Damskie nurku-nurku. W czym? cz. 2

Wcale nie porzuciłam cyklu o damskim nurkowaniu. Zrobiłam sobie tylko międzysezonową przerwę 🙂 Wracam w miejscu, w którym przerwałam. O ciuchach będzie część druga – pierwszą można sobie przypomnieć tutaj. Było w niej o skafandrach mokrych zwanych piankami, teraz będzie o skafandrach suchych, przez brać (sic!) nurkową zwanych – jakże oryginalnie – sucharami.

Suchy skafander, czyli co?

Suchar – jak sama nazwa wskazuje pozostaje pod wodą suchy. Może być uszyty z różnego rodzaju materiałów nieprzemakalnych (trilaminaty, cordura) i wygląda trochę jak z grubsza uformowany worek (tzn. ma nogawki, rękawy i otwór na głowę).  Pod niego zakłada się ocieplacz (czyli śpiochy polarowe albo wypełnione jakąś watoliną). A sam skafander – uwaga – podłącza się wężykiem do butli nurkowej. Po naciśnięciu przycisku pod skafander dostaje się powietrze. Co to daje?

Można zachować się jak balonik pod wodą – czyli nie opadać na dno, tylko trzeba pamiętać, by nie wystrzeliwać na powierzchnię jak korek od szampana (do tego co prawda są też inne akcesoria)

Powietrze sprawia też, że skafander nie obciska ciała. Co się dzieje bez wężyka? Zwiększające się wraz z głębokością ciśnienie sprawia, że niektóre rzeczy (w tym nasze organy wewnętrzne) robią się coraz mniejsze. Pamiętacie część o piankach ? Tam zmniejszały się pęcherzyki w neoprenie, sprawiając, że pianka im głębiej, tym była cieńsza. Suchar bez wężyka pod wpływem ciśnienia zasysa się na biednym płetwonurku (efekt podobny jak w workach próżniowych), a to boli, więc bez wężyka nurkować się nie da.

Suchy skafander, jak to obsłużyć

Powietrze dodaje się specjalnym przyciskiem (zwanym dodawczym, cóż za niespodzianka!) umieszczonym najczęściej na piersi. Ale ponieważ trzeba uważać ile tego powietrza jest (pamiętacie korek od szampana), ma też suchy skafander przycisk, który usuwa nadmiar gazu z wnętrza – to tzw. zawór upustowy. Umieszczony jest najczęściej na lewym ramieniu i działa w ten sposób, że zbyt duża ilość gazu sama z niego się wydostaje. Jeśli same chcemy usunąć ten nadmiar, wystarczy ustawić się pod wodą pionowo, zgiąć rękę w łokciu i przysunąć do ciała. Czemu tak?

Pionowa pozycja zapewni, że gaz przy zaworze będzie miał wyższe ciśnienie, które „otworzy” zawór, czyli więcej go uleci samodzielnie. Zgięty łokieć sprawi, że pod zawór niejako „przysuniemy” więcej powietrza. Te ilości nie są jakieś wielkie, ale dla bezpieczeństwa pod wodą mają kolosalne znaczenie.

W sucharze jest pod wodą nieco cieplej 😉 No dobra, ja zmarzluch pierwszej klasy, marznę po jakichś 40 minutach, a w piance niekiedy po 15-20 nie byłam w stanie myśleć logicznie, bo moje ciało spinały obręcze lodowatego zimna.

Ale coś za coś. Ciężej wykonuje się szybkie ruchy. Bo ten wór – z grubsza tylko ociosany, w którym się znajdujemy – co prawda opina się pod wpływem ciśnienia trochę na ciele, ale właśnie kluczem jest to „trochę”, czyli jakieś fałdy wiszą i mają wisieć. A to stawia większy opór wodzie.

Poza tym dla mnie katastrofą jest ubieranie się w to całe ustrojstwo, do głowy idzie spoko, ale potem… Głowę trzeba bowiem przełożyć przez tzw. kryzę szyjną, czyli bardzo ciasny gumowy lub neoprenowy kołnierz, który ma przylegać ściśle do szyi, by nie dostawała się tamtędy woda. Głowa zazwyczaj jest większa od szyi, więc stękam, parskam i klnę próbując przecisnąć łepetynę przez ustrojstwo. Zazwyczaj się udaje, choć niekiedy niezbędna staje się pomoc.  Nurkowanie to przecież sport zespołowy, zawsze jakaś dobra dusza przyjdzie z odsieczą.

Poza tym płetwonurek w sucharze w ogóle nie wygląda jak płetwonurek, raczej jak jakiś komandos idący na akcję.

Ale wiecie, mam mojego sucharka i w życiu nie zamienię go już w polskich wodach na piankę. Nie ma mowy!

 

PS To nie jest moje zdjęcie, bo – o zgrozo! – nie sfotografowałam się jeszcze w mym sucharze. We wtorek to nadrobię, czas bowiem otworzyć nowy sezon nurkowy.

Babiszon
Czyta i pisze przez cały rok. Najczęściej dla własnej przyjemności. Choć z pisaniem różnie bywa, "czasami człowiek musi".
W zimie jeździ na nartach, w lecie nurkuje i zdobywa szczyty (bynajmniej nie lenistwa, choć też się zdarza), ostatnio zagląda górom "pod spódnice", bo została taternikiem jaskiniowym.
Czasem coś zorganizuje, a potem się zachowuje, jak dyktator, żeby plan wypalił. Innych dyktatorów nie lubi. Cóż.
Słomiany zapał do wszystkiego od zawsze.

Dodaj komentarz