Pomysł na przygodę w lesie

Niektórzy stwierdzą, że bieganie po lesie jest passe. W dodatku jeszcze z kompasem i mapą (zamiast GPS) i – jakby tego wszystkiego było mało – nocą, to hardcore nie z tej ziemi. A jednak taka przygoda w lesie to sposób na sprawdzenie się w ciężkich warunkach i lubi ją coraz więcej osób.

Nie myślcie jednak sobie, że jestem AŻ TAK szalona, żeby robić te wszystkie rzeczy 😉 Nazwa TROPICIEL coś Wam mówi? Jeśli nie, możecie uznać powyższy akapit za zwięzły opis tego, co dzieje się na tym rajdzie przygodowym. Nie wspomniałam tylko, że samo bieganie nocą po lesie z mapą i kompasem to nie wszystko – bo po drodze na śmiałków, którzy się odważą wystartować, czekają punkty kontrolne z rozmaitymi zadaniami. Jeden z lipcowych weekendów spędziłam wraz ze znajomymi „od jaskiń” organizując taki właśnie punkt.

O co chodzi w TROPICIELU?

Biorąc udział w rajdzie przygodowym trzeba się nastawić na ciężką noc. Taką spędzoną (prawie) w całości na nogach, co może być wyzwaniem dla wszystkich, którzy częściej siedzą niż stoją. Na to, że pogoda może nam spłatać figle. No i na to, że wybierając np. trasę o długości 20 km w rzeczywistości przejdziemy… 30? 40? Bo noc, bo ścieżki niewyraźne, bo ktoś coś źle na mapie zobaczył itp.

Celem rajdu jest wiadomo: przygoda w lesie, czyli przejście jednej z wybranych tras (20-, 40- lub 60-kilometrowej) i odwiedzenie punktów kontrolnych. Na mapie zaznaczony jest start/meta i punkty. Kolejność zaliczania punktów – dowolna lub narzucona (w zależności od trasy). Dodatkowo każda trasa ma limit czasowy, w którym należy się zmieścić, by rajd ukończyć (może być to np. 6 godz. dla trasy 20-kilometrowej).

Lipcowa edycja i my

Na Dolnym Śląsku TROPICIEL to marka sama w sobie, a my uznaliśmy, że możemy zrobić coś, co uatrakcyjni rajd, co sprawi, że przygoda w lesie nabierze trochę adrenaliny. Przy okazji chcieliśmy pokazać uczestnikom naszą działalność. Kto wie, może któryś z Tropicieli chciałby zostać grotołazem.

Przygotowanie punktu zajęło nam ok. 6 godz.  Faceci zajęli się wieszaniem lin na drzewach, a dziewczyny robieniem „bazy”. Mieliśmy przygotowane trzy główne zadania, żeby ludzie nie musieli stać w kolejkach, i dwa dodatkowe – na wypadek wielkich korków – ale chyba ktoś nam przez przypadek zwędził jedną, zatem została jedna dodatkowa. Ludzie przychodzili do nas falami przez całą noc: ok. 19-20, 22-23, 1-3 i 6-8.

Kto idzie na taki rajd?

Zapisać się może każdy – widzieliśmy i drobne dziewczyny, i „napakowanych” osiłków. Drużyny, które nasz punkt zaliczały jako pierwszy były roześmiane, pełne energii i pozwalały sobie na wielki luz. Im dalej w noc, tym przychodzili bardziej wycieńczeni, zmoknięci, głodni. Opatrywali pęcherze, coś jedli i pili, sprawdzali mapę. Część z radością brała udział w zadaniach, inni prosili, by dać im coś niewymagającego. A nasza maszyna losująca wybierała zadania zgodnie z tymi prośbami. Nie pamiętam, żeby odwiedziła nas drużyna stricte damska, ale mieszanych było dużo. Oprócz piechurów byli i rowerzyści.

Zwycięzcy

Może Was to zaskoczy, ale na Tropicielu nie ma wygranych i przegranych. Owszem, są rankingi, są statystyki, jest pomiar czasu. Ale nagrodę zdobyć może każdy – wystarczy, że wyruszy na szlak i znajdzie w tym lesie choćby jeden punkt – bo o nagrodach decyduje łut szczęścia, są losowane. Jest satysfakcja – z pokonywania słabości, osiągnięcia celu, przeżycia przygody. Edycja ta, jak się okazało, była wyjątkowo trudna. Zaledwie 16% drużyn ukończyło rajd (tzn. zaliczyło punkty + zmieściło się w limicie czasowym).

Darzę naprawdę wielkim podziwem wszystkich, którzy przyjechali do Krośnic. I mam nadzieję, że to był nasz pierwszy, ale nie ostatni raz na punkcie. Bo pomysłów mamy mnóstwo!

 

Babiszon
Czyta i pisze przez cały rok. Najczęściej dla własnej przyjemności. Choć z pisaniem różnie bywa, "czasami człowiek musi".
W zimie jeździ na nartach, w lecie nurkuje i zdobywa szczyty (bynajmniej nie lenistwa, choć też się zdarza), ostatnio zagląda górom "pod spódnice", bo została taternikiem jaskiniowym.
Czasem coś zorganizuje, a potem się zachowuje, jak dyktator, żeby plan wypalił. Innych dyktatorów nie lubi. Cóż.
Słomiany zapał do wszystkiego od zawsze.

2 Replies to “Pomysł na przygodę w lesie”

  1. Nie, no, doprawdy?! Ty byś nie wzięła udziału w takim rajdzie jako uczestnik??? Nie wierzę … 😉

    1. Nooo doobra na dwudziestkę bym poszła. Na inne jestem za stara 😉

Dodaj komentarz