Damskie nurku-nurku. Bez gadania? Jak żyć?

Prawda jest taka, że najgorsza rzecz pod wodą to niemożność wypowiedzenia zdania (słowo można wypowiedzieć :)). To co dla mnie najgorsze, dla mego nie-męża i part-nura w jednym, to największe błogosławieństwo na świecie. Gdyż jak wiadomo jadaczka babiszona zwykle pozostaje w stanie permanentnego otwarcia i wydawania dźwięków.

Pod wodą jednak człowiek jest… otoczony wodą, poza tym do ust wkłada coś, co mu umożliwia oddychanie (czyli automat, będzie o tym już niebawem, wiem, że na to czekacie). Co zatem robić? Jak żyć?

Otóż istnieją znaki nurkowe do komunikacji podstawowej, czyli – ile masz w butli powietrza,

czy ci zimno,

płyniemy na głębokości 10 m i takie tam techniczne pogawędki. Zazwyczaj ze strony osoby, która dowodzi (i tu się przyznaję, że pod wodą rzadko jestem to ja) padają te pytania a drugi (lub drugi i trzeci, lub drugi, trzeci i czwarty współ-nur) grzecznie odpowiadają: mam 80 atm (jeśli pamiętają, jak się pokazuje 80 jedną ręką).

Ale najczęściej powtarzanym pytaniem jest standardowe: – czy wszystko ok? na który zazwyczaj dowódca dostaje odpowiedź: OK!

I tu ważna rzecz dla laików – nigdy, ale to nigdy nie mylimy OK nurkowego z OK ziemnym. Uniesiony kciuk oznacza bowiem wynurzenie, czyli koniec zabawy. A znany z filmów o Imperium Rzymskim kciuk skierowany ku dołowi – przeciwnie, niż dla losu gladiatorów – jest oznaką początku zabawy, czyli zanurzenia.

Gorzej, jeśli zobaczy, że nie bardzo. Bo wtedy trzeba sprecyzować, co nie bardzo. Nie bardzo może być z uchem, głową albo sprzętem.

A jak ze sprzętem zaczyna się robić źle, to już krok ku alarmującemu znakowi: Brak powietrza! Nie ma wtedy czasu na pogawędki, trzeba brać towarzysza za frak i podzielić się swoimi zasobami życiodajnego gazu.

 

Innym sposobem na podwodną komunikację jest machanie latarką. Jak się pewnie domyślacie jest to sposób komunikacji nocnej. Ale nie tylko, bo polskie wody na głębokości 20 metrów lubią być ciemne jak noc listopadowa i zapuszczanie się tam bez latarki jest brrrrr strrraszne. No więc taką latareczką zataczamy krąg pytając czy wszystko jest ok. I machamy nią jak opętani, gdy chcemy zwrócić na coś uwagę part-nura. A potem mu na spokojnie pokazujemy, pamiętając o dobrym oświetleniu siebie, niczym filmowej gwiazdy, że otóż… skończyło się nam powietrze. Eee nie, że na przykład, mamy połowę zapasu powietrza w butli albo, że się ten zapas zaczyna kończyć, albo po prostu, że jest nam zimno.

Najwięcej pod wodą powiemy za pomocą tabliczki, po której bazgrać można przyczepionym doń ołówkiem. Niestety, żeby coś wykaligrafować, potrzeba by choć na chwilę się zatrzymać, a my nie po to nurkujemy, żeby stać w miejscu. Tabliczkę zatem pokrywają gryzmoły, najczęściej namiary kompasu, które sobie zanotowaliśmy na współ będąc zanurzonymi. Tabliczka ma jednak jedną cechę bardzo, ale to bardzo przydatną. Na dekompresji (będzie, będzie) można ją wykorzystać i pograć w kółko i krzyżyk. A najlepiej w wisielca pisząc np.: FA_ _ _A_A

 

Obiecuję, że w następnym odcinku przejdę wreszcie do konkretów 😀

Babiszon
Czyta i pisze przez cały rok. Najczęściej dla własnej przyjemności. Choć z pisaniem różnie bywa, "czasami człowiek musi".
W zimie jeździ na nartach, w lecie nurkuje i zdobywa szczyty (bynajmniej nie lenistwa, choć też się zdarza), ostatnio zagląda górom "pod spódnice", bo została taternikiem jaskiniowym.
Czasem coś zorganizuje, a potem się zachowuje, jak dyktator, żeby plan wypalił. Innych dyktatorów nie lubi. Cóż.
Słomiany zapał do wszystkiego od zawsze.

One Reply to “Damskie nurku-nurku. Bez gadania? Jak żyć?”

  1. Prudencja Z. Niemiec says: Odpowiedz

    Ehhh, te Twoje wpisy się tak dobrze czyta (i ogląda), że jeszcze zacznę się na serio zastanawiać, czy aby nie spróbować;)

    A trochę z innej beczki – widziałaś film „Spotkania na krańcach świata” Herzoga? Jest tam mnóstwo pięknych ujęć z nurkowania na Antarktydzie. Zrobiły na mnie wielkie wrażenie, zwłaszcza w połączeniu z fenomenalną muzyką Kaisera i Lindleya.

Dodaj komentarz