Po co ludziom rekordy Guinnessa?

Pierwszy raz w życiu spędzaliśmy majówkę we Wrocławiu. Chociaż nie jesteśmy wielbicielami masowych imprez, to jednak, jako zadeklarowani miłośnicy gitarowych brzmień, wybraliśmy się 1 maja na rynek, by wraz z kilkoma tysiącami innych ludzi pobić rekord Guinnessa w jednoczesnym graniu utworu „Hey Joe” Jimiego Hendrixa. Stwierdziliśmy, że kolejna taka okazja może się nam już nie przytrafić.

Zgłoszenia – dla Borysa i Najlepszego z Mężów – wypełniliśmy już w domu i wczesnym popołudniem wpakowaliśmy dzieciaki i 2 gitary (a dokładnie: guitarlele) w wózek.

git2

Jak było?

Głośno. Tłumnie. Pozytywnie.

Wielobarwny tłum dzierżący w rękach różnego rodzaju gitary wzbudzał w nas:

  • uśmiech na twarzy (a zwłaszcza maluchy z prawdziwie dzikim entuzjazmem wyżywające się na swoich instrumentach),
  • pełne sentymentu wspomnienia (a zwłaszcza paradująca po szpilkostradzie młodzież we flanelowych koszulach i butach górskich, pogrywająca tu i ówdzie „Opadły mgły i miasto…”),
  • zadziwienie (a zwłaszcza ci co oprócz gitar taskali ze sobą własne nagłośnienie),
  • no i absolutny zachwyt (tzn. Al Di Meola na scenie…;).

Wśród tych kilku tysięcy ludzi byli i młodzi, i starzy, i Polacy, i Obcokrajowcy, i miłośnicy ciężkich brzmień, i amatorzy klasyki, i specjaliści fingerstyle’u, i adepci pierwszego stopnia znajomości muzyki (czyli ci, co wiedzą, że zaczęli i że skończyli grać). Wszystkich łączyło jedno – do swoich instrumentów podchodzili z niebywałą czułością. No dobra. Oprócz dzieci poniżej trzeciego roku życia, którym, jak wiadomo, w tym wieku najbardziej podoba się użycie gitary a la The Who.

73_lpcustomsmash

Księga Rekordów Guinessa ma ponad 150 rekordów związanych z gitarą, przy czym jeśli idzie o wrocławskie granie, to na jej oficjalnej stronie internetowej znajdziemy tylko informację o pobiciu rekordu z 2009 r. –  o tu. Przypuszczalnie w kolejnych latach nie wzywano już oficjalnego sędziego z Guinness World Records. Ale o oficjalne uznanie to chyba najmniej chodzi. Kiedy w 1951 roku sir Hugh Beaver, dyrektor generalny browaru Guinness, wpadł na pomysł, by bywalcom piwiarni zapewnić jakieś inspirujące czytadło do luźnych pogawędek przy sączeniu trunku, miał świadomość, że koniec końców chodzi o rozrywkę. I o to, by marka dobrze się kojarzyła.

Dobrze wymyślone bicie rekordu jest więc stosunkowo łatwym sposobem na promocję. Zawsze to okazja, by przy okazji zrobić imprezę towarzyszącą (muzyka, kiełbaski, balony) i zaprosić dziennikarzy. Wiedzą o tym politycy, a jeśli przy tym mają odrobinę wyczucia mas, to na samym biciu rekordu nie starają się świecić niczym Słońce, ale akcentują swą obecność podpieraniem filara przy scenie;) Co by nie powiedzieć o Prezydencie Dutkiewiczu, to podczas imprez rzadko kiedy przysłania sobą Artystów. I w sumie lubię u niego to, że wychodząc na scenę nie ględzi, tylko życzy wszystkim dobrej zabawy i po dwóch zdaniach się zmywa. A przeciętny Kowalski – ma okazję, by wziąć udział w beztroskim festynie. Tych nigdy za wiele.

 

 

 

 

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

Dodaj komentarz