RAJ DLA MOLI

Wczoraj organizatorzy pochwalili się, że warszawskie targi książki odwiedziło 72 tys. ludzi, w tym 2100 księgarzy i bibliotekarzy, 700 dziennikarzy, ponad 300 blogerów, 800 autorów i 860 wystawców. Ale nic nie napisali o tym, że byłam jedną z odwiedzających. Cóż za niedopatrzenie! Więc sama napiszę.

Ponieważ troszkę „robię w branży” i aspiruję do niej, zobaczenie ludzi, którzy się zajmują książkami, było dla mnie mocno krzepiące i inspirujące zarazem. Skoro oni tam są, dla mnie też jest miejsce. Poza tym możliwość przebywania wśród takiego mnóstwa książek w jednym miejscu, dotknięcia, sprawdzenia projektu okładki, formatu, papieru, składu itp. to jest jednak wielka sprawa (choć bardzo się na tym nie znam, bez przesady) i magia – chłonę książkę wszystkimi zmysłami, więc im lepiej zrobiona, im bardziej widać, że ktoś się postarał, pomyślał, narobił, a nie tylko wypuścił kolejny produkt książkopodobny, tym przyjemność z obcowania większa.

Śmiać mi się chciało półgębkiem z tego, że wciąż podnosi się larum, że Polacy nie czytają, a tu proszę – ludzi mrowie a mrowie, towaru w bród, więc chyba nie jest aż tak źle.  Poza tym ja akurat lubię się snobować na „elytarność” (hłehłe), więc mnie badania poziomu czytelnictwa o spazmy nie przyprawiają. Biorę na klatę to, że jestem w mniejszości.

No dobra, teraz trochę ale (tęskniliście, nie?). Książki są drogie. Wiele po 30-procentowym upuście od wydawnictw kosztowało ok. 35 zł, a  według mnie (a przynajmniej mojego portfela) to powinna być ich cena wyjściowa (żeby było śmieszniej, „księgarnia” na E miała 25-procentowe obniżki oraz dużo książek, które u wydawcy naprzeciwko można było kupić o te 5% taniej) . Przeceny i wyprzedaże po 10 zł w zdecydowanej większości dotyczyły pozycji, których nikt nie chciał palcem dotknąć.  Osobiście rozbroił mnie parter dla bukinistów (oraz sprzedawców gadżetów dla dzieci) – absolutnie nic do nich nie mam, możliwość buszowania wśród towaru i poławiania skarbów jest ekscytująca, ale na targach książki jednak wolałabym nowości, krótkie serie przedsprzedażowe, przedpremiery, perełki wydawnicze, a nie antykwariat. Poza tym dałam się nabrać marketingowi (te liczby z początku!), spodziewałam się imprezy, która mnie przytłoczy, powali, której nie ogarnę, spodziewałam się czegoś niecodziennego, odkryć, zachwytów i fajerwerków. A było… jak w wielkiej księgarni. Czyli super, ale…

I na koniec miejsce. Słyszałam, że w PeKiNie było ciasno, więc rozumiem zmianę adresu. Niestety, należę do osób, na których stadion nie robi wrażenia. Jego architektura mnie nie powaliła, nie czuję dumy narodowej, że w ogóle istnieje, poza tym książki na tle krzesełek oraz murawy pokrytej piaskiem po zawodach żużlowych nie przedstawiają się szczególnie korzystnie. Właściwie trochę współczułam wystawcom, bo jak zawiało, to było dość zimnawo. Hm, w szczegółach przecież diabeł gości, a Polak gardzi szczegółami – jak śpiewał poeta.

 

 

fro
hasło przewodnie: rudy to nie kolor, rudy to charakter;
uwielbia: czytać, pisać, śpiewać, tańczyć i łazić po górach - jak to nastolatka ;)
chciałaby: umieć rysować i grać na gitarze;
ludzie: są dla niej niewyczerpanym źródłem inspiracji

2 Replies to “RAJ DLA MOLI”

  1. Miałam podobne wrażenie, kiedy pierwszy raz pojechałam na Targi Książki w Krakowie. Jeden Wielki Jarmark z Książkami.
    I tyle tego wszystkiego, że ciężko było się rozeznać, porównać, w końcu kupić.
    W sumie – nie wiem dla kogo jest ta impreza, chyba rzeczywiście dla detalistów, którzy chcą się poczuć jak w wielkim sklepie na E.
    Ceniłam sobie jednak targi, ponieważ dawały możliwość spotkania face-to-face osób, które znałam głównie przez maile i telefon 🙂

  2. Prudencja Z. Niemiec says: Odpowiedz

    Gdyby Pru miała skłonności sarkastyczne, to by powiedziała, że targi książki na stadionie dobrze odzwierciedlają polityczne priorytety naszych decydentów: w sport, który i tak nie przynosi efektów, inwestujmy choćby na wyrost, a inteligencja przecież i tak bez większych protestów zapłaci myto, jeśli będzie takie prawo. No, ale na szczęście Pru sarkastyczna z natury nie jest, więc odepchnie te wstrętne myśli od siebie…;)

Dodaj komentarz