Dobrze jest poczuć głód

Niedawno rozpoczął się Wielki Post. Czas przygotowania do świętowania, namysłu nad swoją kondycją duchową i wysiłków, by zbliżyć się do Boga. Tym jest dla mnie. Szansą na przemianę i uwrażliwienie serca. Czymś, co jest dobre dla każdego – zarówno wierzącego, jak i niewierzącego człowieka.

Przygotowanie

Biskup Ryś podkreśla w swojej fantastycznej książce „Rekolekcje. Modlitwa. post, jałmużna”, że człowiek nie spotka się z Bogiem, jeśli nie nauczy się dla niego „marnować” czasu. Osobiście mocno doświadczam tego, że im więcej czasu poświęcę na dobre przygotowanie się do danego okresu liturgicznego w kościele, tym lepsze owoce przynosi on w moim życiu. Wiem wtedy, po co on jest, z jakimi symbolami się wiąże i co wnosi w życie człowieka wierzącego. Nie chodzi mi przy tym o przeznaczenie niezliczonych ilości godzin na refleksję, ale o jakość tego czasu. By nie kończyć na konstatacji „o – idzie Wielki Post, trzeba się więcej modlić”, tylko znaleźć w sobie wystarczająco wiele ciszy, by w skupieniu i szczerości z samym sobą przemyśleć swoją aktualną, duchową sytuację. Z tego też powodu staram się nie lekceważyć rachunku sumienia przed spowiedzią, modlić się wtedy, gdy mój mózg jest jeszcze aktywny, a nie w trybie „stand by”, a o wielkopostnych postanowieniach rozmyślam przynajmniej kilka dni przed środą popielcową, tak by dać sobie szansę usłyszeć głos sumienia. Nie jest łatwo. Pokusa, by połączyć rozmyślania o tym, na co powinnam zwrócić uwagę w tegorocznym Wielkim Poście z prasowaniem, myciem garów i zabawą z dziećmi – jest duża. Ogromna. Ale na własnej skórze doświadczam, że dopiero gdy całkowicie skoncentruję się na tej kwestii, w pełni poświęcę jej swój czas i uwagę, dopiero wtedy jestem w stanie post przeżyć, a nie przebiec. Swoją drogą, szalenie podoba mi się w tym kontekście sformułowanie „poświęcić czas”. Tak. Czas takiej modlitwy i bycia przy Bogu jest uświęcaniem życia, a jedna solidnie uświęcona godzina przynosi mi o wiele więcej spokoju i radości, niż wysłuchanie jednym uchem nawet kilku godzin fantastycznych rekolekcji w internecie.

Namysł

Żyję intensywnie i w ciągłym pośpiechu. Nie narzekam na nudę. Raczej na nadmiar możliwości i form spędzania czasu, do których mam dostęp. To bogactwo nieraz zwodzi mnie na manowce. Smutne to, że rok w rok u progu Wielkiego Postu łapię się na tym, jak niewiele czasu poświęcam na prawdziwą refleksję. Taką, która nie jest pełna czczej gadaniny, ale nasycona ciszą, ważnymi pytaniami i drążeniem swego serca w poszukiwaniu odpowiedzi na nie. Mam przeczucie, że gdybym więcej razy zatrzymała się nad tym, czym jest, a czym powinna być w moim życiu prawda, miłość czy wolność – byłabym zupełnie innym człowiekiem. Pewnie mniej raniłabym bliskich słowami, odróżniała pokorę od kompleksów, śmielej walczyłabym z egoizmem, głupotą i lenistwem. Przede mną kolejna szansa – nie chcę jej zmarnować.  Dlatego cieszę się z podjętych w tym roku zobowiązań – zarówno tych dotyczących wyrzeczeń, jak i modlitwy i jałmużny.

Wysiłek

Post ma dla mnie bowiem dwa wymiary. Z jednej strony wszystko, czego się podejmuję, robię z myślą, że ma mi to pomóc mądrzej, lepiej i piękniej kochać. Z drugiej strony – wiem, że musi być niewygodny i wymagający. Bo to, co ważne, zdobywa się w trudzie.

Dla przykładu. Otacza mnie przesycona rzeczywistość. Feeria bodźców, emocji, pragnień, szans i możliwości. Kakofonia dźwięków. One same w sobie nie są złe, jeśli tylko nie przesłaniają sensu życia. Smak jedzenia doceniłam dopiero wtedy, gdy przeżyłam dzień o chlebie i wodzie. Więc ufam, że na nowo rozsmakuje się w Słowie Bożym wtedy, gdy choćby na te kilka tygodni odetnę się od tego, co to Słowo zagłusza. Od frustrujących wiadomości z Polski i świata. Od krwistych fabuł moich ulubionych kryminałów. Od nowej muzyki. Czytanie, słuchanie, smakowanie świata nie jest złe. Ale mam skłonność, by przepełniało moje życie.

Dobrze jest poczuć głód. Ludzi takich jak ja – bogatych, zabezpieczonych, szczęśliwych – może to otworzyć. Pozwolić dostrzec, ile się ma, poczuć prawdziwą wdzięczność i … zapragnąć nasycić się tym, co nie jest życiowym fast foodem, ale pełnowartościowym Pokarmem. Takim, który na długo daje energię do zmieniania siebie i świata na lepsze. Wielki Post jest więc dla mnie czasem, w którym chcę przede wszystkim znowu Boga postawić na pierwszym miejscu. Bo to On jest dla mnie źródłem życia na 100%. Moje obecność tu na ziemi, to ciągłe podejmowanie tego trudu. Obym z niego nigdy nie zrezygnowała.

 

 

Prudencja

W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu – bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).


Dodaj komentarz