Demonstracje i spacerki

Demonstracja pod ratuszem we Wrocławiu

Zakładając dwa lata temu Dziki Entuzjazm pomyślałyśmy ten blog jako miejsce dla nas czterech, byśmy – po tym jak przestałyśmy się spotykać często z przyczyn obiektywnych – mogły ze sobą wirtualnie porozmawiać. Z czasem wyłoniła się nieco inna wizja na to miejsce – postanowiłyśmy pisać o pozytywnych, entuzjastycznych rzeczach, które nas spotykają i którymi warto podzielić się z innymi (wyjątek stanowi dział Czytelnia, tam czasem nadziewamy się na minę i ostrzegamy przed nią).

Założenia z grubsza pozostają niezmienne, ale nie sposób chyba nie skomentować tego, co obecnie się dzieje wokół. Tym bardziej, że akurat ja postanowiłam nie stać z boku, nie podniecać się czytanymi njusami, tylko wyjść na ulice i dołączyć do tłumu podczas demonstracji.

Czarny protest

Po raz pierwszy zrobiłam to podczas Czarnego Protestu, z którego ideami zgadzam się w 100%. Jestem kobietą i nie mam zamiaru podporządkowywać się decyzjom tej części ludzkości, której dynda coś między nogami tylko z tego powodu, że im dynda i niby są lepsi. Mam też sumienie, zatem nie musi mi żaden prawnik zapisywać każdej rzeczy, której robić mi nie wolno. Czy ją zrobię czy nie, rozstrzygnę w tym właśnie swoim sumieniu.

Spacerki do Rynku

Teraz robię to po raz drugi, trzeci, czwarty, piąty i nie wiem jeszcze ile razy mi trzeba będzie. Bo siedzenie na kanapie, komentowanie, pisanie płomiennych postów na fejsie, w internetach itp. jest bardzo wygodne, tylko cholernie nieskuteczne. Trzeba wyjść i krzyknąć “Wolność równość demokracja”, “Trzy razy weto”, bo widocznie tylko krzyk jest w stanie spowodować refleksję, że może nie wszystkim pasują autorytarne rządy, jakie nam się trafiły.

Dygresyjka: trafiły się, bo znowu, komuś nie chciało się ruszyć tyłka i pójść do urny. Sorry, ale tacy ludzie nie mają żadnego prawa zabierać głosu na temat sytuacji politycznej w Polsce. Już bardziej szanuję wyborców “jedynej słusznej partii” niż niegłosujących.

A teraz o samych demonstracjach. Gdzieś kiedyś słyszałam pogląd, że Polacy uwielbiają maszerować. No coś w tym jest – procesje, pochody, marsze, demonstracje – właściwie chodzi o to samo: pokażmy, że jest nas dużo.

Tylko, że obecnie chodzi o coś ważniejszego. Protesty, które przetaczają się przez Polskę, są głosem sprzeciwu społeczeństwa wobec rządzących i ich pomysłów. Ustaw przemycanych poza porządkiem obrad, uchwalania prawa w nocy, szybko, byle jak. Prawa, które ma obowiązywać obywateli. Bo ktoś sobie coś zaplanował. No to właśnie mu tę zaplanowaną układankę lekko burzymy, trzęsąc stołem. Kiedy czytam, że tak wyglądało przejmowanie władzy na Białorusi czy na Węgrzech, mam prawdziwego pietra. Tuba propagandowa w postaci telewizji – publicznej i pewnego kapłana – oraz jedynego słusznego radyjka dmie głośno. Ale przebija przez nią i to, co dzieje się na ulicach. A dzieje się dużo. Według niektórych po prostu spacerujemy sobie ze świeczkami. Codziennie o 21.00 spod sądu wyrusza na Rynek tłumek spacerowiczów. Nie jesteśmy zbyt smutni, nawet więcej, spotykamy się z dawno niewidzianymi znajomymi, dla których zwykle nie mieliśmy czasu, pogadamy, pośmiejemy się, skomentujemy co i kto słyszał i czytał. Jeśli jest dobre nagłośnienie posłuchamy, co mają do powiedzenia organizatorzy, jeśli nie – dalej gadamy. Ale kiedy trzeba krzyczeć “Konstytucja”, “Wolne sądy” drzemy się na całe gardło. I gdy śpiewamy Mazurek Dąbrowskiego – och wtedy milkną te szeptane rozmowy, wszyscy się prostujemy i śpiewamy! Wszystkie cztery zwrotki z tym nieszczęsnym Bonapartem, o którego, jak będzie trzeba, to też zawalczymy.

To teraz kolej na narzekanie: siedzący w knajpach ludzie, którzy patrzą i co najwyżej wyjmą smartfona, żeby nagrać spacerowiczów; wrocławski Rynek, przez swoją wielkość spokojnie mieści i demonstracje, i pokazy tańców z ogniem, i koncerty ulicznych grajków. A to oznacza, że wciąż jest nas za mało!

Wiem, co zrobił prezydent, ale słyszałam, co powiedziała też premier. Do środy spacerki, a potem w pogotowiu!

Przytoczę jeszcze jeden tekścik, który popełniłam u siebie na fejsie – końcówka się dziś trochę zdezaktualizowała. Ale tylko trochę – kto czytał oświadczenie Episkopatu, wie dlaczego.

Po jakimś miesiącu od wyborów uznałam, że nie dorośliśmy jako państwo demokratyczne do tego, aby rządziła tylko jedna partia. Dotychczasowe rządy zawsze były koalicyjne i zawsze rządzący musieli się dogadać i pójść na kompromis, żeby uchwalać prawo. Obecnie PiS robi, co chce, bo nie musi tego z nikim ustalać i negocjować. I być może każda partia robiłaby tak samo, tyle że trafiło się ślepej kurze ziarno, władza ludziom chorym z nienawiści, wierzącym w hel na mankietach podczas niefortunnego i tragicznego wypadku samolotowego, ludziom, o których milczą szkolne podręczniki, bo zwykle nie ma w nich miejsca dla tchórzy i miernot, uznali więc, że kolejne wersje podręczników napiszą sami.
I jeszcze słówko o jednych nieobecnych – kiedyś ten kraj miał autorytety na czele Kościoła od Wyszyńskiego przez Wojtyłę, Macharskiego, Gocłowskiego, Gulbinowicza i Tischnera. Teraz i tam siedzą tchórze i zadowoleni z siebie książęta w stylu dyrektorka z Torunia. I tną gałąź na której siedzą, coraz szybciej im to idzie, a upadek z wysokości może okazać się bolesny jeśli nie śmiertelny.

 

 

Babiszon
Czyta i pisze przez cały rok. Najczęściej dla własnej przyjemności. Choć z pisaniem różnie bywa, "czasami człowiek musi".
W zimie jeździ na nartach, w lecie nurkuje i zdobywa szczyty (bynajmniej nie lenistwa, choć też się zdarza), ostatnio zagląda górom "pod spódnice", bo została taternikiem jaskiniowym.
Czasem coś zorganizuje, a potem się zachowuje, jak dyktator, żeby plan wypalił. Innych dyktatorów nie lubi. Cóż.
Słomiany zapał do wszystkiego od zawsze.

One Reply to “Demonstracje i spacerki”

  1. Hehe 🙂 Wyjęłaś mi wpis spod klawiatury, Babiszonie 🙂 Zgadzam się, że w tym miejscu trzeba też to, co się dzieje skomentować. I wiesz, w pewnym sensie jest to dla mnie dzielenie się pozytywnością. Bo protesty dały mi osobiście nadzieję – że jeszcze jest nas wielu, dla których wolność i demokracja nie jest pustym frazesem. Że propaganda propagandą, ale ludzie potrafią myśleć. Że nie jesteśmy monolitem, ale społeczeństwem, w którym ja, ze swoim systemem wiary i przekonań, mogę iść obok zadeklarowanego liberała czy lewicowca i możemy skandować wspólne hasła. Dla mnie hucpa z systemem sprawiedliwości stała się taką kroplą, która przelała czarę goryczy i uznałam, że dołączenie do protestu jest naszym moralnym obowiązkiem. Boli mnie, że głosy hierarchów Kościoła były w trakcie „procedowania” ustaw demontujących niezawisłość sądów takie niemrawe, ale doszłam do wniosku, że przynajmniej mój głos – jako członka Kościoła – może zostać usłyszany. Bo to, co się dzieje, jest sprzeczne choćby z katolicką nauką społeczną!

Dodaj komentarz