Powrót do Zielonego Wzgórza

Jaka książka z dzieciństwa zapadła Wam najbardziej w pamięć? Ale taka przeczytana samodzielnie? Nie pamiętam, co było moją pierwszą lekturą, ale doskonale pamiętam, jak odkrywałam czar Zielonego Wzgórza. Ania była moją bohaterką przez ładnych kilka lat i wszystkie tomy książki. Chyba w IV klasie prawie się popłakałam, bo kazano nam napisać wypracowanie o Ani, a ja nie wiedziałam, którą część wybrać. Kochałam je wszystkie.

A potem tak samo polubiłam serial. Bo był taki sam jak książka, praktycznie słowo w słowo – bohaterowie ulubionej książki zaczęli mieć twarze nie tylko te, które podpowiedziała moja wyobraźnia, głosy, ruchy. Ach, jeszcze nie tak dawno (no dobra, trochę dawno, ale 5 lat w tą czy w tamtą nie ma znaczenia) obejrzałam sobie serial – bo akurat miałam nastrój.

Jakże się zdziwiłam obejrzanym gdzieś trailerem nowego serialu o „Ani z Zielonego Wzgórza”. Nie wiedziałam nawet, że ktoś jeszcze sięga po tę klasyczną opowieść. I że zechce ją opowiedzieć na nowo.
Nowy serial o Ani z Zielonego Wzgórza – ze zmienionym tytułem Anne with an e (pol. Ania nie Anna) – wyprodukował Netfliks. A tak się cudownie składa, że jestem jego szczęśliwą współposiadaczką. Jeśli dodam do tego fakt, że – jak to Netfliks ma w zwyczaju – od razu ukazał się cały sezon, to w zasadzie wieczory majowe nabrały innych barw 🙂

Serial Anne with an e jest inny niż starsza filmowa wersja. Ba, jest nawet inny niż książkowa inspiracja – bo w kategoriach inspiracji należy w tym przypadku traktować powieść L.M. Montgomery. I jest to wersja, która naprawdę przypadła mi do gustu. Dlaczego?

Przede wszystkim losy Ani są przedstawione bardziej… hmmm… naturalistycznie, ale nie wiem czy to odpowiednie słowo. Może lepiej byłoby powiedzieć „prawdopodobnie”? Bo jak mogła być w takim niedużej społeczności sierota w dodatku adoptowana  przez podstarzałe rodzeństwo? Jak to się stało, że Maryla i Mateusz zostali na Zielonym Wzgórzu i nie założyli własnych rodzin? Ponadto z kart książki wydawało mi się, że gospodarze Zielonego Wzgórza mieli sporo kasy – w serialu jest inaczej, żyją raczej oszczędnie, a nawet biednie. Oczywiście są wydarzenia kamienie-milowe, bez których ten serial zupełnie odbiegałby od oryginału. Gilbert dostaje tabliczką po głowie, Diana i Ania popijają nalewkę myśląc, że to sok malinowy, a później Ania ratuje młodszą siostrzyczkę Diany. Ale o wiele ciekawsze są wątki, których w książce w ogóle nie było. Jakie? Chyba jednak ich nie zdradzę, by nie psuć niespodzianki.

Bohaterowie Zielonego Wzgórza

Sama Ania ma oczywiście piegi i jest ruda 🙂 i choć nie jest pięknością – co powtarza na każdym kroku – jej charakter urzeka. Gada jak najęta, fantazjuje, buja w obłokach, a przy tym – w chwilach ciężkiej próby – potrafi wziąć na barki brzemię odpowiedzialności za nowy dom. Chciałam oglądać serial z angielskimi napisami, ale wymiękłam przy elokwencji głównej bohaterki i szybko włączyłam polskie literki.

Maryla jest niemal identyczna jak w starym serialu, za to Mateusz trochę (na ile dobrze pamiętam) odchodzi od poczciwego gospodarza mającego słabość do adoptowanej córki. Diana jest jakaś dziwna i ciągle mam wrażenie, że jakoś tak do końca nie jest przekonana do przyjaźni z Anią 😉 Dużo szczegółów pewnie wyleciało mi z pamięci. Czy w książce były jakieś mega różnice w statusie różnicy Cuthbertów i Barrych? Bo w nowym serialu są – i to spore.

Sielsko-anielsko

Faktem pozostaje, że Zielone Wzgórze to idealne miejsce, by spędzić tam dzieciństwo. Co z tego, że Maryla jest surowa, jeśli pod tą surowością kryje się naprawdę mądra i czuła kobieta. Co z tego, że brakuje bufiastych rękawów, skoro to jedyne marzenie rudowłosej sierotki, które w sumie łatwo spełnić (potrzeba tylko trochę pieniędzy). Mały pokój na poddaszu, dom na uboczu, przyjaciele w szkole i sporo czasu, by popuszczać wodze fantazji. Zazdraszczam!

Pierwszy sezon jest już w całości dostępny na platformie Netflix – z niecierpliwością czekam na kolejne!

 

Babiszon
Czyta i pisze przez cały rok. Najczęściej dla własnej przyjemności. Choć z pisaniem różnie bywa, "czasami człowiek musi".
W zimie jeździ na nartach, w lecie nurkuje i zdobywa szczyty (bynajmniej nie lenistwa, choć też się zdarza), ostatnio zagląda górom "pod spódnice", bo została taternikiem jaskiniowym.
Czasem coś zorganizuje, a potem się zachowuje, jak dyktator, żeby plan wypalił. Innych dyktatorów nie lubi. Cóż.
Słomiany zapał do wszystkiego od zawsze.

2 Replies to “Powrót do Zielonego Wzgórza”

  1. Nie wyjeżdżacie gdzieś w najbliższych tygodniach? Opiekunki do zwierzaków nie potrzebujesz. Bo wiesz… netflixa nie mamy, a ten serial to akurat z wielką chęcią obejrzę. Zwłaszcza po takiej zachęcie 🙂

  2. Oczywiście, że wyjeżdżamy 🙂 W okolicach Bożego Ciała koty będą sobie musiały poradzić same, chyba że postanowicie je jednak odwiedzić

Dodaj komentarz