Damskie nurku-nurku. Y-40 – basen dla nurków

y-40Wiem, wiem – zalegam jeszcze z wpisem o suchych skafandrach oraz o różowych wężykach. Spoko nadrobię. Kiedyś.

Bo teraz czas się pochwalić miejscem, do którego nas ostatnio zawlokło. Basen Y-40, najgłębszy basen świata, zrobiony oczywiście dla nurków: i tych z butlami, i tych z powietrzem tylko w płucach. Co więcej był to – niektórzy zareagują zdziwieniem – główny powód naszego ostatniego wyjazdu do Włoch.

Basen znajduje się na południowych przedmieściach Padwy w miejscowości Montegrotto Terme. Sprytny czytelnik szybko sobie wykombinuje, że to terme nie znalazło się w nazwie mieścinki przypadkiem. No nie, obszar obfituje w wody termalne i takie też zasilają ów zbiornik. W związku z czym woda ma w nim 33 stopnie na każdej głębokości, co jest cudowną odmianą po otwartych wodach na naszej szerokości geograficznej (w minione upalne lato, gdy na powierzchni temperatura oscylowała ok. 35 st. C, my marzliśmy na 30 m głębokości w temp. 7 st. C).

Budynek basenu niczym szczególnym się nie wyróżnia, parking to kawałek pola na zboczu, na którym trzeba jakoś znaleźć miejsce. Za to w środku jest super. Parę okien prosto na basen i przejście, które jest w większości przeszklone. Człowiek się czuje jak w afrykarium, tyle że w wodzie nie ma zwierząt, są za to ludzie 🙂

Żeby zanurkować w Y-40 trzeba mieć certyfikat nurkowy – do dna mogą zejść tylko osoby z odpowiednimi uprawnieniami. Przed wyskoczeniem z 35 euro wypełnia się ankietkę – i to dość szczegółową. Pytają w niej m.in. o uprawnienia (czyli certyfikat – każda federacja ma różne limity głębokości, o czym już pisałam), daty ostatnich nurkowań i datę ostatniego nurkowania poniżej 40 metrów. Rozumiem, że robią to na wszelki wypadek – nie widziałam bowiem na miejscu żadnej segregacji wg posiadanych uprawnień.

Oprócz certyfikatu trzeba mieć swoją maskę i komputer nurkowy (to takie bardzo osobiste urządzenie, które rejestruje wszystkie nurkowania). Ale jakby co, za drobną opłatą i to wypożyczają. Pozostałe części rynsztunku są w cenie biletu. Nurkuje się w strojach kąpielowych/kąpielówkach, można też założyć koszulkę. Czyli – można lecieć z bagażem podręcznym, jupi!

Ciekawostką (której byliśmy tylko trochę świadomi) są szafki w szatniach, które nie mają zamknięć. Niezbędna jest kłódeczka – można taką przywieźć (i starać się nie zgubić kluczyka) lub kupić na miejscu w automacie podobnym do tych ze szpitalnych korytarzy z ochraniaczami na buty (cena: 4 euro, uwaga z kluczykiem i tu aktualna). Ale można też zostawić rzeczy w szafce, po prostu zamknąć drzwi i nie martwić się zbytnio. Do szatni dostęp mają tylko te osoby, które nurkują z nami (są w wodzie) albo nurkują przed i po nas. Bez przesady – chyba, że ktoś ma ze sobą skarbiec, wtedy warto.

Pół godziny przed nurkowaniem wpuszczają towarzystwo do szatni, 20 min. przed jest briefing, czyli odprawa. Po włosku 🙂 No nie wiem, może dla większej grupy obcokrajowców robią jakieś specjalne briefingi, ale dla jednej pary na pewno nie. Ale nie ma też tam wielkiej filozofii:

  • nie przekraczamy dozwolonej naszymi uprawnieniami głębokości,
  • nurkujemy bezdekompresyjnie,
  • nie wpływamy do sztucznych grot ani tuneli, jeśli nie mamy specjalizacji jaskiniowej,
  • ogłaszają dźwiękowo, kiedy należy wynurzyć się do głębokości tzw. przystanku bezpieczeństwa.

Później jest jakieś 10 min. na skompletowanie sprzętu. Trzeba sobie wybrać butlę (są mniejsze – 12 litrowe i większe 15 litrowe), automaty, jacket i płetwy. Zaczyna się robić nerwowo, poza tym jest dość ślisko i trzeba te butle nosić ostrożnie. Razem z nami nurkowali sami spece, nikt się nie gramolił, nikt nie miał problemów, wszystko rach-ciach-ciach.

Następnie wskakujemy do tej uroczo ciepłej wody, przesuwamy się w miejsce zejścia na głębiny, pan odpowiedzialny za przekazanie nam wszystkiego sprawdza jeszcze czy mamy odkręconą butlę (na wypadek gdyby nie zrobił tego nasz part-nur) i życzy dobrej zabawy. Cała reszta zależy od nas.

=== Opowiastka ===

My mieliśmy dodatkową atrakcję w postaci nurkowania nocnego i koncertu rockowego (ten jednak był grany przy recepcji :(). O tej atrakcji dowiedzieliśmy się na miejscu i chętnie z niej skorzystaliśmy (uwaga! nie była ona dodatkowo płatna, szok i niedowierzanie!). Pan, który odbierał od nas oświadczenia (inny niż ten, u którego kupowaliśmy bilety), spytał nas – pro forma – czy mamy latarki, bo to nocne nurkowanie, więc bez światła. No cóż, nie mieliśmy tego w planach i nie mieliśmy latarek. Ale powiedział, żeby się nie martwić, bo nam pożyczy jedną, inni ludzie będą mieć swoje, więc damy radę. Po briefingu pytamy gościa o latarkę, a ten – jak na rasowego Włocha przystało – z rozbrajającą szczerością mówi nam, że on o żadnej latarce nic nie wie, że gość w kasie, to gość w kasie, a on jest tu i żadnej latarki nie ma. O! Ale żebyśmy się nie martwili, bo nie jest tak zupełnie ciemno. I nagle do naszej rozmowy (w kaleczonej i to bardzo odmianie języka Dantego) włączają się współnurkowicze i… pożyczają nam swoją zapasową latarkę! Wow! Na dodatek okazuje się to być latarka, którą po 5 min. użytkowania babiszon bardzo chce posiadać na własność (ale opiera się i nie kradnie jej, jedynie szuka w sklepach nurkowych) – włącza się ją bowiem PRZYCISKIEM, a nie – jak wszystkie dotychczasowe poprzez przekręcenie. Babiszon bowiem nigdy nie wie, w którą stronę ma kręcić. Dwie latarki już zostały przez to uśmiercone.

PS Na zdjęciu są freediverzy, którzy akurat mieli godzinę dla siebie, kiedy my kupowaliśmy bilety. Też fajnie wyglądają. Filmiki mamy podłej jakości tylko, bo kamerka wydała na 40 m ostatnie tchnienie i Konkubent musiał wykonać jakieś czary-mary, żeby odzyskać ostatni film. Coś się zmontuje i wstawi 🙂

Babiszon
Czyta i pisze przez cały rok. Najczęściej dla własnej przyjemności. Choć z pisaniem różnie bywa, "czasami człowiek musi".
W zimie jeździ na nartach, w lecie nurkuje i zdobywa szczyty (bynajmniej nie lenistwa, choć też się zdarza), ostatnio zagląda górom "pod spódnice", bo została taternikiem jaskiniowym.
Czasem coś zorganizuje, a potem się zachowuje, jak dyktator, żeby plan wypalił. Innych dyktatorów nie lubi. Cóż.
Słomiany zapał do wszystkiego od zawsze.

2 Replies to “Damskie nurku-nurku. Y-40 – basen dla nurków”

  1. Prudencja Z. Niemiec says: Odpowiedz

    Zdjęcie rewelacja. Wygląda, jak jakiś kadr z filmu science fiction:) A ten koncert Wam się podobał? Czy dobrze rozumiem, że mogliście go „wysłuchać” nurkując?

    1. No taką mieliśmy nadzieję, ale niestety pod wodą nie za wiele było słychać. Myślę, że na niewielkiej głębokości byłoby lepiej (i można by patrzeć przez okienko na publikę i grających), ale trudno się było na tej głębokości utrzymać – bąbelki ludzi z dołu wypychały do góry. A to niebezpieczne.

Dodaj komentarz