Europa jest przyszłością, nacjonalizmy są wczorajsze

Chwytliwy tytuł, co nie? Niestety, to nie ja wymyśliłam, to cytat z kard. Kominka, który padł (cytat, nie kardynał) niemal na początku dwudniowej konferencji poświęconej kulturze, Europie, ESK i miastom. Dobrze było posłuchać Niemców, Austriaków, Francuzów, Portugalczyków, Czarnogórców, Rumunów, Bułgarów, Węgrów, dla których Unia nie jest dojną krową, ale wciąż żywym projektem. Choć z problemami. Co powiedzieli?

 

Miasto rządzi

W miastach Europy i na obszarach wokół nich mieszka 70% populacji kontynentu.  W miastach tworzy się ok. 70-80% PKB. Miasta są starsze niż państwa narodowe, istniały przed nimi, wytworzyły więcej kultury i rozwijały się w swoim tempie, bez pomocy jakichś urzędów centralnych w  stolicach. Stąd są one najbliżej prawdziwego życia, ludzi i problemów. Być może wspólna Europa powinna być partnerstwem miast, a nie państw?

O budowaniu silnej tożsamości lokalnej mówili Niemcy (nic dziwnego; prelegentka: „Jeśli miałabym powiedzieć, kim jestem, powiedziałabym, że jestem mieszkanką Berlina”), ale też poznaniacy (też nic dziwnego). Ci ostatni przekonywali, że ludziom związanym ze swoim miastem (niekoniecznie przez urodzenie) łatwiej współpracę z innymi silnymi społecznościami w Europie. Tu pojawiło się też hasło glolokal – globalna lokalność, przyzwolenie na różnorodność i jej akceptacja. Oraz lejtmotyw całej konferencji: odpowiedzialność.

Szanowanie różnorodności wzmacnia poczucie solidarności.

 

Co z tą Europą?

Nie jest z nią dobrze, co muszą przyznać wszyscy, którzy kiedykolwiek słyszeli jakiekolwiek newsy.

Myśleliśmy, że będziemy eksportować wartości, a okazało się, że importujemy chaos.

Ruchy populistyczne,  rosnący nacjonalizm, Brexit, zagrożenie dla wolności sztuki w pewnych państwach… Możemy się okopać na z góry upatrzonych pozycjach, ale możemy też stworzyć narzędzia do radzenia sobie z różnorodnością. Węgrzy przytomnie zauważyli, że 5 mln ludzi nie można powstrzymać przed byciem obywatelami UE. Więc albo czeka nas zderzenie cywilizacji, albo zaczniemy odpowiedzialnie myśleć, co z naszych rozmaitych (także napływających) wartości możemy włożyć do europejskiego koszyka i – jak to nazwano – wspólnej europejskiej pamięci. Na razie są w niej Leonardo da Vinci, ale i Adolf Hitler, gotyckie katedry i obozy koncentracyjne. Co jeszcze?

I kto ma prawo gmerać w tym koszyku?  Dla prelegentów było oczywiste, że wszyscy członkowie UE, bez dzielenia na „starych” i „nowych”. Czy po 10 latach od przystąpienia można być jeszcze nowym członkiem jakiegokolwiek zgromadzenia?

Wspólna Europa ma szansę istnieć tylko wtedy, gdy jej obywatele będą się zaangażowani w ten projekt i będą dzielić wspólne wartości.

Ale – paradoksalnie – żeby zostać taka sama, musi się zmienić, bo ludzie są głodni zmian, zarówno w życiu społecznym, jak i politycznym. Oraz kolejny wniosek, równie paradoksalny: po tylu latach wspólna Europa to coś, czego wciąż musimy się uczyć.

 

Kultura i jej stolica

Czy kultura ma narodowość? Czy kultura to tylko sztuka, zachowywanie dziedzictwa historycznego, performance na ulicach miasta? Odpowiedzią prelegentów było głośne: nie. Czym zatem jest? Hm…, niby wiemy, ale definicja umyka… To może kilka podpowiedzi?

Kultura jest sposobem na przećwiczenie demokracji w praktyce.

Potrzebujemy kultury bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, by nauczyć się wprowadzać w życie Europę, jakiej pragniemy.

Być może połączenie mieszkańców Europy przez kulturę jest sposobem na integrację europejską?

Kultura powinna być elementem scalającym społeczeństwo.

Kultura jest dziś głównie partycypacją, uczestnictwem w idei.

Nie wiem, czy te cytaty coś wyjaśniają, ale muszę przyznać, że ujęło mnie patrzenie na UE nie tylko jako na projekt technokratyczny z rozbudowaną biurokracją, ale jako na humanistyczną ideę.

To teraz przejdźmy do tego, czym jest ESK, bo pod koniec roku, w którym miasto W dzierży to miano, warto wreszcie byłoby się dowiedzieć. Według zgromadzonych na konferencji (a były to osoby odpowiedzialne za projekt w swoich miastach albo przedstawiciele miast aspirujących do tego miana) ESK zmusza do tego, by przemyśleć własną kulturę i to, co z niej można dzielić z innymi Europejczykami. Ma też być przyczynkiem do wymyślenia, czym miasto noszące to miano chce być w przyszłości. Wicedyrektor ESK w Marsylii odważnie przyznał, że ESK nie jest tylko od manifestowania swojego szczęścia i organizowania rocznej fiesty na ulicach, ale od stawiania niewygodnych pytań o czarne plamy w historii miast i regionów.

ESK nie jest nagrodą w wyścigu, ale grantem, który dostajesz. I za który sam musisz sobie zapłacić.

I jeszcze jeden wniosek: miasta ESK biorą odpowiedzialność za Europę, powinny więc wspierać solidarność artystów i migrantów.

 

Nie pytaj o Polskę

Co w tym kontekście mieli do powiedzenia prezydent miasta W oraz dyrektor ESK w tym szacownym mieście?

Fragmenty z prezydenta:

„Pan Volker kazał mi zorganizować tę konferencję…”

„Partia rządząca naruszyła normy i standardy demokracji (…), ale w roku ESK nie odnotowaliśmy żadnej interwencji z Warszawy”.

„Miewamy problemy z ksenofobią”.

„Janku, kogo mam teraz zapowiedzieć?”

„Polityka UE dotycząca miasta nie jest pełnojajeczna, jest dość rozwodniona”.

„…spalenie kukły Żyda przez skądinąd kompletnego idiotę – mam nadzieję, że sąd powie jeszcze ostrzej…”

„Światowy parlament burmistrzów jeszcze długo nie będzie rządził światem”.

Fragmenty z dyrektora:

„Przyznanie tytułu ESK wywołało mocne napięcie w mieście, kryzys medialny”.

„Pojawili się krytycy, którzy robili projekty artystyczne przeciwko ESK”.

„Miasto zostało poruszone”.

„Przy ESK ważna jest bardzo silna współpraca z ośrodkiem władzy. W W to się udało”.

 

Lost in translation

Teraz dwa słowa o kuchni. Konferencję obsługiwało czworo tłumaczy symultanicznych. Nie jestem w stanie wyrazić głębi mojego podziwu dla ich pracy. Jak oni są w stanie wymyślić, co będą chcieli powiedzieć poszczególni paneliści? Bo to jest sztuka magiczna: jedną półkulą słuchasz, a drugą przetwarzasz to inny język. Najgłębszy szacun.

Ale oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zanotowała kilku zdań pokrętnych (które – uczciwie dodam – są raczej efektem spontaniczności prelegenta niż niemocy tłumaczeniowej).

„Kontakty z panem Prawdą to nie jest tylko personifikacja”.

„Miasta nie są przygotowane do przyjęcia takiej wielkiej odpowiedzialności… Możecie się Państwo z tego cieszyć”.

„Sfokusowanie na mieszkańcach powoduje pewien rozkrok, który należy objąć i zagospodarować”.

„Książka główna umieszczona na wrocławskim rynku nie dotyczy kultury miejskiej”.

 

Wnioski

  • Nie tylko w mieście W, lecz także w całej Polsce żyjemy w innej Europie niż prelegenci konferencji.
  • Gdzie jest San Sebastian? Przecież to też ESK 2016.
  • Dlaczego konferencja o znaczeniu ESK odbywa się na koniec projektu w mieście W, a nie na początek, skoro tłumaczy jego ideę?
  • Wizja Europy jako zjednoczenia w różnorodności zostanie ze mną na dłużej.
  • O zainteresowaniu UE, ESK i innymi skrótami świadczyła dramatycznie niska frekwencja oraz brak głównych postaci dramatu z miasta W.  Nie było nawet wszystkich kuratorów, niektórzy spóźnili się na swoje własne panele.

A co Wy myślicie?

 

 

Foto: uberculture via Foter.com / CC BY

fro
hasło przewodnie: rudy to nie kolor, rudy to charakter;
uwielbia: czytać, pisać, śpiewać, tańczyć i łazić po górach - jak to nastolatka ;)
chciałaby: umieć rysować i grać na gitarze;
ludzie: są dla niej niewyczerpanym źródłem inspiracji

One Reply to “Europa jest przyszłością, nacjonalizmy są wczorajsze”

  1. Fro – dzięki wielkie za ten wpis. Każda relacja z takiego wydarzenia może przynajmniej pobudzić do refleksji. Bo tego namysłu nad projektem europejskim, który w „ludzkim” języku docierałby do przeciętnego obywatela, bardzo mi brakuje. No i mogę tylko żałować, że o takiej konferencji dowiaduję się post factum. Najbardziej ujęła mnie myśl o partnerstwie miast – jakkolwiek utopijna i obarczona wadami by nie była, to jest to jakaś wizja oddolnego ruchu. A myślę, że tylko takie mają sens, jeśli chcemy by zjednoczenie było faktem, a nie teorią.

    Co do nacjonalizmów, to z radością przeczytałam wczoraj informację, że facebook zamyka konta ONR-ów i innych tego typu organizacji, które w swojej działalności promują mowę nienawiści. Konkretny ruch, który jest przynajmniej jednoznacznym stwierdzeniem, że pogarda dla innego i nawoływanie do mordobicia są złem. Oby jeszcze sądy potrafiły dostrzec, że palenie kukły Żyda to tylko preludium do III wojny światowej.

Dodaj komentarz