Ferraty – a co to takiego?

Lubisz góry? A takie obite łańcuchami szlaki w górach? Jeśli tak, ferraty są dla Ciebie.

Cóż to za wynalazek ta ferrata? Po włosku via ferrata, to ni mniej ni więcej tylko żelazna droga. Czyli taki szlak, który poprowadzono po dość eksponowanym (inaczej: przepaścistym, dużo powietrza z każdej stron) terenie, a żeby łatwiej było sobie z tą przepaścistością poradzić – ma ten szlak pewne ułatwienia. Są nim, nie jak w polskich górach, łańcuchy, które piechur kurczowo ściska w pięści, lecz metalowa linka, a także stopnie w postaci klamer lub prętów wystających w skale. Poruszanie się po via ferracie wymaga pewnego sprzętu, który (poprawnie użyty) zwiększa bezpieczeństwo. Bo via ferraty biegną często po niemal pionowych skalnych ścianach.

Cóż warto a w zasadzie trzeba mieć?

Uprząż wspinaczkową – do niej bowiem przyczepimy całą resztą. Lonżę (lub lonż, jak mawiają niektórzy) koniecznie z absorberem. No i kask na głowę. Można też jeszcze założyć rękawiczki, bo od tego żelastwa ręce się brudzą w stopniu znacznym.

lonza ocunCóż to takiego ta lonża? Wygląda to prawie jak dwie taśmy z gumą w środku, na końcu których dyndają karabinki. Ferratowicz przypina się oboma karabinkami do metalowej linki (czasem klamry, ucha). Oczywiście nie jest tak, że ta lina biegnie sobie po prostu od dołu do góry (czy od lewa na prawo) w jednym kawałku. Cała rzecz polega na tym, że lina jest zamocowana co kilka metrów do metalowych kotew osadzonych w skale. Zatem mamy odcinki, które pozwalają primo zminimalizować ewentualny lot, a secundo na działanie kilku osób na jednej linie (lecz różnych odcinkach). Do ewentualnego lotu w lonżach jest specjalne coś, co się nazywa absorberem – chodzi o to, by takie odpadnięcie nie było zbyt gwałtowne, bo może spowodować wiele nieprzyjemnych urazów. Absorber pochłania siłę upadku, przez co staje się on, no może nie przyjemny, ale na pewno łagodniejszy. Te absorbery to albo niewielkie płytki przez które w specyficzny sposób przeplata się linę, która jest częścią lonży bądź jest to zszyta taśma, która rozrywa się pod wpływem siły i w ten sposób wyhamowuje lot. I w jednym, i w drugim przypadku lonża jest już zużyta i trzeba ją wymienić

Poruszanie się po ferratach

Czyli – wpinam się w pierwszy odcinek via ferraty, idę (na przykład) do góry, dochodzę do miejsca, gdzie na linie jest blokada (kotwa). Odpinam jeden karabinek w lonży, przepinam go wyżej, po tym jak jest zapięty mogę przepinać drugi. Nigdy nie wolno przepinać obu karabinków jednocześnie! Po tym, jak będę na kolejnym odcinku, na drogę może wchodzić kolejna osoba, po niej następna itd.

Oprócz tego, że lina służy do wpinania w nią asekuracji, może też być pewnego rodzaju poręczą do przytrzymywania się. Podobnie rzecz się ma z klamrami, drabinkami, prętami – te stanowią oparcie dla nóg. Ale – można też linę traktować tylko asekuracyjne, a ręce i nogi starać się stawiać na „naturze”, czyli na skale. Czasem jest to łatwiejsze, innym razem trudniejsze, ale wtedy przejście na pewno bardziej człeka angażuje, a może i wyzwala więcej endorfin/adrenaliny?

 

Chodzenie po ferratarch jest super, bo

– człowiek nie skupia się na przewyższeniu, bo skupia się (przynajmniej na początku tego łażenia) na właściwym przepinaniu lonży, pamiętaniu o tej przepince, cofaniu się, gdy jednak się zapomni itp.

– są to trudniejsze szlaki, ale jednak nie wspinaczka, choć niekiedy wspinaczkowe podstawy się przydają

– można wejść w miejsca, w których „zwykli” turyści się nie pojawią

Niestety chodzenie po ferratach jest… głośne – karabinki (metalowe) suną po metalowej linie. Brrr, naprawdę dźwięk niesie się bardzo. A jeśli jest to uczęszczana via ferrata, to słychać właściwie tylko brzdęk metalu. Coś za coś.

 

Do niedawna myślałam, że trzeba wziąć tygodniowy urlop, by pochodzić po „żelaznych droga”, bo są one tylko we Włoszech, ewentualnie w Austrii. A tu niespodzianka… Ale o tym, następnym razem 🙂

Babiszon

Czyta i pisze przez cały rok. Najczęściej dla własnej przyjemności. Choć z pisaniem różnie bywa, „czasami człowiek musi”.

W zimie jeździ na nartach, w lecie nurkuje i zdobywa szczyty (bynajmniej nie lenistwa, choć też się zdarza), ostatnio zagląda górom „pod spódnice”, bo została taternikiem jaskiniowym.

Czasem coś zorganizuje, a potem się zachowuje, jak dyktator, żeby plan wypalił. Innych dyktatorów nie lubi. Cóż.

Słomiany zapał do wszystkiego od zawsze.


One Reply to “Ferraty – a co to takiego?”

  1. […] dawno temu popełniłam ogólny wpis o via ferratach, czyli ubezpieczonych stalową linką eksponowanych szlakach górskich. Chwilę trwało […]

Dodaj komentarz