Damskie nurku-nurku. Dlaczego?

Czy nurkowanie jest dla kobiet? To pytanie słyszałam niejednokrotnie. A dlaczego nie? mam zawsze ochotę odpowiedzieć. Co w tym sporcie/hobby może być takiego strasznego, że kobiety nie mogą się nim zajmować?

Jest wiele obiektywnych – dotyczących zarówno kobiet, jak i mężczyzn – przeciwwskazań do nurkowania. Dobry klub nurkowy powinien zadbać o to, by każdy, kto zgłasza się na kurs nurkowania, przeszedł badania lekarskie i skonsultował się z lekarzem nurkowym, który zinterpretuje te badania właśnie pod kątem nurkowania. Jedynym bezwzględnym przeciwwskazaniem, które dotyczy tylko kobiet, jest ciąża.

 

A jak to wygląda z motywacją? Ooo tu jest całkiem spore pole do popisu i, z żalem przyznaję, u kobiet ta motywacja jest niekiedy dość dziwna. Skupię się na płci pięknej, choć myślę, że powodach, dla których nurkują faceci też dałoby się powiedzieć co nieco

 

Pierwsza grupa nurkiń to pasjonatki. Kobiety, które wiele rzeczy spróbowały, chcą więc też spróbować nurkowania. A po spróbowaniu wsiąkają w to hobby. Nurkują, bo chcą, bo jest to spełnienie ich marzeń – nurkują dla siebie, bo sprawia im to frajdę. Na równi z facetami noszą butle, marzną, a potem z zapałem opowiadają, jak było. Nie straszne im głębokości i trudności, bo dla pasji zrobią wszystko. No dobra, prawie wszystko.

 

Druga grupa to zazdrosne żony/kochanki/konkubiny. Gdybym jednak pokusiła się o spisanie motywów, które mężczyzn pchają ku nurkowaniu, jednym z typów byłby uciekinier. Skoro on ucieka w weekendy z domu, żeby pojechać z kolegami „puścić bąbla”, to istnieje typ kobiety, który za nic mu na tę ucieczkę nie pozwoli. Taka kobieta zrobi kurs, a potem będzie się zabierać na każdy wyjazd ze swym Romeo. I nieważne czy wejdzie z nim do wody, czy będzie czekać na brzegu – jedzie i kropka. Ani na chwilę nie spuszcza chłopa z oczu. Oczywiście jeśli już nurkuje to tylko z nim – o żadnych innych part-nurach (ani jej, ani jego) nie może być mowy. Mogą być te damy dobrymi płetwonurkami, ale tego nikt się nie dowie. Bo nurkują tylko ze swoimi facetami – a ci, dla spokoju ducha, nigdy im nie powiedzą prawdy.

 

Trzecia grupa wreszcie to „ofiary” nurków-zapaleńców, którzy postanowili, że ich kobieta ma nurkować. Ma i kropka. Nieważne, że brzydzi się wody, nie lubi cieczy a najczęściej po prostu się boi. Ledwo donosi butlę do wody, ta butla ją obraca w wodzie jak nie przymierzając kebab na szpikulcu, że nie daje rady chudymi paluszkami wcisnąć przycisku, który powinien napompować kamizelkę (będzie o tym później). Ona-ma-nurkować, gdyż on nurkuje. Więc może go z bliska podziwiać. On jej kurs zasponsoruje, sprzęt także, żeby tylko wlazła i była part-nurem. Bo dziwnym trafem nikt z nim nurkować nie chce. Taka zagadka wszechświata.

 

Byłam też świadkiem typu nr 4, ale tylko raz. Kobieta zdeterminowana z jednej strony a brzydząca się tym całym sprzętem, zasadami, ba fizyką nawet. Kobieta, która chciała zrobić kurs, mieć papier i żeby jej wszyscy dali święty spokój, niczego nie wymagali i… chyba pozwolili się utopić. Na szczęście papieru u nas w klubie nie dostała.

 

Zgadnijcie, którym typem jest babiszon 😉
I na koniec seansik 🙂

Babiszon
Czyta i pisze przez cały rok. Najczęściej dla własnej przyjemności. Choć z pisaniem różnie bywa, "czasami człowiek musi".
W zimie jeździ na nartach, w lecie nurkuje i zdobywa szczyty (bynajmniej nie lenistwa, choć też się zdarza), ostatnio zagląda górom "pod spódnice", bo została taternikiem jaskiniowym.
Czasem coś zorganizuje, a potem się zachowuje, jak dyktator, żeby plan wypalił. Innych dyktatorów nie lubi. Cóż.
Słomiany zapał do wszystkiego od zawsze.

5 Replies to “Damskie nurku-nurku. Dlaczego?”

  1. A wiesz, to jak w życiu. Też są pasjonatki i jak się je spotka, trzeba się ich trzymać pazurami, bo takie przewodniczki nadają sens codzienności i potrafią zaprowadzić na ścieżki, na które samej/samemu by się nie wkroczyło.
    Są zazdrośnice: mój ci on, więc muszę go trzymać na krótkiej smyczy, tylko on, z nim, przez niego, dla niego, przez wszystkie przypadki, w każdej sytuacji.
    No i ofiary sponsoringu, które wszystko zawdzięczają jemu. Nie mają swojego życia, poglądów, zdania, tęsknot, zachceń. Podzielają styl życia pana, bo bez niego nie istnieją.
    Ale typu nr 4 dotąd nie spotkałam….

    1. No właśnie typ 3 to bardziej typ faceta niż kobiety – on jej nakazuje, on mówi, prosi, albo zmusza.
      Zazwyczaj kariera takiej „nurkini” kończy się wraz z kursem (albo raczej próbą zrobienia kursu).
      Typ 4 to ewenement, taki produkt uboczny ewolucji 🙂 Choć ja wiem czy w życiu taki rzadki – chcę być bogata, sławna i piękna, w tym celu będę żreć po 22.00, nie skończę szkoły, ale może założę instagrama (czy innego blogaska), na pewno ktoś mnie zauważy i uczyni sławną.
      Z przykrością stwierdzam, jako stała czytelniczka Pudelka, że niektórym się nawet udaje (tylko żreć po 22 przestają).

      1. Wynika z tego, że nie mam w najbliższej okolicy celebrytek 😉 To też smutny typ. W sumie wybór nie jest za duży – trzeba być pasjonatką 😉

  2. Prudencja Z. Niemiec says: Odpowiedz

    A wyobraźcie sobie połączenie typu nr 2 z typem nr 4. To dopiero byłaby katastrofa;))

    A odpowiadając na Twoje, Babiszonie, pytanie – to gdybym znała tylko Twojego Konkubenta, to pewnie stwierdziłabym, że jesteś … ofiarą;) Sama należę do tej kategorii kobiet, co to głębinami, wodniczkiem szuwarkiem i potencjalną możliwością dotknięcia żywej ryby się brzydzą. Ale gdyby Twój konkubent spojrzał na mnie ze swych wyżyn i ryknął: „Do nura marsz!”, to nie wiem, czy bym się nie zachowała posłusznie jak karny żołnierz…;)) No, ale na szczęście poznałam Cię wcześniej i wiem, żeś po prostu szalony typ nr 1:) Zresztą to prawie niemożliwe, żeby jeden generał drugiego generała mógł do czegoś zmusić;))) ps. (Z sympatii nie napisałam: dyktator”;)))

  3. Żrę po 22.00, szkoły od 50 lat nie mogę skończyć, to może się na typ 4 załapię 😉

Dodaj komentarz