Mój pierwszy raz, czyli o zostawianiu Dziecia z Babcią

W miniony weekend wybraliśmy się z Najlepszym z Mężów na rekolekcje dla małżonków. Czyli tylko we dwoje. No, po prawdzie, to we troje, ale powiedzmy, że chwilowo lokatorka brzuszka zbytnio nie przeszkadza nam w randkowaniu;) W przeciwieństwie do Dziecia nr 1, który pasjami uwielbia wtryniać się między nas, gdy się przytulamy czy chcemy spokojnie porozmawiać (znacie to?). Dzieć więc miał zostać po raz pierwszy na weekend tylko z Babcią.

Oczywiście miałam pewne obawy, wszak Borys z „Babą” kontakt ma raczej od święta. Ale pokusa spędzenia czasu tette a tette z mym Lubym była zbyt duża.

Przekazanie Dziecia nastąpiło więc w piątkowy wieczór, a „uwolnieni” rodzice z uśmiechem wsiedli do samochodu i wyruszyli w siną dal. Uśmiech zszedł nam z twarzy po jakichś 10 kilometrach, gdy dopadły nas pierwsze wątpliwości. „A czy on nie jest za młody, żebyśmy go tak zostawiali na weekend???” (dla jasności: Borys ma 16 miesięcy, a pod hasłem weekend rozumieliśmy 2 noce i sobotę;)). „Czy mama sobie poradzi???” (nadmienię tylko, że z juniorem spędzała już całe dnie, ale na wszelki wypadek otrzymała do rąk własnych 8-stronicową dobową instrukcję obsługi, na której wypisaliśmy wszelkie warianty tego, co Dzieć robi w ciągu dnia i w ciągu nocy, co może chcieć i jak z nim postępować). „Czy nie będzie za bardzo tęsknił???”, „Czy to nie jest z naszej strony egoistyczne???”, „A co będzie, jak zobaczy nasze zdjęcie i zacznie płakać???” itd., itp.

Rodzicielskie katowanie wątpliwościami skończyło się po jakichś dwóch godzinach, gdy przeczytaliśmy sms-a: „Borys zjadł kaszkę, kazał sobie umyć ząbki, zmówiliśmy paciorek i od pół godziny Wasz syn słodko pochrapuje”. Odetchnęliśmy z ulgą i na miejsce dotarliśmy całkiem odprężeni. Chociaż – nie ma się co oszukiwać, bez Dziecia czuliśmy się cokolwiek dziwnie.

Na szczęście program dnia był solidnie naładowany i – mogę z dumą się pochwalić – że nawet udało mi się nie spoglądać w telefon. Zbyt często;) Fascynujące… Marzyłam o tym wyjeździe od kilku miesięcy, a spędzenie weekendu tylko z Najlepszym z Mężów wydawało mi się upragnioną Arkadią. Nie, nie, nie  – to nie tak, żebym miała dość Dziecia. Po prostu uważam, że dzieci mamy dane na krótką chwilę w życiu i nie można z ich powodu zepchnąć troski o budowanie swojego małżeństwa gdzieś na drugi plan. Więc po półtora roku w trójkę taki weekend skoncentrowany tylko na relacji między żoną a mężem wydawał się nam niezbędny. W praktyce jednak okazało się, że oboje czuliśmy się nieswojo bez tego naszego małego szkraba i co jakiś czas korciło nas, żeby do mamy zadzwonić i „skontrolować sytuację”.  Zabawne – oddajesz dziecko pod skrzydła osoby, która cię wychowała i troszczyła się o ciebie przez spory kawał twojego życia (i co więcej, jesteś głęboko przekonany o tym, że z całkiem niezłym skutkiem), ale gdzieś podskórnie boisz się, że ta sama osoba nie będzie w stanie poradzić sobie z twoim maluchem.  „Paranoja!” – pomyślałam więc w okolicy północy z soboty na niedzielę, kiedy po powrocie do pokoju nie znalazłam w komórce wiadomości od Mamy, że Borys zasnął. I … oczywiście zadzwoniłam do niej (najpierw jednak przez pół godziny maltretowałam Najlepszego z Mężów swoimi wątpliwościami; ów, który ledwo się już trzymał na nogach po dniu pełnym dialogowania – w końcu w akcie desperacji wcisnął mi telefon do ręki, cmoknął w czoło i zasnął tak, jak siedział;)). Jak łatwo się domyślić, Babcia i Wnuczek spali sobie w najlepsze wykończeni po harcach na placu zabaw.

W niedzielę Dzieciem się już nie przejmowałam. Tylko żałowałam, że to już koniec naszego weekendu. Po powrocie do domu Borys przywitał nas radosnym okrzykiem „TTTAAAATTAAAA!!! MMMAAAAMMMAAAAA!!!” (kolejność nieprzypadkowa), obdarzył obślinionym całusem (w których aktualnie celuje) i … najzwyczajniej w świecie wrócił do budowania wieży z klocków z Babcią. Tjaaa… Moje poczucie niezastępowalności dostało mocno po nosie. I cóż … pozostaje nam tylko planować kolejny wyjazd – za jakieś dwa lata;)

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

One Reply to “Mój pierwszy raz, czyli o zostawianiu Dziecia z Babcią”

  1. Nie wiem, kogo żałować: wnuka, babcię czy rodziców?

Dodaj komentarz