Jak zaszczepić miłość do gór u malucha

Jak? Stopniowo. Z naszego doświadczenia wynika, że 700 stopni powinno wystarczyć;)

20160503_130754

Jak dobrze nam zdobywać góry

Zwłaszcza, kiedy Tata niesie na barana, a Mama taszczy w chuście. Ale nic to. Wyrwanie się z miasta i wdrapanie się na jakikolwiek pagórek z  naszą dwójeczką (Borys 2,5 l, Nadia 9 m-cy) uważamy za jedno z naszych największych osiągnięć ostatnich tygodni:) Tak. W ostatni weekend zdobyliśmy Szczeliniec (919 m n.p.m.).

Był czas, gdy z Najlepszym z Mężów w górach bywaliśmy często. Nie należymy jednak do tych miłośników, którzy z niemowlakami w nosidłach wychodzą na Zawrat, żeby już od najmłodszych lat mogli się zachwycać pięknem stworzenia z wysokości;) Może zbyt lękliwi jesteśmy, a może po prostu zbyt rozsądni;) Chcemy, żeby wyprawy w góry były dla nas wszystkich przyjemnością i okazją do spokojnego zaczerpnięcia oddechu. A nie stresem. Poza tym kondycja już nie ta, a nasze maluchy nie grzeszą cierpliwością, więc kilkugodzinne sesje na plecach rodzica nie wchodzą w rachubę. Dlatego też Góry Stołowe wydały nam się idealnym miejscem na jednodniową wycieczkę i zdobycie jakiegoś szczytu.

Zdecydowaliśmy się na najkrótszy szlak prowadzący na Szczeliniec – żółty. Wychodzi on z małej miejscowości – Karłów – która ewidentnie żyje z takich turystów jak my (całodzienny parking kosztuje 5-6 zł, dla zainteresowanych;)). Do bezpośredniego wejścia na szlak prowadzi brukowana droga i atmosfera żywcem wyjęta z Gubałówki. Kramy, stragany, piwko i oscypki – na szczęście dla naszych maluchów nie były jeszcze zbyt atrakcyjne, więc udało nam się całkiem sprawnie przez nie przemieścić. Ale z kilkulatkami mogłoby już być gorzej, tym bardziej, że po drodze majaczy park dinozaurów z placem zabaw… Przy dzieciach poniżej 3 roku życia trzeba wkalkulować głównie przystanki na zbieranie kamyków z pobocza. Wiadomo, pamiątkę trzeba przywieźć.

Pogoda była średnia – bo mżawka raz po raz dawała nam się we znaki i mieliśmy trochę obaw, jak dzieciaki będą się zachowywać z tymi niedogodnościami. Ale deszczyk i mokre liście raczej bawiły niż mierziły Borysa, a Nadia całe podejście przespała. Szlak zbudowany jest z kamiennych schodów z metalowymi barierkami, a wszelkie płaskie fragmenty trasy wyłożone są deskami. Szło się więc naprawdę komfortowo i raczej spacerowo. Choć moje i Najlepszego z Mężów kolana do dziś drżą na samo wspomnienie tej trasy;) Borys był wprawdzie zafascynowany skałami, które mógł dotykać, „przesuwać”, „turlać” i przeciskanie się przez skalne „ucho igielne” wspomina ze szczerym entuzjazmem, ale podejścia szybko go męczyły i większość czasu spędził na ramionach taty. W każdym razie nie spieszyliśmy się i pozwalaliśmy mu swobodnie poznawać teren. Więc wspinaliśmy się godzinę, a nie pół, jak wskazywały znaki.

20160503_143927

W górach jest wszystko, co kocham

Na szczycie Borysa wcale nie zachwycił rozciągający się stamtąd malowniczy widok…

IMG_7900

…ani klimatyczne schronisko z 1845 r., do którego nie prowadzi żadna droga dojazdowa. Nie, nie. Dziki entuzjazm wzbudziła w nim tandetna, plastikowa krowa stojąca przed wejściem do schroniska, informująca turystów, co można zjeść w tamtejszej „restauracji”.

IMG_7789

Ale nic to. Grunt, że dziecku uśmiech nie schodził z twarzy i biegał po szczycie jak najęty. Nam zresztą też było tam bardzo dobrze, tym bardziej, że w schronisku mogliśmy się napić naprawdę dobrej kawy i czekolady, a obsługa zaserwowała Nadii „BBBbboobooowitę na ciepło, raz!”;)

Na tyłach schroniska można wejść na płatny szlak prowadzący po labiryncie skalnym Szczelińca i schodzący do miejsca rozpoczęcia wycieczki. Pogoda jednak sprawiła, że nie zdecydowaliśmy się „błądzić z dziećmi” po skałach i zeszliśmy z góry tym samym szlakiem, którym weszliśmy. Można tak zrobić. Przy okazji okazało się, że Borys zdecydowanie bardziej lubi zejścia niż wejścia (Nadia trasę też przespała).

20160503_145315

Ja kudłaty durnowaty

Pamiętacie „Przyjaciela wesołego diabła” – polski film z pogranicza przygody i fantasy „dla dzieci”, który wszedł na ekrany kin w 1986 r.? Ja tam osobiście do dziś mam ciarki na samo wspomnienie owego „wesołego diabła”, ale jego „ja kudłaty, durnowaty, nie wiedziałem, co to taty” bawiło mnie setnie… W każdym razie, film ten kręcony był właśnie w Górach Stołowych. Ciekawe formy skalne pobudzają wyobraźnię najmłodszych. Dla dzieci jest więc magicznie, dla rodziców – spokojnie. Borys biegał między kamieniami i co rusz informował nas, że ten jest wielkim zamkiem, a tamten samolotem. Sporo energii zużył i wiele się śmiał. Nadia opatulona w letnią czapeczkę (na szczycie dość mocno wiało) była ewidentnie zachwycona tak długą chustową bliskością z mamą, a górskie powietrze służyło zarówno jej spaniu, jak i apetytowi. A zatem nic – tylko polecać:)

 

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

5 Replies to “Jak zaszczepić miłość do gór u malucha”

  1. SCHRONISKO Z 1845R?Zaskoczyłaś mnie tą wiadomością. Chyba że pomyłka.

    1. Z informacji, które uzyskaliśmy na szczycie wynikało, że w 1845 r. postawiono na Szczelińcu pierwsze schronisko z przeznaczeniem do obsługi turystów (tzw. szwajcarkę):) Nieźle, nie?

  2. Mój niespełna czteroletni siostrzeniec odmawiał chodzenia po górach i siedzenia w nosidle. Ale ostatnio dostał krokomierz i… przemierzył z nim Bieszczady 😀 a jak już mu się duża cyfra zebrała, to był tak padnięty, że sam prosił o siedzenie w nosidle.

    1. Krokomierz??:))) A cóż to za ustrojstwo??

  3. Nooo takie, które kroki mierzy 🙂 W sensie ile ich człowiek przemierzył

Dodaj komentarz