Kuba Badach „Oldschool”

Kuba Badach nie jest „old”, choć może nieco „school”. Jak się ma taką wiedzę muzyczną, umiejętności wokalne i doświadczenie sceniczne, to już można trochę „akademickością” zalatywać 🙂 Ale pierwsza solowa płyta Badacha nie jest ani sztywna w przyjętych formach, ani skostniała w brzmieniu. Wręcz przeciwnie. „Oldschool” to ukłon w stronę muzycznych mistrzów wokalisty i kolejny krok na artystycznej ścieżce artysty. Jego własnej ścieżce. Ta zaś z każdą kolejną płytą wydaje mi się coraz bardziej unikatowa.
Artysta jakich już mało
To, co mnie szalenie ujmuje w Badachu, to – oprócz pięknego głosu, rzecz jasna – jego artystyczna dojrzałość i poczucie własnej wartości. Jest muzykiem wszechstronnie uzdolnionym, aktywnym na scenie od kilkudziesięciu lat. Ma po prostu wrodzony talent, co potwierdza cała plejada Muzyków przez wielkie e-M, którzy z Nim współpracowali (od Zauchy poczynając, przez ś.p. Wodeckiego, po Miśkiewiczów, Jopkową czy Kayah). Śpiewa, komponuje, aranżuje. Ba. Nawet sobie czasem przygrywa: a to na pianinie, a to na melodyce, a to na gitarze basowej. Kto go słyszał w fenomenalnym składzie unikatowego na rodzimej scenie jazzu zespołu „Narciarze”, ten wie, że swoich umiejętności instrumentalnych nie musi się wstydzić 😉 Ma też klasę i pokorę wobec słuchaczy, której ze świecą szukać u czołowych celebrytów. Odkąd śledzę jego karierę (czyli już z 15 lat będzie), nigdy nie zauważyłam, żeby rozmieniał się na drobne. W swojej twórczości jest bezkompromisowy, choć nie boi się poszukiwań i eksperymentów. One go rozwijają i zmieniają. Nieustannie. Szanuje przy tym swoją publiczność, ale nie szuka taniego poklasku. No i chylę czapkę przed tym, że śmiechem i dystansem potrafi funkcjonować pod Niagarą pomyj, które na niego się wylewają, odkąd ożenił się z Aleksandrą Kwaśniewską.
Płyta „Oldschool”
Pierwsza w całości autorska płyty Kuby Badach jest kolejnym dowodem na unikatowość tego artysty. „Oldschool” to nie jest płyta retro, ale w starym stylu – jeśli wziąć pod uwagę, że jest płytą od pierwszego do ostatniego utworu „o czymś” (tzn. z przesłaniem), przemyślaną, spójną koncepcyjnie i zaśpiewaną przez kogoś, kto potrafi śpiewać na żywo jeszcze lepiej niż w studiu.

Dla mnie ta płyta to Zaucha w wydaniu współczesnym. Melodyczność fraz, ponadczasowe teksty jak zawsze niezawodnego Janusza Onufrowicza (choć i Aleksandra Kwaśniewska całkiem udanie zaprezentowała się w tej roli) i aranżacje, których wydźwięk jest spójny z treścią. Zaśpiewana poruszająco i z niewymuszonym wdziękiem.
„Oldschool” wyraźnie podzielono na dwie części – zaczynamy dynamicznie, gdzie z piosenki na piosenkę da się wyłapać muzyczne inspiracje Badacha (ja w każdym razie i Steviego Wondera, i Bee Gees, i Jamiroquai słyszę). Są też utwory, które brzmią jakby tylko przypadkiem nie znalazły się na „Trzeciej płycie” Poluzjantów (ot choćby np. „Pusto”). I kiedy już jesteśmy tak lekko rozbujani i nieco zdyszani tempem, Badach rozkłada nas na łopatki spokojną, intymną, momentami refleksyjną końcówką. Słucham raz po raz „Po drugiej stronie” i mam ciarki na całym ciele. Uboga wersja aranżacyjna (tylko wokal i instrumenty klawiszowe) fantastycznie podkreśla wymowę absolutnie przepięknego tekstu Janusza Onufrowicza:
„Czemu chciwość dobra jest i ceniona? Czemu miłość kończy się niespełniona? Po co wojny ludziom są i religie? Co to dobro? Co to zło? Czy gdy umrę to wszystko zniknie?”
To nie koniec
Kiedy tak słucham „Oldschool”, mam wrażenie, że swój artystyczny manifest Kuba Badach wyśpiewuje w piosence „Wracam do siebie”:
„Nie da się tak żyć, żeby zawsze być reklamą szczęścia, bo uśmiech w gardle stanie ci. Jeśli nie bywa źle, nie dowiesz się, że może być lepiej”.
Ta płyta nie jest absolutnie doskonała, wyszlifowana, definitywnie zamknięta w swojej formie. Bo takie nie jest życie. Na krążku znalazła się wersja najlepsza z możliwych tego, co artysta chce nam powiedzieć tu i teraz. Na tym etapie swojej dojrzałości. Ale po to są koncerty i cała ta hucpa zwana „karierą”, żeby rozwijać niedokończone wątki, pokazywać tkwiący w utworach potencjał i energię. I mam wielką nadzieję, że za kolejne x lat będziemy mogli porównać inne autorskie projekty Kuby Badacha, śledząc ścieżki, jakimi prowadzi go umiłowanie muzyki.
Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

Dodaj komentarz