Nie podpisałam projektu, nie poszłam na czarny marsz

Jestem typową, zwykłą Polką. Przeciętną kobietą. Zadeklarowaną katoliczką. Może nie „niedzielną”, bo staram się drogą wiary kroczyć świadomie i dokładam wysiłków, by przestrzeń swojej duchowości ciągle pogłębiać, niemniej na pewno nie jestem jakąś chodzącą świętą. I świadomie nie podpisałam projektu ustawy zaostrzającego prawo aborcyjne. Z własnego wyboru nie poszłam też na czarny protest. Nie mam jednak nic przeciwko tym ludziom, którzy projekt Ordo Iuris podpisali ani przeciwko Paniom, które w ubiegły poniedziałek w taki a nie inny sposób chciały zamanifestować swoje poglądy. Ale fundamentalnie nie zgadzam się z tym, w jaki sposób o aborcji w Polsce się aktualnie mówi.

Język kształtuje postawy

Przeraża mnie to, ile bezmyślności, nienawiści i  egocentryzmu wylewa się w komentarzach, kazaniach, artykułach i rozmowach, które w jakikolwiek sposób komentują obecne niepokoje społeczne. Myślę o tych wszystkich ludziach, dla których aborcja była dramatycznym wyborem i mam ochotę krzyczeć: „Gdzie nasza solidarność? Gdzie empatia? Gdzie zwykły takt?!!”.  Czuję okropną złość, wynikającą chyba najbardziej z bezsilności, gdy obserwuję, że społeczeństwo mówi o tak trudnym i niejednoznacznym zagadnieniu językiem mediów. Wyważone głosy nikną w odmętach płytkich, nieetycznych konkluzji, wulgarnych komentarzy i szokujących, tabloidowych wyznań. Nie ma rozmów, nie ma debaty – są tylko pohukiwania, wściekłe inwektywy i babranie się w bagnie hipokryzji i głupoty. Ale nade wszystko boli mnie to, że gdzieś w tym wszystkim straciliśmy elementarne poczucie przyzwoitości. Po „obu stronach barykady”.

Nieszczęsny dar wolności

Osobiście jestem przeciwniczką aborcji. Uważam życie za dar, dar od Pana Boga i jestem głęboko przekonana o tym, że skoro z maleńkiego zarodka ma szansę wyrosnąć Człowiek, to takie życie trzeba chronić i że już ta komórka ma własną, niezbywalną godność. ALE … ale przy tym wszystkim uważam, że życie nie jest czarno-białe i że nie przypadkiem Pan Bóg dał nam rozum i wolną wolę. Każdemu z nas. W swojej wielkiej, niepojętej Miłości Bóg pozwala każdemu z nas grzeszyć. To w Starym Testamencie zakazywał. W Nowym – dostajemy tylko nakazy: kochać, miłować, pomagać, wspierać, szanować, wybaczać… Dlaczego język ewangelicznej pozytywności i nadziei wydaje się być szeptany po kątach, a z kościelnych tub słychać głównie groźby, osądzenia i straszenie piekłem? Nie wiem.

Czy prostytucja jest zła? Jest. Nikt nie ma chyba wobec tego wątpliwości. Ale czy w związku z tym Pan Jezus odwrócił się od jakiejkolwiek prostytutki? Czy kogokolwiek zmusił do zmiany postępowania? Wyciągnął palec zagłady i powiedział, jak nie przestaniesz, to spadną na ciebie wszelkie klątwy świata??? Nie. On zawsze szanował wolność człowieka. I tego szacunku dla ludzkiego sumienia bardzo mi w kościelnych głosach brakuje.

Dar wątpliwości

Zastanawiam się, ile osób, które zabierają głos w sprawie zaostrzenia prawa aborcyjnego, rozmawiało twarzą w twarz z kobietami, które zaszły w ciążę w wyniku gwałtu. Albo, które dowiadywały się, że nie ma medycznych możliwości, by uratować dane dziecko przed śmiercią przez uduszenie zaraz po narodzinach. Myślę, że zajmowanie jakiegoś arbitralnego, oceniającego stanowiska w takich sytuacjach jest wyrazem pychy. Przekonaniem, że człowiek ma monopol na prawdę.

Osobiście nie mam w sobie tej niezłomnej pewności, że nigdy aborcji się nie poddam. Niestety. Mam szczerą nadzieję, że nigdy nie będę np. w tak dramatycznych okolicznościach, że będę musiała wybierać: moje życie – życie nienarodzonego dziecka. Modlę się do Dobrego Ojca, bym miała odwagę przyjmować każdą Jego Wolę i choć mam nadzieję, że dylematy moralne będę rozstrzygać zgodnie z Jego Prawem, to wiem też, że jestem tylko zwykłym, małym człowiekiem. I mogę upaść. Wielkim pocieszeniem jest dla mnie myśl, że Kościół, w który wierzę i do którego należę, jest kościołem ludzi grzesznych, którzy zawsze, ZAWSZE mają szansę się nawrócić. Kocham też Kościół za to, że jest miejscem, w którym Bóg z tęsknotą wypatruje zarówno Pana Terlikowskiego, jak i Pani Nowickiej. Każdego z nas.

Marzy mi się

Chciałabym, by do megafonów i medialnych tub dotarł głos tych wszystkich pokornych uczniów Chrystusa, którzy zamiast skupiać się na zakazach, pokazują, dlaczego życie jest takim skarbem. Dlaczego warto je chronić od poczęcia. Którzy wykonują mozolną pracę, by pocieszać ludzi poturbowanych przez grzech. Którzy swoją postawą podkreślają, że Boże Miłosierdzie jest dla nas niepojęte i nieograniczone. Którzy swoją konkretną pracą i wysiłkami wspierają te kobiety, które zdecydowały się urodzić dziecko w trudnych sytuacjach. Jestem spokojna o Kościół, bo wiem, że właśnie tacy ludzie są jego potęgą i skarbem. Tylko, że brak mi cierpliwości i chciałabym, by byli bardziej obecni w otaczającej mnie rzeczywistości.

Warto być przyzwoitym

Dostało się Kościołowi, ale druga strona nie jest wcale dużo lepsza. Znieczuliliśmy się najwyraźniej bardzo skutecznie, skoro aborcyjne coming outy są tak bezkrytycznie przyjmowane. Gdzie jest obecnie granica, po przekroczeniu której uznajemy jeszcze, że coś nie przystoi, jest wstydliwe, haniebne?

Przyznam, że strasznie mnie ruszył wywiad z Natalią Przybysz i komentarze, jakie do tej rozmowy piszą dziennikarze Gazety Wyborczej. Gdy go/je przeczytałam, w pierwszym odruchu poczułam gniew, a teraz pozostał już tylko niesmak i dojmujący smutek. Pani Przybysz została okrzyknięta bohaterką wolności, a na łamach najbardziej poczytnego dziennika w Polsce nikt nawet nie pokwapił się, by stać się choć na kilka linijek głosem tego dziecka, które się nie narodziło. Dlaczego się nie narodziło – bo Pani Przybysz ma już dwójkę dzieci i nie chciała dokładać kolejnego swojemu „cudownemu narzeczonemu”, który potomstwem zajmuje się na co dzień. Naprawdę jej postawa ma być wyrazem odwagi? Czy naprawdę chcemy żyć w świecie, w którym o nienarodzonym dziecku mówi się tak przedmiotowo? Czy naprawdę nie możemy się zgodzić, że życie to nie jest produkt, który można sobie kupić wtedy, gdy wygodnie? Dokąd dojdziemy, jeśli nie będziemy mieć elementarnej intuicji moralnej?

Boli mnie, że jesteśmy już w miejscu, w którym nie jest już żadnym wstydem przyznawać się do swojego egoizmu i braku dojrzałości. Wycieramy ulice szczytnymi pojęciami – godność, szacunek, wolność – ale jakie one niosą ze sobą znaczenie? Czy jest jeszcze szansa, że znaczna część społeczeństwa będzie się zgadzać co do podstawowych zasad przyzwoitości? A jeśli nie, to dokąd zmierzamy?

 

 

 

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

5 Replies to “Nie podpisałam projektu, nie poszłam na czarny marsz”

  1. Dziękuję Ci, Prudencjo, za ten głos zdrowego rozsądku. Pozwolisz, że czasami wykorzystam Twoją argumentację w dyskusjach raz z jedną, raz z drugą stroną barykady (bo ja też okrakiem na tym murze i w naiwności swojej chciałabym przyjąć rolę łącznika). W sporach w cyberprzestrzeni po prostu będę podawać link.

  2. Dorzucę swoje trzy grosze – choć spodziewam się, że będą objętości nowej notki.
    Otóż. Ja akurat byłam na Czarnym Proteście, szłam sobie w tłumie, choć tłumów wszelakich nienawidzę. Szłam, bo widziałam w tym sens. Szłam nawet nieco na wyrost, bo nie w obronie obecnej ustawy, szumnie zwanej kompromisem. Dla mnie to żaden kompromis, to podyktowana ideologią bardzo restrykcyjna ustawa. Ustawa, która jest szkodliwa w kraju, w którym:
    – gwałt w małżeństwie, to nie gwałt (facet sobie ulży, kiedy chce, powie, że gęb do wyżywienia jest aż nadto a potem zezna, że nic o żadnych beczkach i zamrażalniku nie wiedział, wrrrrr),
    – o porządnych lekcjach wychowania seksualnego w większości szkół nikt nie słyszał – tak, tak seksualnego, żadnego tam „życia w rodzinie” (szkoła powie, że to zadanie rodziny, rodzina zasłoni się młodym wiekiem interlokutora),
    – porządna antykoncepcja jest droga i słabo dostępna, a to przez sumienie doktora, a to farmaceuty,
    – obywatel(ka) tak do końca nie może dysponować swoim ciałem, bo kraj wie lepiej, co obywatel(ka) czynić powinien (czyli nie jest dostępna sterylizacja, choć niektóre matki x dzieci naprawę wolałyby się na nią zdecydować, choćby ze względu na pkt 1 i 3, a na wazektomię to większość chłopów po prostu nie ma jaj),
    – dzieci chore nieuleczalnie są interesujące tylko wtedy, kiedy znajdują się w macicy, potem radź sobie człowieku sam, nie śpij, nie pracuj, tylko idź z tym ciężarem przez życie i cierp, bo to ponoć uszlachetnia. Kogo? któż to wie?
    Dla mnie tych 5 powodów wystarczyło, żeby nie iść do roboty, ubrać się na czarno, spędzić 3 godziny w deszczu i chłodzie, otworzyć japę i krzyknąć „Beata, niestety, ten rząd obalą kobiety!”.

    Ale żeby nie było – mną też wywiad z Wysokich Obcasów szarpnął. Uznałam po prostu, że to nie na miejscu. Że jednak aborcja to nie wyciskanie pryszcza – a i o pryszczach głośno raczej się nie mówi. Chciała, zrobiła, znalazła sposób, bo miała kasę (choć i tak motywu z łykaniem tabletek na wrzody nie kumam). Tylko po co te tłumaczenia, opowiadania o chacie, cudownym narzeczonym i w ogóle doskonałym życiu. Nie mówiąc już o tym, że długie słowo na „a” też się kłania, nie trzeba się wtedy obawiać „chwil zapomnienia”. Także ten – takich „ambasadorek” to nam raczej nie trzeba.

  3. Babiszonie, Prudencjo, chapeau bas!

  4. Po kolejnycgh pomysłach partii rządzącej mam ochotę wyć jeszcze głośniej. Nowa zapomoga ochrzczona już – wiem turpistycznie i niesmacznie – mianem „trumienkowego” to przecież kolejny gniot uchwalony w ekspresowym tempie. Nic tak do mas nie trafia, jak „żywy” pieniądz.
    Kiedy się jednak masy udławią tymi pieniędzmi? Czy wtedy, gdy chleb będzie kosztował te 4 tysie, portfele na nowo wypchną nam nic nie warte banknoty.
    Zaczynam się bać, bo to przestaje być zabawne. Ja nie mówię, że 1,5 roku temu było idealnie, ale nikt nie uchwalał prawa nocą, na kolanie, bez żadnej kontroli.
    Także ten, naprawdę, idę po wniosek paszportowy, póki jeszcze wydają te dokumenty każdemu. I odebrać go sobie nie pozwolę.

    1. My też wnioski paszportowe wypełniliśmy, tylko – patrząc na to, co się dzieje w całym tzw. świecie zachodnim, pojawia się pytanie – gdzie tu uciec?;)

      Ale przeszła mi też ostatnio myśl, że jest jakiś plus obecnych rządów. Być może gdyby nie oni, to ciągle łatwo byłoby nam – „inteligentom i klasie średniej”, że się tak szumnie zaliczę – nie myśleć, nie rozprawiać, nie zastanawiać się nad ludźmi od lat wykluczonymi i z nimi nie rozmawiać. Bo tego niewiele było w ostatnich latach. Kto najmocniej klaszcze PiS-owi? Ci, którzy od lat czuli się pomijani. Ci, którzy nie odnaleźli się na wolnym rynku. Ci, którzy nie rozumieją i często nie chcą zrozumieć ani zaakceptować zmieniającego się świata. Teraz nagle są u władzy ludzie, którzy „ich rozumieją”, którzy przynieśli proste recepty, proste odpowiedzi, a na dodatek są sprawiedliwi sprawiedliwością starotestamentową, którą najłatwiej jest zrozumieć. Czy nie czujemy się teraz sfrustrowani i bezsilni, kiedy nasze uwagi, sugestie, skargi są po prostu ignorowane. Kiedy rząd robi, co chce? Jak więc musieli się czuć Ci, których nikt nie chciał słuchać w ostatnich latach. Myślę, że to ogromne zadanie dla nas wszystkich. Nauczyć się dialogu i – mimo wszystko – próbować zasypywać podziały.

Dodaj komentarz