Literatura pokątna

Spokojnie, nie będzie o tym, dlaczego w pocie czoła uprawiam twórczość i jakie lektury mnie przywiodły do krainy drukiem pachnącej. Dzisiaj chcę napisać kilka słów na temat już poruszany: o tym, że  ludziom wydaje się, iż mają do przekazania coś tak ważnego, że warto to wydać w formie książki.

Z racji zawodu wykonywanego i ukochanego mam do czynienia z rozmaitymi czystopisami różnorodnych autorów. Niestety, większość z nich nigdy nie dostanie literackiego Nobla, Pulitzera, Nagrody Goncourtów, Nike… No dobra, żaden, a nie większość. Mówię tu o literaturze pokątnej, która wychodzi w najmniejszej możliwej liczbie egzemplarzy i  którą wydają sami autorzy za własne, ciężko zarobione pieniądze.

 

Kilka fabuł

Nie tak dawno czytałam moralitet, którego głównymi bohaterami uczyniono mówiące, czujące i przeżywające kryzys króliki. Były króliki-mędrcy, był związek młodszy królik – starsza króliczyca, były duchy królików i króliczy Sanhedryn.

Miałam na warsztacie współczesną, prawdziwie międzynarodową powieść gotycką. Jej główną bohaterką była polska wampirzyca nawiązująca romans z niemieckim wampirem, którego sama przemieniła. Intrygę zawiązał jej sadystyczny mąż, wampir pochodzenia brytyjskiego, kochanek okazał się katolikiem (nie przeszkadzało mu to mordować i pić krew ofiar), a sama protagonistka w połowie akcji stwierdziła, że jednak jest lesbijką, gdyż kiedyś pałała pożądaniem do własnej nauczycielki francuskiego.

Niezapomnianym przeżyciem było czytanie poradnika medycznego o witaminie D3. Autor dowodził, że jest to cudowny lek na wszystkie choroby, z guzem biblijnym, otyłością i strzelającym biodrem na czele, co tłumaczył, sięgając nawet do teorii wielkiego zderzenia.  Odważny ten człowiek najpierw prowadził badania teoretyczne, studiując przypadki opisane w anglojęzycznej bazie artykułów medycznych, a potem prowadził na samym sobie eksperyment – przyjmował przez pewien czas dawki D3 300 razy większe niż zalecane przez lekarzy (chociaż po namyśle nie jestem pewna, czy to przebiegało w takiej kolejności). Był na tyle przekonujący, że sama zaczęłam łykać tę witaminę i podawać ją własnemu dziecku, chociaż nie wiem, czy nie trafiła do mnie także bezpośrednia sugestia lekarza, iż mamy się oboje suplementować.

Przebrnęłam także przez 1000-stronicowe dzieło o tym, jak zdobyć szczęście w życiu. Miałam niesłabnące wrażenie, że autor pomylił się z wyborem zawodu i zamiast prawnikiem, powinien zostać seksuologiem. Prawdziwą radość sprawiało mu opisywanie małżeńskich/konkubenckich zbliżeń seksualnych, doboru odpowiedniej pozycji, techniki itp.

 

Dlaczego ludzie piszą?

Bo to ich cieszy. Bo łakną pisarskiej sławy. Bo są szczerze przekonani, że to, co mają do przekazania, jest interesujące. Bo ich to nobilituje. Bo mają na to pieniądze. Bo głęboko wierzą w siłę własnego słowa. Jedna z autorek opisywała w posłowiu tomiku wierszy, że ludzie się z niej śmiali, że jej złorzeczyli, ale ona im wybacza, bo to ją wzmocniło. Bo to ona wydała drukiem swoją poezję,  nie złamawszy się pod naporem krytyki. Inna zaś na końcu swojego dzieła wyrażała nadzieję, że trafi ono do czytelników tak, iż zmieni ich życia. Ok, chociaż jedno. Malutkie.

 

Polacy do piór

Macie rację, trochę się naśmiewam. Ale też jest coś wzruszającego w chęci twórców literatury pokątnej, aby ogłosić drukiem wytwory własnej wyobraźni. W ich wierze w to, że książka z własnym nazwiskiem na stronie tytułowej to przedmiot nobilitujący niczym ferrari w garażu. W ich zaufaniu do tego, co powiedziane. W ich przekonaniu, że mają prawo do własnej opowieści.

Póki nie piszą „Mein Kampf”, niech tworzą.

 

Zdjęcie: Celeste via Foter.com / CC BY-NC

fro
hasło przewodnie: rudy to nie kolor, rudy to charakter;
uwielbia: czytać, pisać, śpiewać, tańczyć i łazić po górach - jak to nastolatka ;)
chciałaby: umieć rysować i grać na gitarze;
ludzie: są dla niej niewyczerpanym źródłem inspiracji

One Reply to “Literatura pokątna”

  1. To jest dokładnie to, o czym pisałam jakiś czas temu. Większość z nas marzy o napisaniu książki (nie jest doprecyzowane czy wybitnej, czy zostanie wydana, czy ktoś ją przeczyta), a drukarnie cyfrowe i self publishing to marzenie bardzo przybliżają.

Dodaj komentarz