Refleksyjnie, wrrrr!

Nie kumam, nie będę kumać i nawet nie mam zamiaru się do tego przymierzać.

Zgodnie z tradycją i wewnętrzną potrzebą idę na duży cmentarz, który z mojej dzielnicy najłatwiej osiągnąć przez park. Park ten także jest byłym cmentarzem byłych mieszkańców miasta W (wtedy B), o czym przypominają jeszcze gdzieniegdzie poukrywane w krzakach płyty nagrobne. Oraz np. całkiem nieukryty cmentarz żołnierzy włoskich z I wojny.

Idę sobie, idę, podzwaniam zniczami, już niemal jestem przy pomniku owych byłych mieszczan, pierwszorzędny nastrój pierwszolistopadowy i nagle… cóż widzę? Między ludźmi przemyka koleś w rażąco pomarańczowych trampkach i takiejż czapeczce. Z lewej parka w niebieskich sportowych outfitach robi przebieżkę między bluszczem. Wokół cmentarza włoskiego krąży kilka osób płci obojga w obowiązkowych odblaskach. A już całkowicie mnie zamurowało, gdy jeden ze „sportowców”, zupełnie niezrażony, ze słuchawkami w uszach, wbiegł sobie lekko i bez zupełnej żenady na górkę, która – przypomnę niezorientowanym – jest regularnym cmentarzem wojskowym, między modlących się i palących znicze ludzi.

O co q… chodzi?!

[Ostatni raz tak mnie ruszyło jakieś 10 lat temu w Wigilię. Szłam w stronę centrum mojego rodzinnego miasta z całkiem pokaźną grupą ludzi. Nawet dziwiłam się tej nagłej religijności młodego pokolenia, ale szybko mi przeszło, bo ja poszłam na pasterkę, a oni na imprezę].

Wiem, że zmarli nigdy nie wygrają z żywymi. Wiem też, że park miejski jest miejscem publicznym. Oraz wiem, że to jest podobno bardzo radosne święto. Z tym akurat się nie zgadzam, dla mnie to jest święto pogodne, ale refleksyjne. Zresztą na innym cmentarzu widziałam skuloną dziewczynę przy grobie dwulatka i akurat „radość” była tu ostatnim określeniem.

Ale tu nie chodzi o teologię, psychologię, światopogląd itp., tu chodzi o zwykłą kulturę osobistą. Zakłada ona w największym skrócie – też przypomnę – m.in. umiejętność pokojowego współżycia między ludźmi.

Park jest rozległy. Istnieją też w mieście inne miejsca dla miłośników przedpołudniowego joggingu, nawet w bezpośredniej okolicy nekropolii. Naprawdę trzeba biegać po cmentarzach?! Naprawdę trzeba biegać 1 listopada między ludźmi ze zniczami?! Naprawdę, nawet jeśli w głębokim poważaniu ma się święto, świętujących i świętowanych, trzeba im to jasno i wyraźnie dać do zrozumienia, bo to poprawia wydolność i daje głęboką oraz długotrwałą satysfakcję?!

Zniesmaczacie mnie państwo.

 

Foto: evolverphoto via Foter.com / CC BY-NC-ND

fro
hasło przewodnie: rudy to nie kolor, rudy to charakter;
uwielbia: czytać, pisać, śpiewać, tańczyć i łazić po górach - jak to nastolatka ;)
chciałaby: umieć rysować i grać na gitarze;
ludzie: są dla niej niewyczerpanym źródłem inspiracji

One Reply to “Refleksyjnie, wrrrr!”

  1. Dodajmy, że w tym parku jest i ścieżka biegowa, omijająca dzielnie nekropolie (przynajmniej te ogrodzone) i wiele innych kilometrów do pobiegania. Albo sobie taki biegacz myśli, że ma gdzieś Wszystkich Świętych – codziennie tamtędy biega i nie zamierza rezygnować, albo manifestuje tym swoją… eee… no niechęć do tego święta. W jednym i drugim przypadku – żałocha. Trochę szacunku jeszcze nikomu z głowy korony nie strąciło i nie rozwiązało sznurówek.

Dodaj komentarz