O zazdrości dla dzieci

Kolejny raz natrafiłam na książkę dla najmłodszych, która moim dzieciom się szalenie spodobała, a dla mnie jest trudna.

20160916_102943

Tytuł brzmi bardzo niewinnie i sympatycznie: „Lubię Leosia”.

20160916_102918

Leoś to ciemnoskóry chłopak, który przychodzi do piaskownicy z babcią.

20160916_103237

W tej piaskownicy bawi się również narrator – Marcel. I Marcel w Leosiu lubi wszystko.

20160916_103037

20160916_103010

Jest to więc książka o pozytywnych emocjach i o przyjaźni w wydaniu dwu-, trzylatka. Czyli momentami dość szorstkiej.

20160916_103048 20160916_103057

Nie ma jednak lukru. Prawdziwy dramat zaczyna się rozgrywać, gdy na scenę wkracza Ten Trzeci. A Leoś okazuje wyraźne zainteresowanie nowym kolegą.

20160916_103107 20160916_103111-kopia 20160916_103124-kopia

Marcel czuje frustrację i widać, jak gula zazdrości wypycha go coraz bardziej z kręgu zabawy.

Fabuła rozkręca się ze strony na stronę;)

20160916_103135-kopia

I kończy – jak dla mnie – szokująco.

20160916_103144 20160916_103152

Moje dzieciaki natomiast nie są ani zgorszone, ani specjalnie rozśmieszone. Podchodzą do finału z absolutnie stoickim zrozumieniem;)

20160916_103200 20160916_103205-kopia

I tylko ja miałam problem. No bo jak to takie nieeleganckie zakończenie? Przecież powinni się wszyscy na końcu polubić i razem z sympatycznym pieskiem zbudować w piaskownicy fortecę! Jak mam z dziećmi o takich sprawach rozmawiać?!

A jednak przecież w życiu nie wszystkie konflikty kończą się happy endem. W relacjach z ludźmi często nosimy w sobie mnóstwo emocji trudnych, niepopularnych, „niekochanych” – jak je nazywa ks. Grzywocz – takich jak: lęk, zazdrość, gniew. Zaprzeczanie temu czy próby ich stłumienia mogą się dla nas źle skończyć. A często taki właśnie mamy odruch. Ja mam taki odruch. Chciałabym, zwłaszcza dla moich dzieci, spłaszczyć świat do dwóch wymiarów, dopasować go do moich wizji i oczekiwań, a to nie jest dobre. Bo przecież wokół nas jest tyle różnorodności, którą trzeba nauczyć się akceptować.

Umiejętność nazwania negatywnych odczuć to pierwszy krok do zrozumienia siebie i wyruszenia w pełną zasadzek podróż spod znaku „zarządzania emocjami”. Myślę, że książka Piji Lindenbaum może w takiej przygodzie posłużyć za pewien kompas. Z pewnością pomoże przypomnieć sobie bądź zrozumieć, że każdy z nas ma prawo do złych emocji. Sztuką jest jednak nauczyć się nad nimi panować.

A zupełnie na koniec – w „Lubię Leosia” złapałam się też na tym, że rodzic kilkoma zdaniami może stworzyć problem tam, gdzie go nie ma. Otóż, gdy oglądaliśmy tę książeczkę po raz pierwszy, zaczęłam dzieciom (jąkając się i nieco kłopocząc), tłumaczyć, że „Leoś ma inny kolor skóry niż Marcel”, a potem palnęłam kilkuminutową pogadankę na temat rasizmu. Zadowolona ze swojej perory zerknęłam na dzieci i dopiero wtedy zauważyłam, że one w ogóle nie zakodowały, że jeden z bohaterów ma inny kolor skóry niż my! Dopiero ja im na to zwróciłam uwagę… No tak! – pomyślałam – Przecież w naszej piaskownicy bawią się z ciemnoskórą koleżanką. I to jest dla nich po prostu Zoja, a nie „murzynka Zoja”. Pogadanki i moralitety antyrasistowskie zostały więc natychmiastowo wycofane z mojego arsenału mów do potomstwa. Choć to pewno nie ostatnia moja pedagogiczna wpadka;) Na szczęście mądrych książek dla dzieci jest na rynku coraz więcej, to może mnie zmobilizują do myślenia bardziej perspektywicznego;)

 

Pija Lindenbaum, Lubię Leosia, Wydawnictwo Zakamarki.

 

 

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

One Reply to “O zazdrości dla dzieci”

  1. Nie przekonałaś mnie. Nie lubię książki o Leosiu.

Dodaj komentarz