Nasza siedmioletnia fretka

W Wielką Sobotę nasza fretka – Chwila – skończyła 7 lat. A raczej oficjalnie je skończyła, gdyż nikt nie wie (niestety!) kiedy się urodziła. Można się tylko tego domyślać. Siedem lat do szmat czasu, a że fretka gatunkowo nie należy do gatunku długowiecznych (niestety :((((), tym bardziej chciałabym o tej naszej księżniczce napisać. I przy okazji życzyć jej jeszcze wieeeelu, wielu lat z nami.

Dlaczego fretka?

Pomysł był bardzo egoistyczny i wstydzę się go nieco, ale skoro ma być o fretce, trzeba przełamać wstyd i napisać. Chcieliśmy zwierza domowego. Zwierzaka, z którym będzie można wyjść na dwór, ale nie będzie trzeba (widzicie ten egoizm!). Fretki były egzotyczne, ale dość „modne”. Rozpuściliśmy wici i po paru miesiącach pojawiły się dwa stwory, które nazwaliśmy Zaraz i Moment. Wychodziliśmy z nimi na spacery, ale nie przeszkadzało im za bardzo, gdy zostawali w domu. Szczególnie, że w klatce mieszkali tylko na początku, dla bezpieczeństwa. Później ich „klatką” był cały dom. Wszystkie ich przygody opisywaliśmy na fretkowym blogu.

Wyśniona Chwila

Nie obraźcie się, ale domyślam się, co czują matki, które bardzo chcą mieć kolejne dziecko. Ja tak miałam z fretką. Dwa diabły to za mało, koniecznie chciałam, żeby był jeszcze jeden. Najlepiej płci pięknej, żeby nam się trochę równowagi zrobiło w domu. Parę razy – podobno – w nocy wyczyniałam harce z szukaniem czegoś pod łóżkiem, a gdy przebudzony nie-mąż pytał, co robię, odpowiadałam całkiem świadomie, że szukam Chwili. No więc on mnie przekonywał, że żadnej Chwili JESZCZE nie mamy. Oczywiście rano niczego nie pamiętałam, zatem mogą to być zwykłe pomówienia 😉 Faktem jest, że imię było od dawna, ale fretki nie.

Tym razem byliśmy jednak mądrzejsi o 3 lata doświadczeń z fretkami i szukaliśmy freci do adopcji. Jest tyle biednych zwierzaków, że kupowanie wydało nam się pójściem nie dość, że na skróty, to jeszcze mocno trochę niemoralne.

Na forum fretkowym zobaczyliśmy JĄ – małą, zlęknioną i praktycznie dziką fretkę. A w zasadzie rodzeństwo. Urodzone na jakiejś futrzarskiej fermie (!), kupione jako żywe zabawki (!!!!) przez kochającą (?!) babcię. Oczywiście szybko się okazało, że zabawkami fretki są słabymi, bo gryzą. Na szczęście ktoś w tej rodzinie miał tyle serca, że oddał freciory, zamiast je wyrzucić na ulicę. W ten sposób dotarły do domu tymczasowego w Krakowie. A my tak zorganizowaliśmy pewien wyjazd nurkowy, że najpierw zanurkowaliśmy w Zakrzówku, a potem poszliśmy poznać Merci. Którą oczywiście adoptowaliśmy i zamieniliśmy w Chwilę.

Trzy fretki na pokładzie

Domyślaliśmy się, że początki mogą być ciężkie, ale przez myśl nam nie przeszło, że aż tak. Pół roku walczyli ze sobą, zanim się wreszcie dogadali. Były rany do krwi, piski, od których uszy więdły, puszczanie „zapaszków”. Ale się udało. Powoli cała trójka zaczęła w końcu żyć jak stadko.

Niestety trwało do zdecydowanie za krótko. Po dwóch latach ciężko zachorował Moment i nie było innego wyjścia, jak tylko skrócić mu cierpienie. Po kolejnych paru miesiącach Zaraz trafił na stół operacyjny, z którego się nie wybudził. Chwila została sama 🙁

Ale nie na długo, ponieważ w domu pojawiła się Balbina – kotka. Plan był taki, że będą trzy fretki i kotka, a zanim Balbina podrosła na tyle, by ją zabrać do domu, została tylko jedna fretka.

Nie ma międzygatunkowej miłości

Po przebojach z fretkami myśleliśmy, że przyjaźń kocio-frecia jest kwestią czasu. Niestety – przeliczyliśmy się. Od 4,5 lat dziewczyny mieszkają razem i jakoś miłości między nimi nie zauważyliśmy. Owszem mordercze instynkty wobec „siostry” są rzadkością, niemniej wspólne spanie już nigdy się im raczej nie przydarzy.

Jaka jest Chwila

Nie ma małżowin usznych „od zawsze” i nie wiadomo czy taka się urodziła czy straciła je na tej fermie futrzarskiej, z której pochodzi. Ale to akurat jest nieważne.

Chwila jest umaszczenia blaze – dość rzadkiego dla freciorków. Ma jasny pyszczek bez charakterystycznej tchórzowatej „maski”, a na łapkach, przy paznokciach rośnie jej białe futerko. Prawdziwa z niej damulka.

Gryzie nie-męża. Od samego początku nie jest dla niego miła i przez te 7 lat jej nie przeszło. Może jakiś mega wczesny uraz psychiczny, a może po prostu nie lubi go 😛 W każdym razie nie możemy spać z otwartymi drzwiami od sypialni, bo wejdzie tam choćby i o 4 rano po to tylko, by użreć go w kolano, albo łydkę.

Z celowaniem do kuwety było u niej nieźle, dopóki nie zaczęła za dużo czasu spędzać z Zarazem i Momentem. Wszyscy w trójkę uważali, że metr od kuwety to nadal kuweta i tak jej pozostało. Teraz jest chora, więc wybaczamy jej kupki nawet na środku pokoju (no bo co mamy zrobić ;-))

Nigdy nie polubiła szelek i smyczy, a jako że jest drobna, każde były na nią za duże. Czasem stawialiśmy na wyjazdach lub na działce takie ogrodzenie, żeby pobiegała po trawie/ziemi, ale jest mistrzynią podkopów i wychodzi sobie w najlepsze przez wykopaną w 3 min. dziurę. Rzadko ją zabieramy na dwór, bo boimy się, że zwieje. Ale chyba jej nie brakuje spacerów – Zaraz i Moment potrafili się o nie dopominać.

Do zeszłego roku była okazem zdrowia. Teraz niestety boryka się z chłoniakiem i problemami nerkowymi. Ale to „zwykłe” choroby fretek w jej wieku. Leczymy, walczymy i nie poddajemy się, bo poza problemami kupkowymi po lekach jest ona nadal aktywną istotką.

 

Babiszon
Czyta i pisze przez cały rok. Najczęściej dla własnej przyjemności. Choć z pisaniem różnie bywa, "czasami człowiek musi".
W zimie jeździ na nartach, w lecie nurkuje i zdobywa szczyty (bynajmniej nie lenistwa, choć też się zdarza), ostatnio zagląda górom "pod spódnice", bo została taternikiem jaskiniowym.
Czasem coś zorganizuje, a potem się zachowuje, jak dyktator, żeby plan wypalił. Innych dyktatorów nie lubi. Cóż.
Słomiany zapał do wszystkiego od zawsze.

Dodaj komentarz