Macierzyństwo w perspektywie naukowej

Ponieważ godzina „0” najwyraźniej zbliża się nieubłaganie, to Prudencji zdarza się poszukiwać dziwnych informacji. Na przykład, o której godzinie rodzi się najwięcej dzieci… I dzięki temu przypadkiem wpadłam na fantastycznego bloga – mataja.pl

Jego Autorki – z zawodu Bardzo Uczone Panie Doktor Nauk Medycznych – świetnym językiem piszą o kwestiach związanych z szeroko rozumianym macierzyństwem. Wykorzystują przy tym swoją wiedzę i w artykułach przywołują wiele ciekawych badań. Stąd na przykład dowiedziałam się, że w warunkach naturalnych najwięcej dzieci rodzi się między 1 a 4.49:)

Przypadek? Nie sądzę!

Państwo naukowcy też nie sądzą i insynuują, że tutaj widać różnicę pomiędzy tym w czym paluchy maczała ewolucja, a tym w czym paluchy macza cywilizacja. Dla naszych pra,pra-przodków te porody nocne były znacznie bardziej bezpieczne – bo w nocy generalnie całe plemię siedziało na czterech literach i w razie gdyby coś poszło nie tak, czyli np. smaka na rodzącą poczułby jakiś szablozębny zwierz (może być też prozaiczny wilk, ale to już nie robi takiego wrażenia), którego zwabiła woń świeżutkiej krwi to zawsze znalazło się paru rosłych osiłków z maczugami gotowych do odegnania tegoż. W dzień już tak kolorowo nie było bo całe plemię wędrowało w poszukiwaniu schronienia i strawy – nie uwzględniając na trasie przemarszu przystanków na takie fanaberie jak jakieś tam rodzenie dzieci – więc  rodząca była zdana głównie na siebie.

No więc, kiedy dzisiaj dostałam skurczów wedle 1 nad ranem, pomyślałam – no proszę, nie daję się cywilizacji:) Radość była chyba jednak przedwczesna, bo intensywności do rana zbytnio nie nabrały… Więc czekamy dalej i korzystamy z wiedzy, jak zaanimować Borysowi zabawę w paleontologa;)

 

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

3 Replies to “Macierzyństwo w perspektywie naukowej”

  1. Rozumiem, że w starciu CYWILIZACJA – EWOLUCJA 1:0 dla tej pierwszej? Może w ogóle lepiej poczekać, aż położne i ginekolodzy wrócą z urlopów? Kto to widział planować poród na sezon wakacyjny?

  2. Jak dla mnie noc to ta pora, kiedy te tygrysy i inne stwory wyłażą i za nic mają tych z maczugami usiłującymi wykrzesać trochę ognia.
    A w dzień najedzone stwory śpią 😀

Dodaj komentarz