Goooonggggggg

W połowie marca zostałam fanką masażu dźwiękiem gongami tybetańskimi, czy jak to się tam oficjalnie nazywa. Ja po prostu chodzę na gongi. Niburu project grają dwa razy w miesiącu, a gra zależy od faz księżyca – jest granie na pełnię i na nów. Obie gry zdecydowanie różnią się od siebie. Jak to wygląda?

Człowiek bierze karimatę, kocyk (śpiworek), coś pod głowę, zajmuje dogodne miejsce na sali, przyjmuje wygodną pozycję i…

…tu można wpisać wiele rzeczy: odpływa, jest czujny, zasypia, ma wizje, medytuje. Każdy właściwie może robić to, na co ma ochotę, byle za bardzo nie przeszkadzać innym.

Wiem, wiem, może się rzecz kojarzyć z jakimiś niecnymi praktykami ze Wschodu, albo i z Zachodu (New Age), ale nic z tego. Prowadzący mówią jedynie (chyba że dla niektórych to nie jedynie, tylko aż) o energii płynącej z Księżyca i jego fazy. Zwykle proszą o pozytywne myśli uczestników, powtarzają też, że sami grają z myślą (intencją) pokoju na świecie. Najbardziej zapadły mi słowa „Zawsze jesteście we właściwym miejscu i we właściwym czasie”. Dopóki nie spróbowałam gongów, wydawało mi się to dość szarlatańskie i jakieś takie podejrzane. Od pierwszej wizyty jestem gorącą fanką. Przez godzinę można pozwolić swoim myślom na swobodny przepływ – wszystko dzieje się przy niesamowitych dźwiękach. Nie są to jedynie gongi, także misy, trąby i sama nie wiem, co jeszcze. Natomiast uczucie przepływania dźwięku przez umysł i ciało jest niesamowite.

Gongi pełniowe są pełne dynamiki, ale też i rytmu, nagłe, głośne dźwięki potrafią nieźle wystraszyć, jeśli ktoś np. przyśnie. Gdy się w nie wsłuchuję najczęściej mam poczucie, że stoję na szczycie jakiejś góry, albo zjeżdżam na nartach ostrym stokiem lub że nurkuję w pięknym blue hole.

Gongi nowiowe są zdecydowanie delikatniejsze, ale też – w moim odczuciu – pozbawione rytmu i – zaryzykuję – harmonii. Rozpraszają mnie i trudno mi się poddać dźwiękom. Muszę spróbować wsłuchiwać się w nie nie na leżąco, lecz np. na siedząco i wpatrując się w instrumenty. Jestem wzrokowcem i mam problem, żeby coś odbierać innymi zmysłami.

Jeszcze mi się nie zdarzyło totalne zanurzenie w tych dźwiękach, takie bez udziału świadomych myśli – kontrola musi być. Albo inaczej, chcę mieć kontrolę, choć z drugiej strony jestem ciekawa jej utraty (głównie chyba tego, że zasnę i zacznę chrapać).

Dla mnie 60 minut cudownego odprężenia za jedyne 10 zł 😀

Babiszon
Czyta i pisze przez cały rok. Najczęściej dla własnej przyjemności. Choć z pisaniem różnie bywa, "czasami człowiek musi".
W zimie jeździ na nartach, w lecie nurkuje i zdobywa szczyty (bynajmniej nie lenistwa, choć też się zdarza), ostatnio zagląda górom "pod spódnice", bo została taternikiem jaskiniowym.
Czasem coś zorganizuje, a potem się zachowuje, jak dyktator, żeby plan wypalił. Innych dyktatorów nie lubi. Cóż.
Słomiany zapał do wszystkiego od zawsze.

3 Replies to “Goooonggggggg”

  1. Byłam raz i żałuję, że na razie tylko tyle, ale niedzielne wieczory zupełnie mi nie pasują – ani w pełnię, ani w nów. Dla mnie chodzi w tym o falę, o zestrojenie swoich wnętrzności, o wibrację, o wyrównanie częstotliwości drgań, co daje nieprawdopodobne uspokojenie, a jednocześnie u mnie – przypływ energii. Mam nadzieję, że organizatorzy odejdą od spotkań niedzielnych i będę mogła częściej pojawiać się na gongach. Taki wniosek oddolny.

    1. To już musisz z księżycem porozmawiać. Faktem jest, że w niedzielę jakby mniej ludu przybywa 😀
      Teraz pełnia wypada 2.06, ale oni biorą +/- 3 dni, obawiam się, że znowu to może być niedziela 🙁

  2. Podrzucę dziewczynom z ,,bezrobocia” pomysł na pomysł. Zainwestować w gongi i kalendarz astronomiczny, salę wynająć i wschodni klimacik stworzyć, dobrze rozrelkamować i interes się kręci. goooonnnggggggggg

Dodaj komentarz