Historia jest kobietą

Muszę się z Wami podzielić moim dzisiejszym odkryciem. Blogiem o kobietach, które zapisały się na kartach historii, choć często jest to ta mniej nam znana historia. Może nazwisko obiło się o uszy, ale trudno je z czymkolwiek połączyć.

A tu proszę – krótkie, lecz bogate w treść gawędy. Żadne tam skandale, raczej dobrze opowiedziane dzieje tych, których już nie ma, a pozostała po nich – gdzieś w książkach i szpargałach – wspaniała historia. Królowe, żołnierki, malarki, piłkarki, czarownice… – bo jak mawiały bohaterki seksmisji „Historia ludzkości, to historia kobiet”.

Ja się zgadzam! I polecam lekturę www.kobietyihistoria.blogspot.com

Babiszon
Czyta i pisze przez cały rok. Najczęściej dla własnej przyjemności. Choć z pisaniem różnie bywa, "czasami człowiek musi".
W zimie jeździ na nartach, w lecie nurkuje i zdobywa szczyty (bynajmniej nie lenistwa, choć też się zdarza), ostatnio zagląda górom "pod spódnice", bo została taternikiem jaskiniowym.
Czasem coś zorganizuje, a potem się zachowuje, jak dyktator, żeby plan wypalił. Innych dyktatorów nie lubi. Cóż.
Słomiany zapał do wszystkiego od zawsze.

4 Replies to “Historia jest kobietą”

  1. Prudencja Z. Niemiec says: Odpowiedz

    Bardzo wciągający ten blog. A nie masz wrażenia, że ostatnio koktajl „kobiety i historia” jest bardzo modny? Na półkach z książkami sporo tego typu propozycji można znaleźć. Mnie nawet skusiła seria „dziewczyny z …” (m.in. autorstwa Kamila Janickiego), ale jeszcze nie udało mi się ich zacząć. Ciągle grzęznę w „zwierzętach gospodarskich” i „przygodach Kubusia Puchatka”;)

    1. Może warto spróbować czytania na głos pociechom ambitniejszej lektury. Historia zna takie przypadki łączenia zainteresowań czytelniczych międzypokoleniowo.

  2. Ja się skupiła rok temu na Dziewczyny z Powstania – to było coś! Historie wbijające w fotel, bo bohaterki opowiadała o swoich losach żołnierek, łącznikiem, młodych matek, adystokratek – każda z tych historii była inna, wciągająca i godna podziwu.
    Na inne z tej serii patrzę podejrzliwie. Nie wiem czemu, mam wrażenie, że to ogrzewane kotlety, opowieści wysnute z gazet, domysłów i pokątnych źródeł historycznych. Choć mogę się mylić

    1. Ja się skusiłam- miał brzmieć początek komentarza, ale oczywiście telefon lepiej ode mnie wiedział, co chcę napisać.

Dodaj komentarz