Jak przetrwać ze złamaną nogą u małego dziecka?

Listopad rozpoczął się u nas doprawdy ponuro, tzn. Pierworodny złamał nogę. Nie jakoś spektakularnie, ot po prostu źle tąpnął nóżką i poszła piszczel. Teraz piszę o tym dość spokojnie, wszak przeżyliśmy miesiąc z prawie dwulatkiem, którego lewa, dolna kończyna została unieruchomiona od pięty aż po udo, niemniej sam wypadek sprawił, że moje matczyne serce rozpadło się na tysiąc kawałków, jakby to powiedziała Anastasia Steele (główna bohaterka bajki o Greyu);) Nie chcę nawet wyobrażać sobie, co przechodzą rodzice tych dzieci, które z powodu rozmaitych chorób cierpią każdego dnia swojego życia. Przerażający szloch naszego syna i frustrująca bezsilność wobec jego bólu prześladowały mnie jeszcze długo. Poniżej dzielę się kilkoma wskazówkami, których ja u wujka Google’a nie znalazłam, a które bardzo by mnie uspokoiły w dniu wypadku;)

Jeśli Twój maluch złamie rękę/nogę czy cuś innego – warto pamiętać:

  1. Dzieci łamią kończyny – wystarczy przejechać się na pierwszy lepszy oddział chirurgii dziecięcej, żeby przekonać się, że nie jesteś jedynym rodzicem, którego dziecku przydarzył się fatalny upadek. Więc przestań się obwiniać i zamartwiać, czy w Twoim jadłospisie jest wystarczająco dużo wapnia. Uśmiechnij się do swojego berbecia, bo on teraz bardzo potrzebuje Twojej pogody ducha, spokoju i uśmiechu.
  2. Na oddział trafisz najprawdopodobniej ze spanikowanym, zapłakanym maluchem, który nie będzie chciał się poddać obdukcjom. To, co jest kluczowe, to spokój. Zwłaszcza Twój. Personel w szpitalu jest z takim widokiem obyty, więc zapewne wesprze Cię kojącym: „A teraz Borysek dostanie syropek na nóżkę i 5 naklejek”.

Pamiętaj też o tym, by dopytać, czy do zdjęcia gipsu nie potrzeba jakiegoś specjalnego skierowania i rejestracji. My byliśmy w szpitalu w środku nocy, Borys ryczał wniebogłosy, żadne z nas nigdy niczego złamanego nie miało, więc dopytywanie o procedury było ostatnią rzeczą, o której myśleliśmy. A na końcu naszej gipsowej przygody się okazało, że przez to, że nikt nas o wymaganych skierowaniach nie poinstruował, istniało realne ryzyko, że Pierworodny pomęczy się z gipsem dwa tygodnie dłużej. Na moje szczęście Najlepszy z Mężów ma piękne oczy…

  1. Najgorsze są pierwsze dni. Dziecko, które do tej pory ganiało i beztrosko się bawiło, nagle zostaje unieruchomione i zaleca się, by leżało z nóżką ułożoną na poduszce. Tjaa. U nas wyglądało to tak, że przez pierwsze dwa dni Borys cały czas chciał chodzić i robić wszystko to, co do tej pory robił normalnie. Trzeba więc było nieustannie do niego gadać i spokojnie tłumaczyć mu, że nie może i dlaczego („Zrobiłeś sobie ała w nogę i pan doktor musiał założyć bucik”). Po dwóch dniach wystarczyło na niego spojrzeć, gdy próbował zejść z łóżka i sam już mówił: „Bolysek ma bucik. Nie moze chodzić”.
  2. Złamana nóżka przynajmniej przez tydzień może boleć, dobrze jest więc mieć w domu zapas środków przeciwbólowych. I np. syropu malinowego (bo – jak wynika z moich doświadczeń i obserwacji latorośli naszych przyjaciół – dzieci rodzą się z wrodzoną lekomanią).
  3. To, co wydaje mi się najistotniejsze, to świadomość, że dzieci mają niesamowitą zdolność adaptacji do zmian. Pierworodny po tygodniu opracował własny, skuteczny sposób przemieszczania się po mieszkaniu, a pod koniec miesiąca bez problemu wdrapywał się z gipsem na kanapy, stoliczki i huśtawkę. A „bucik” traktował jako oczywistą część swojego ciała.
  4. Dwulatek, który nie może chodzić, to tykająca bomba spod znaku marudy. Niespożyta na bieganie energia musi gdzieś znaleźć ujście. U nas sprawdziły się przede wszystkim zmiany otoczenia (odwiedziny u sąsiadek czy kolegów z klatki, choćby na pół godzinki), wykorzystywanie oferty miejskiej biblioteki skierowanej do najmłodszych (udział w teatrzykach, warsztatach dla maluchów, fitnessach dla mam;)), zabawy klockami, puzzlami, znikopisem, balonikiem, sterowanymi autkami (hit!), instrumentami muzycznymi, no i przede wszystkim książeczkami. Tak. Niewątpliwym plusem naszej gipsowej przygody jest to, że Borys, lat niespełna dwa, aktualnie mówi pełnymi zdaniami i zadaje całkiem rezolutne pytania („Zjemy deser, tak??”). Świetnie sprawdziła nam się też huśtawka zawieszona na futrynie – potrafił się w niej huśtać nawet i 45 minut. W ogóle warto mieć na uwadze, że złamanie nie jest zaraźliwe;) I jak tylko dziecko się z gipsem oswoi, to pozwalać mu na kontakty z innymi maluchami. To najlepsi wysysacze energii. A! I jeszcze jedna uwaga. Programowo nie mamy telewizji i właściwie każdego dnia udawało nam się tak zorganizować dzień, że nie mieliśmy nigdy pokusy, by małego posadzić przed komputerem i puścić mu bajkę. Ale okazało się, że bardzo polubił audiobooki i domaga się ich zamiast kołysanek do popołudniowego zasypiania (Tuwim rządzi – jego wiersze świetnie czyta Piotr Fronczewski).
  5. Nie można zapominać o higienie🙂 Dzieci ze złamaną nogą korzystają z nocnika;) Śmiejcie się, śmiejcie, ale jak przyjdzie co do czego, to wcale nie jest to takie oczywiste. Borys nie chciał korzystać z nakładki na sedes, chociaż wydawało się, że tak mu będzie najlepiej, ale przekonał się, że może się wygodnie usadowić na nocniku i pozostał przy tej opcji. Na miesiąc zrezygnowaliśmy też z pieluszek wielorazowych, tak by ograniczyć do minimum przebieranie dresików. Co do kąpieli, to przy rozwrzeszczanym Juniorze nikt nas nie zapoznawał z dorobkiem technologicznym i Borysa wpakowano w „normalny” gips. A podobno są takie cuda do usztywniania złamanych kończyn, które są lekkie i można się w nich kąpać. My dokupiliśmy po prostu specjalny ochraniacz na gips. Bardzo dobrze się sprawdził, bo rzeczywiście Pierworodny kąpał się w nim normalnie. Ale samo zakładanie ochraniacza to była mordęga. Taki wynalazek z lateksu zasysa się po prostu na nóżce i nie jest to najprzyjemniejsze doznanie.
  6. Skoro o kąpieli mowa, to od początku byliśmy zdania, że dobrze jest nie rezygnować z rytuałów i nie wywracać rytmu dnia do góry nogami. Doceniam to zwłaszcza teraz, gdy gips już zdjęliśmy i nie muszę na nowo uczyć Pierworodnego, że po kupie myjemy rączki, przed południem chodzimy na spacery, popołudniu drzemiemy, a wieczorem się kąpiemy i zasypiamy sami. Kilka pierwszych dni oczywiście było niestandardowych, ale to wiadomo było, że musieliśmy się wszyscy przyzwyczaić do nowej sytuacji, a Borys ją po ludzku bardzo przeżywał. Potrzebował więc więcej uwagi i ciepła niż zazwyczaj. Po tygodniu jednak z zagryzionymi zębami taskałam syna do łazienki po każdym nocnikowym posiedzeniu i gramoliłam się z moją dwójeczką na spacery.
  7. Spacery to w ogóle osobny temat. Muszę przyznać, że doskonale sprawdził się nam znowu wózek dla dzieci rok po roku. Dodaliśmy tylko zrolowany kocyk, który unosił nogę Borysa i jeździliśmy na super wycieczki. Dzieci miały tlen i atrakcje, a matka chwilę oddechu od wymyślania zabaw. Szczęśliwie w naszej okolicy trwają dwie, duże roboty, więc koparek, wywrotek i betoniarek mieliśmy pod dostatkiem. A jak wiadomo, te cuda techniki to dla chłopaka spora atrakcja – ciekawsza niż najlepsza bajka. Ponieważ w ciągu miesiąca byliśmy stałymi widzami spektakli z cyklu „Podaj cegłę”, to już po tygodniu zaprzyjaźniliśmy się z operatorami niektórych podnośników. Panowie byli zazwyczaj bardzo przyjaźnie nastawieni do „biednego chłopczyka z gipsem” i podjeżdżali do odgradzających parkanów, demonstrując Pierworodnemu, co fabryka maszynom budowlanym dała w pakiecie;) Nie muszę Wam mówić, że Borys był więcej niż wniebowzięty.
  8. Ściąganie gipsu odbywa się tam, gdzie gips był zakładany. Warto pamiętać, że trzeba mieć ze sobą skierowanie od lekarza prowadzącego. Ściąganie trwa moment, ale dziecko najprawdopodobniej będzie mocno spanikowane. Trzeba więc przygotować się na działania siłowe. I mieć w zanadrzu jakąś skuteczną obietnicę nagrody za odwagę (u nas: lody). No i gadać, gadać, gadać – co się będzie działo, jak ściąganie będzie wyglądało, kim jest lekarz. Potem robi się kolejne zdjęcie rtg i jeżeli wszystko jest ok, to się dostaje błogosławieństwo i nakaz wizyty kontrolnej po dwóch tygodniach.
  9. Po zdjęciu gipsu z nogi dziecko nie chodzi. To jest normalne i trzeba jego zastanym stawom dać chwilę na powrót do formy. Nasz lekarz zalecił, by Borysa nie zmuszać do chodzenia, tylko pozwolić mu spionizować się we własnym tempie.

Nie życzę nikomu atrakcji spod znaku złamanej nogi. Ale jeżeli już przydarzy Wam się taka przykra konsekwencja jakiegoś upadku, to ze swojego doświadczenia uspokajam: wszystko jest do przeżycia, a dziecko bardzo szybko wymyśli własny sposób poradzenia sobie z gipsowymi niedogodnościami.

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

2 komentarzy

  1. Dzieci łamią kończyny (które trzeba gipsować).
    Dzieci rozwalają głowy (które trzeba zszywać).
    Dzieci wylewają na siebie wrzątek.
    Dzieci… niewyczerpane źródło samodestrukcji 😉
    Dzieci doprowadzają swych rodziców do siwych włosów w bardzo przyspieszonym tempie. I co ważne, dzieci nie przestają być dziećmi dla swych staruszków nawet jak mają lat 30+ (szczególnie, jak coś sobie rozwalają, spadają, łamią, trafiają do szpitala itp.)
    True.

    Z tym zajmowaniem pacjenta też prawda – ja po złamaniu ręki absolutnie odmówiłam chodzenia do przedszkola. Ale po paru miesiącach, jak złamałam drugą, to łaziłam, bo ile można w domu siedzieć 😀

  2. Dziękuję za bardzo pomocny wpis. Byłam załamana, kiedy wróciliśmy do domu z synkiem z nogą w gipsie, a ten wpis dał mi przydatne wskazówki i nadzieję, że to się da przetrwać. Ochraniacz na gips do kąpieli to mistrzostwo świata.

Dodaj komentarz