Damskie nurku-nurku

Pomyślałam sobie Damskie nurku-nurku jako cykl wpisów – mam więc nadzieję, że co najmniej dwie notki na ten temat powstaną 🙂  Za to obiecuję – będą krótkie

Babiszon nurkuje od lat 6 (oficjalnie, i może jeszcze kilka razy nieoficjalnie). O pasjach będzie innym razem, ale to nurkowanie… Kiedy mówię o tym zajęciu ludziom, których mało znam, otwierają szeroko oczy i zadają mnóstwo pytań. Świat podwodny z jednej strony fascynuje, z drugiej przeraża. To drugie szczególnie się zdarza, gdy ktoś sobie wyobraża nurkowanie w polskich wodach. A ja zawsze powtarzam to, co 6 lat temu (co najmniej) usłyszałam od Konkubenta:

Ponurkujesz w Polskich wodach – zimnych, nieprzejrzystych – wtedy docenisz tropikalne wody. Bo jeśli zaczniesz w nich nurkować, nigdy nie zechcesz tego zrobić u nas.

I to jest fakt. Dodam do tego tzw. opływanie, czyli radzenie sobie z całym tałatajstwem, które każdy płetwonurek musi ze sobą zabrać do wody, by w tej wodzie oddychać i nie tonąć, ani nie wystrzeliwać na powierzchnię jako ten korek od szampana (chciałoby się rzec przysłowiowy, ale kto mi wskaże z przysłowie z korkiem od szampana…). Im więcej nurkowań, tym mniej się myśli o tym, co przycisnąć, jak oddychać, jak wyrównać ciśnienie w uszach itp., a więcej zajmuje go sama radość przebywania w tym obcym środowisku.

Pomyślmy, pewnie, że fajnie jest uczyć się nurkować w wodzie przejrzystej na 30 metrów, gdzie wokół adepta tej trudnej sztuki, pływają miliardy kolorowych rybek, czasem z piasku poderwie się płaszczka, a spod koralowca groźnie wyglądający łeb wystawi murena. Tylko jak w tym wszystkim skupić się na: prawidłowym oddychaniu, rozsądnym machaniu płetwami, nie używaniu do pływania rąk, obsłudze jacketu, radzeniu sobie z wodą, która wlewa się do maski? Nie twierdzę, że w mulistych odmętach polskich jezior jest to o wiele prostsze, ale przynajmniej nic – prócz zimna – nas nie rozprasza.

Babiszon
Czyta i pisze przez cały rok. Najczęściej dla własnej przyjemności. Choć z pisaniem różnie bywa, "czasami człowiek musi".
W zimie jeździ na nartach, w lecie nurkuje i zdobywa szczyty (bynajmniej nie lenistwa, choć też się zdarza), ostatnio zagląda górom "pod spódnice", bo została taternikiem jaskiniowym.
Czasem coś zorganizuje, a potem się zachowuje, jak dyktator, żeby plan wypalił. Innych dyktatorów nie lubi. Cóż.
Słomiany zapał do wszystkiego od zawsze.

2 Replies to “Damskie nurku-nurku”

  1. Prudencja Z. Niemiec says: Odpowiedz

    Po tym, jak w marcu zobaczyłam nurków w pełnym rynsztunku, zanurzających się w odmęty absolutnie niezachęcającej (ani swą przejrzystością, ani – tym bardziej – temperaturą) wody w jeziorze Garda, mój poziom podziwu dla Ciebie i Twojej pasji sięgnął niebotycznych rozmiarów. Pomijam fakt, że mnie by nikt nie zaciągnął dobrowolnie pod wodę, a już tym bardziej obietnicą oglądania jakichś rybek, koralowców i innych oślizgłości;) Niemniej z ciekawością będę śledzić Twoje nurko-wpisy, mając też nadzieję, że jeden z nich poświęcisz temu różowemu ustrojstwu, co to którego Ci już niby nikt nie zwędzi;) Bo w sumie chciałabym wiedzieć, gdzie (na co? do czego?) się to wkłada??

  2. Garda nieprzejrzysta? Chyba Cię kiedyś zabiorę nad Głębokie, wtedy zobaczysz, co to jest nieprzejrzysta woda. W Gardzi widoczność sięgała 20 m kiedy tam nurkowaliśmy, w Polsce to niemal niespotykane 😉

Dodaj komentarz