Gimnazjum – pożar, który da się wygasić?

Biję się w pierś. Nie minął miesiąc od wyborów, a ja muszę przyznać, że zaczęłam się bać. Naiwnie wierząc, że skoro w PiS-ie przecież też bywali rozsądni ludzie, więc oprócz znanego nam z IV RP ośmieszania Polaków i ich dzielenia niewiele więcej powinno nam grozić, po ogłoszeniu wyników wyborów zlekceważyłam fakt, że przy obecnym Prezydencie ci najbardziej nieobliczalni będą w stanie rozmontować systemowe zabezpieczenia i rozpocząć dewastację kraju. A ci rozsądni zostaną wysłani tam, gdzie schowano p. Antoniego na czas kampanii…

Właściwie już w momencie ogłoszenia składu rządu poczułam oddech paniki na ramieniu. Wspomniany p. Macierewicz na czele MON?… Przecież to prosta droga do wywołania wojny z Rosją. A po tygodniu od zaprzysiężenia nie wiem, czy częściej gryzłam ziemię z bezsilnej frustracji, czy modliłam się o Bożą interwencję. Jedno jest pewne – tematów do dyskusji szybko nam nie zabraknie. Ot, choćby takie majsterkowanie w edukacji.

Biedna ona (ta edukacja). Nie ma wsparcia „karków”, betonowych płyt i rac, więc traktuje się ją jak szczura eksperymentalnego. Tu coś utniemy, tu coś wszczepimy, tu zamieszamy, a tam zagotujemy. I bidula coraz bardziej sponiewierana. Nie powiem – byłam (i jestem) przeciwniczką posyłania 6-latków do szkół. Uważam też, że wprowadzenie gimnazjów było błędem. Ale wydaje mi się, że jeszcze większą porażką będzie demontowanie tego, co z mozołem wprowadzono przez ostatnie kilkanaście lat i wprowadzanie nowych rozwiązań.

Sama uczniem gimnazjum nie byłam, ale z gimnazjalistami miałam i miewam do czynienia po drugiej stronie biurka. I nieustannie utwierdzam się w przekonaniu, że niegdysiejsze rozwiązanie 8 klas podstawówki i 4/5 szkoły średniej pozwalało na lepsze kształtowanie młodzieńczych charakterów. Do gimnazjum trafiają dzieciaki w „głupim wieku” (każdy przez niego przechodził, więc wie, czym się „głupi” może objawiać). Zostają wyrwane z dotychczasowego środowiska i trafiają do zupełnie nowego otoczenia, gdzie nikt nie zna ani ich słabych stron, ani mocnych. Na tym etapie edukacji dotychczasowe autorytety z podstawówki nie mają już na swoich wychowanków większego wpływu, a nowe z automatu zostają zakwestionowane. Na to nakładają się jeszcze burze hormonów i przeładowany program nauczania, okraszony wizją egzaminu gimnazjalnego, który determinuje styl uczenia się młodzieży. Efekt? Zblazowana, zagubiona, podatna na manipulację i skoncentrowana na sobie młodzież. Nic więc dziwnego, że gimnazjaliści nie mają dobrej prasy.

Mam to wszystko w głowie, ale… Ale żeby od razu likwidować gimnazja? Po kiego grzyba nam kolejna, nowa reforma, wywracająca dotychczasowy, ledwo okrzepnięty układ do góry nogami? Komu to się przysłuży? Młodzieży, która będzie żyła przez najbliższe miesiące w niepewności co do swojej przyszłości? Nauczycielom, którzy zamiast uczyć, będą musieli się znowu dostosowywać do nowych regulaminów, podstaw i wymogów dydaktycznych? Gminom, na które pewnie tradycyjnie beztrosko zrzuci się większość obowiązków nadzoru i prowadzenia jednostek? Gdzie konsultacje społeczne? Ekspertyzy? Bilanse? Namysł nad kosztami – nie tylko finansowymi! – takiej inicjatywy? Gdzie jakiś projekt, z którego można byłoby wywnioskować, co oni (w sensie: PiS) tak naprawdę chcą zrobić i jakimi środkami?

Szefowa MEN (…) przypomniała, że nie ma jeszcze projektu ustawy dotyczącego wygaszania gimnazjów. – W związku z tym wyliczenia i dyskusje na temat rzekomych zwolnień nauczycieli i innych zagrożeń są tylko i wyłącznie hipotetyczne – powiedziała minister edukacji.

– Zależy nam na maksymalnym uspołecznieniu dyskusji, dlatego postanowiliśmy, że będziemy spotykać się systematycznie, nie tylko ze związkami – dodała po spotkaniu z ZNP.
Pytana o kolejny przygotowywany projekt (dotyczący podwyższenia wieku obowiązku szkolnego do siedmiu lat) i związane z nim obawy ZNP, Anna Zalewska przypomniała, że propozycje nowych regulacji będą gotowe za kilka dni.

– Obawy o konsekwencje finansowe tego projektu są niesłuszne – uspokajała. – Rozmawialiśmy z prezesem Broniarzem o mechanizmie i źródle wyliczeń ZNP. Doszliśmy do wniosku, że są to szacunki i obawy. Ustaliliśmy, że kiedy pojawi się projekt i konkretne rozwiązania, wrócimy do rozmowy. Po to, by obawy pana prezesa, a przede wszystkim rodziców i nauczycieli, wyeliminować – powiedziała minister Anna Zalewska.

W trakcie spotkania z przedstawicielami ZNP szefowa MEN rozmawiała także m.in. o zmianie ustawy o systemie oświaty.

– W tej kwestii mamy pełną zgodę. Będziemy robić to razem. Ustawa o systemie oświaty musi być napisana w momencie, kiedy podejmiemy decyzję o tym, w jaki sposób i w którym kierunku zmieniamy system edukacji. A to może stać się dopiero po społecznej debacie. Będą w niej uczestniczyć wszyscy, którzy będą chcieli w niej uczestniczyć – powiedziała minister edukacji.

Aktualności ze strony internetowej MEN, 25.11.2015 r.

Jak myślicie? Jak będą w praktyce wyglądać te społeczne debata i dyskusje?

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

3 Replies to “Gimnazjum – pożar, który da się wygasić?”

  1. Mam szczerą nadzieję, że im się nie uda, gdyż po 4 (oby nie!) latach tzw. rządów będziemy wracać do tego, co było. A ja mam dziecko w podstawówce i chciałabym mu oszczędzić bycia pierwszym rocznikiem rewolucji, pierwszym rocznikiem porewolucyjnym oraz innych atrakcji.
    Ktoś gdzieś napisał, że program ministerstwa to tak naprawdę zestaw pomysłów na oświatę państwa Elbanowskich. Co jest straszne, bo dlaczegóż osoby, które mają traumatyczne przeżycia związane ze szkołami publicznymi oraz specyficzny światopogląd, naraz majstrują przy edukacji? Na rynku jest miejsce dla prywatnej szkoły państwa E., zapraszam do pracy u podstaw, a nie sięgania po gotowe. A od naszych dzieci ręce precz.

  2. To kolejne populistyczne hasło tego rządu. Zlikwidować gimnazja, boo… to dobrze brzmi, wszyscy (really? ludzie po gimnazjach mają już prawie 30 lat!) pamiętamy 8-letnią przewspaniałą podstawówkę.
    Naprawdę taką przewspaniałą? Gdzie trzeba było wydzielać piętra lub ich kawałki dla maluchów, gdzie najczęściej trzeba było robić zmiany, bo budynki pękały w szwach, a klasy 30-osobowe to w zasadzie był standard.
    W gimnazja wiele zainwestowano, mają świetne pracownie, dobre i znakomite programy, które biegną równolegle do tego narzuconego odgórnie. Czy nauczyciele znajdą czas, by w tym nowym-starym porządku wymyślać coś takiego? Czy dostaną odpowiednie narzędzia ku temu? Obawiam się, żeee eee nieee?
    Państwo E. to cóż, państwo w państwie, jak cały ten rząd. Tylko mój światopogląd jest jedyny słuszny, bo jest mój.

    A propos innych obietnic pisowych. Piękny komentarz dziś na fb znalazłam, że skoro każdy zamrożony zarodek (ten wybierany do in vitro) to dziecko, to jego rodzice powinni otrzymywać na niego 500 zł co miesiąc. Czyż nie?

  3. Nie wiem, czy nie lepsze od kabaretu. Śmiać się czy płakać? Zostawiam
    bez komentarza. Koniecznie proszę obejrzeć perory naszej ministerki.
    https://www.youtube.com/watch?v=fBZ_9msZ5dA&feature=youtu.be

Dodaj komentarz