisać słowami. Są takie momenty totalnego spełnienia, radości, pokoju w sercu i wszechogarniającej miłości, że jestem przekonana, że to Pan Bóg daje mi kosztować Nieba. Ale daleka jestem od gloryfikowania macierzyństwa jako złotego okresu w życiu każdej kobiety. Dzieci są różne. Dzieci CIĄGLE się zmieniają. Dzieci potrzebują czasu, uwagi, bezinteresowności, czułości, mądrości w ilości, której nie jestem w stanie zaspokoić tak, jak zaleca Ogrom Fachowej Literatury i Tryliardy Podejść Do Rodzicielstwa. Dla mnie, krótko mówiąc, wychowywanie jest trudem. Ale …

To, co ważne, wymaga wysiłku

Ale mam w sobie głębokie przekonanie, że jeśli chcemy być szczęśliwi, to musimy być pilnymi uczniami w szkole życia. I że ta nauka będzie trwać aż do śmierci. Macierzyństwo otworzyło przede mną nowe perspektywy, niemal każdego dnia stawia nowe wyzwania i pozwala sprawdzać, jak w praktyce zdaję egzamin z wiary, nadziei i miłości. Ile we mnie szacunku do drugiego człowieka i jego godności – zwłaszcza gdy chodzi o najbardziej zbuntowanego dwulatka w historii ludzkości ;). Ile we mnie pokory wobec inności. Ile we mnie zaufania w sytuacjach, w których po ludzku nie mam wpływu na ich przebieg.

 

Trzy lata temu stałam się Mamą i dopiero wtedy dotarło do mnie, dlaczego moja własna Rodzicielka ciągle się o mnie zamartwia, mimo iż mam grubo ponad 30 wiosen na twarzy. Ta mała istota, która wyszła ze mnie, będzie już na zawsze kawałkiem mnie. Nawet jak będzie mieć siwe włosy, to pewnie bez trudu będę przywoływać obraz tłuściutkich, fikających nóżek i maleńkich paluszków w moich dłoniach.

Miewam dni, kiedy z paniką myślę o tym, że zbyt mało umiem, zbyt mało wiem, zbyt mało potrafię kochać, by moje dzieci wychować na mądrych i dobrych ludzi. Lęk, że zepsuje te Cuda, które Bóg nam powierzył, czasami przytłacza mnie tak bardzo, że mam ochotę zamknąć się w szafie i połknąć kluczyk 😉 A potem znowu doświadczam amplitudy.

Szkoła życia

Pierwszą i najważniejszą umiejętnością, której uczę się przy dzieciach, jest kochanie. Kochanie, które wiąże się z nieustanną walką ze swoim egoizmem, wygodnictwem, frustracjami i przekonaniem, że ja wiem lepiej. Mam trwające niemal 24 h na dobę szkolenie z bezinteresowności, uważności i dawania siebie.  Nierzadko czuję się, jakbym uczestniczyła na jakimś emocjonalnym poligonie doświadczalnym. Ale owoce, jakie widzę w swoim życiu, zachęcają, by wciąż pragnąć więcej. Te lekcje przemieniają mnie do szpiku kości. I mam szczerą nadzieję, że na lepsze.

Jestem też bardzo wdzięczna Borysowi i Nadii, bo jak nikt inny nauczyli mnie wychodzenia poza schemat. Kto ma dzieci, ten wie, że nie ma takich planów, które przy dzieciach mogłyby być zawsze zrealizowane w 100 procentach. Im szybciej odrobisz lekcję z kreatywności i elastyczności, tym lepiej dla Twojego samopoczucia. Był czas w moim życiu, że każde, najmniejsze odstępstwo od tego, co sobie zaplanowałam, było moją osobistą porażką, przyczyną głębokich depresji i żalów do siebie i całego świata. A teraz. Mamy wyjechać o 8.00 – super. Wyjedziemy o 11.00 – też świetnie. Urlop w górach – cudownie. Dojedziemy tylko 10 kilometrów za miasto – też doskonale. Kino z Najlepszym z Mężów w piątkowy wieczór – brzmi kusząco. Ale, że brzuszek zaboli, a miś sam nie może zasnąć – to i film na komputerze będzie świetną alternatywą. O tak, dzięki Dzieciom Prudencja nie jest już taką formalistką ani wyznawczynią Planów, Reguł i Zasad, jaką była onegdaj.

Mogę więcej

Jest jeszcze jedna, bardzo ważna rzecz, którą dało mi macierzyństwo – przekonanie, że mogę więcej. Mogę znieść więcej bólu i niepewności niż byłam w stanie sobie wyobrazić, mogę więcej wybaczać, mogę więcej kochać, mogę zdobyć się na więcej wysiłku, fantazji, cierpliwości, serdeczności, wyrozumiałości niż do tej pory zakładałam. Więcej wiem o sobie, więcej wiem o świecie i jego różnorodności, więcej wiem, czego nie wiem 🙂 Nie raz, nie dwa w ciągu tych trzech lat zaskakiwałam sama siebie tym, jak wiele ważnych dla mnie spraw jestem w stanie się wyrzec, gdy w grę wchodzi dobro naszych Dzieci. I jak wiele własnych kompleksów pokonać.

Dzień Matki

Czego sobie życzę w tym dniu? Przede wszystkim mądrości. Bym nigdy nie uwierzyła, że ktoś mógłby być lepszą matką dla mojego dziecka. Ale też łaski wątpliwości, by mnie nie skaziły monopol na prawdę wychowawczą i pokusa wmawiania wszystkim, że rodzicielstwo to jedyna droga spełnienia na świecie. Chciałabym też mieć więcej cierpliwości i dumy z tego, że jestem pełnoetatową mamą. Ogromnie ucieszyłaby mnie czarodziejska kula, w której mogłabym przewidywać, co wyrośnie z tych naszych Ancymonów i co znajdę na swoim koncie emerytalnym za 30 lat. A! No i nie pogardziłabym, gdyby jakimś cudem Borys i Nadia przeskoczyli z dzieciństwa od razu w dorosłość, bo hasło „Nastolatek w domu” już dziś wywołuje u mnie stany lękowe 😉

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

2 Replies to “Co daje mi macierzyństwo”

  1. Ja też uważam to za niezły cud, że ludzkość jako gatunek przetrwała. I że instynkt w tym wypadku macierzyński to jednak jest potężna moc, bo racjonalnych argumentów na te wszystkie niedobory (od snu zaczynając a braku chwili dla siebie kończąc) nie ma.
    Jak to jednak wygląda ze strony tych bezdzietnych?
    Rodzinę jakoś udało mi się poskromić i już nie zadają pytań ani o małżeństwo, ani o potomstwo. Ale ja ich wszystkich przegadują, więc może dlatego nie chce im się wysłuchiwać od yyy kilkunastu lat argumentów, które się umacniają zamiast słabnąć.
    Natomiast osłabiła (nota bene) mnie ostatnio taka rozmowa w pracy
    „- Czemu nie założysz rodziny? – spytano
    – A na co mi ona? – odpowiedziałam od niechcenia
    – Żeby Twoje życie się dopełniło i nabrało (czegoś tam, nie pamiętam)
    – Moje życie to jest już tak pełne, że mi się czasem wylewa i nie zmieszczę tam ani źdźbła” To już powiedziałam zirytowana i w ogóle wściekła, że się dałam w taką rozmowę wprowadzić, na szczęście podziałało.
    Otóż nie zamierzam mieć dzieci, ale też nie dziwię jakoś się ludziom, którzy je mają, chcą mieć, planują itp. Być może są im potrzebne do tego właśnie, o czym piszesz, Pru.
    Kiedy jednak słyszę o sobie, jako egoistce rodzi się we mnie pytanie skąd w ogóle ten pomysł. Niby dla kogo jestem egoistką? Moim rodzicom nic do tego, ba nawet więcej, przynajmniej mogą rozpieszczać posiadane wnuki. Moje zwierzęta myślę, że mają się lepiej i też im nic do tego. Z nie-mężem kwestie dziecięce ustaliliśmy dekadę temu i nic się w tej materii nie zmieniło, bo gdyby tak było, pewnie już byśmy nie byli razem. Dla społeczeństwa? No prosszzzz, społeczeństwo to ja akurat mam gdzieś – pracuję na nie, płacę podatki, staram nie nie zawadzać za bardzo i w drogę nie wchodzić. No a wmawianie mi, że sama przed sobą jestem egoistką to chyba jakieś masło maślane – nie wiem może moje komórki jajowe mają mi to mieć za złe, że ich nie wykorzystuję 😉
    Miałam kiedyś rozmowę z koleżanką odnośnie do posiadania potomstwa. Miała wątpliwości, ale stwierdziła, że chyba jednak się zdecyduje, bo nie chciałaby w przyszłości żałować, że tego nie zrobiła. Odpowiedziałam jej, że ja akurat się nie odważę, bo nie chciałabym żałować, że to zrobiłam. No i ona jest szczęśliwą (zdaje się) mamą, a ja szczęśliwą nie-mamą.
    Ale żeby nie było, że z tą bezdzietnością jest tak różowo. Istniało kiedyś takie forum dla bezdzietnych – umarło śmiercią naturalną, no bo nad czym tu dyskutować, ile razy można wymienić uwagi, że się nie chce mieć dzieci. Trudno było użytkownikom tego forum znaleźć wspólne tematy, bo oprócz tej jednej rzeczy nic ich nie łączyło.

    1. 🙂 Uśmiechnęłam się, czytając Twój komentarz, że ani posiadanie dzieci (nie cierpię tego sformułowania w polskim języku, bo przecież dzieci to nie rzeczy), ani bezdzietność nie chronią od bombardowania dobrymi radami 🙂 Mnie co chwila spotyka jakiś Ludź, który – na pewno z dobrymi intencjami – dopytuje, czy jeszcze karmię, czemu jeszcze karmię, czemu ubrałam czapeczkę, a czemu jej nie ubrałam, dlaczego pozwalam jeździć po chodniku na hulajnodze, a dlaczego nie pozwalam itd. Od pewnego czasu takie komentarze i zagajone rozmowy mnie nie drażnią. Tłumaczę sobie, że po prostu my, ludzie, mamy wkodowane pragnienie, by dzielić się tym, co dobre i naszym zdaniem słuszne 😉 Sama przecież chętnie piszę o tym, co sprawdza się w moim życiu i daje mi szczęście. Staram się tylko zawsze podkreślać, że piszę o sobie i pamiętać, że nie ma dwóch jednakowych osób na świecie 🙂

      Jedna rzecz dała mi też szczególnie do myślenia w Twoim komentarzu. Sformułowanie, że dzieci są nam do czegoś potrzebne. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, że skoro ich pragnę, to znaczy, iż są mi do czegoś potrzebne. A to ciekawy kierunek refleksji 🙂

Dodaj komentarz