Kingsman 2

Rzadko zdarza się zadowalająca część druga czegoś dobrego, ale kontynuacja Kingsmana – Prudencji nie zawiodła.

Napięte nerwy i karuzela emocji

Wczoraj wybraliśmy się z Najlepszym z Mężów do kina. A właściwie na film. Wybór był oczywisty, bo jesteśmy wielkimi fanami pierwszej części Kingsmana. Spoilerów drugiej tu nie będzie, ale mam dwa przemyślenia, którymi chciałabym się z Wami podzielić.

Co do samego „Złotego kręgu”, to jest to bardzo dobre kino akcji. I na szczęście jego twórcy nie starali się usilnie zmieniać tego, co stanowiło o sukcesie pierwszej części. Zatem, choć intryga i fabuła nie jest w żaden sposób nowatorska (znowu mamy złą organizację, która chce objąć panowanie nad światem, a dobra musi jej w tym przeszkodzić), to od pierwszego ujęcia do ostatniego film trzyma w napięciu. Akcja dzieje się wartko, nie brakuje niespodziewanych zwrotów akcji, humoru i pastiszu bondowskiej serii. Wątki z poprzedniej części zostają zgrabnie wplecione, a Elthon John w roli samego siebie – rewelacja.

Kingsman 2 zmusza też do refleksji. Doskonale obrazuje, jakie mogą być konsekwencje, gdy u władzy znajdą się ludzie, dla których wspólnota nie składa się z konkretnych jednostek, ale jest wartością samą w sobie. Pokazuje, że instytucje publiczne nie funkcjonują w czarno-białej rzeczywistości, a rządzenie nie może opierać się na wypaczonych wartościach. W tym sensie „Złoty krąg” jest też pewnym głosem w dyskusji nad filozofią polityki.

Jesteś tym, co jesz

 

To, co tym razem mnie strasznie przytłoczyło, to okrucieństwo. Oczywiście, idąc na Kingsmana 2, wiedziałam, że można się spodziewać hektolitrów krwi i latających kończyn, bo w tej kwestii „Złoty krąg” mocno nawiązuje do stylu Tarantino. Ale inaczej jest oglądać taki film w zaciszu domowym, a inaczej przed wielkim ekranem. Na domiar złego seans poprzedził półgodzinny pokaz reklam „nowości” i „zapowiedzi” kinowych, które epatowały nienawiścią, śmiercią, terrorem i lekceważeniem życia. Niezależnie, czy chodziło o sensację, science-fiction czy kryminał – w kilkuminutowych fragmentach musiały być śmierć, odgłos łamanych kości i zbliżenie na wykrzywioną agonią twarz. A przyszłość? Wszystkie trzy zareklamowane filmy futurystyczne (wybaczcie, wyparłam szybko ich tytuły z głowy) przedstawiały świat po armagedonie, w którym nieliczne przetrwałe jednostki walczą o życie z istotami z kosmosu, których pierwszym imieniem jest zło. Siedziałam wtłoczona w fotel i zastanawiałam się, po co my na to patrzymy. Po co się tak znieczulamy? Po co tak oswajamy ciemną naturę ludzkości?

I ta refleksja dominuje teraz w mojej głowie. Jesteśmy tym, czym karmimy nasze oczy, uszy i serca. Jak nasze społeczeństwo ma być lepsze, bardziej wrażliwe na krzywdę drugiego człowieka, jak mamy budować wspólnotę, skoro popkultura serwuje nam śmierć, nienawiść i zemstę jako odpowiedź na potrzebę rozrywki przeciętnego Polaka, który nie przepada za komediami romantycznymi i kinem zaangażowanym. Dlaczego ŻADNA reklama polskiego filmu nie może się odbyć bez bluzgów, przekleństw i „rzucania mięsem”? Czy popyt jest jedyną odpowiedzią? Jeśli tak, to źle to o nas świadczy. Bardzo.

 

 

 

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

One Reply to “Kingsman 2”

  1. No to się wybiorę. Ostatnio oglądałam w kinie rewelacyjny ,,Twój Vincent”. W dłłłłługiej ofercie reklamowej przed seansem oprócz jednej kreskówki o Narodzeniu Pańskim z przymrużeniem oka, nie znalazłam nic dla siebie właśnie przez epatowanie okrucieństwem.

Dodaj komentarz