Rikuś

Rikusia wypatrzył Borys. Trudno powiedzieć, co zwróciło jego uwagę, ale faktem jest, że spośród tryliarda książek, do których ma dostęp w naszej osiedlowej bibliotece, do wózka włożył tylko tę jedną i żadnej innej już nie chciał. Jak na Czytającą z Dziećmi Matkę przystało, na jego wybór spojrzałam nieco niechętnie i z typową dla dorosłych wyższością, bo książka jest dużego formatu (czyt. nieporęczna dla małych rączek) i z normalnymi (czyt. niekartonowymi) stronami. Więc WIADOMO;)… Ale powstrzymałam się od komentarzy i przewracania oczami;) Skoro wybrał, to wybrał.

Dzieci wiedzą co dobre

Książka zachwyciła całą naszą rodzinkę. Belgijski ilustrator – Guido van Genechten – stworzył przesympatyczną historię, która uczy akceptacji siebie i pozytywnego podejścia do życia. Rikuś jest króliczkiem, który ma oklapnięte uszko.

To odróżnia go od innych króliczków, które – bywa i tak – tę odmienność pokazują sobie palcami.

 

Rikuś chciałby być taki, jak inne króliczki. Ma nawet mniej lub bardziej karkołomne pomysły, jak to zrobić.

Niestety wszystkie jego wysiłki zamiast sterczących uszu przynoszą tylko śmiech otoczenia.

Na szczęście Rikuś trafia do mądrego lekarza, który poświęca mu uwagę, traktuje poważnie i udowadnia, że z jego uchem jest wszystko w porządku.

Dzięki temu Rikuś wyzbywa się kompleksów i w sprytny sposób o swojej wyjątkowości przekonuje tych, którzy do tej pory traktowali go jak pożytecznego idiotę.

Historia napisana jest prostym językiem, a jej wielkim atutem są przypominające niewprawne akwarele ilustracje. Szalenie podoba mi się w niej to, że uczy małego (i dużego!) czytelnika szacunku do siebie samego i do innych. I pokazuje, że czasem trzeba wielu prób, zanim dojdzie się do celu. Ale grunt to próbować:)

Gdy pojawia się kobieta

Wydawnictwo Adamada wydało w tej serii jeszcze dwie książki: „Rikusia i Anusię” oraz „Rikuś rycerzem”. Ostatniej pozycji niestety jeszcze nie znamy, a „Anusią” się nieco rozczarowaliśmy.

Nie mam wątpliwości, że Borys może przeżywać swoje pierwsze zakochania już teraz, ale czytanie o „motylkach w brzuszku” i „byciu szczęśliwym” na czyjś widok, najwyraźniej póki co go przerosło. Nie potrafił się zaciekawić, a wysiłki Rikusia, by przypodobać się Anusi – nie bardzo go bawiły.

Mnie również historia wydała się nieco zbyt upudrowana i naciągana – ale być może to tylko kwestia braku doświadczenia. Wszak wychowawczynie Borysa z przedszkola donoszą mi regularnie, z kim nasz Pierworodny chce chadzać na spacerki za rączkę (z Justynką), a z kim nie (z Kubą). W „Rikusiu i Anusi” nasz mały bohater bardzo się stara, żeby urocza Ania zwróciła na niego uwagę. A to założy spodnie taty, a to okulary dziadka – żeby wyglądać mądrze i dorośle;)

Niestety jego wysiłki znowu wzbudzają więcej wesołości niż podziwu. Koniec końców sięga więc po arsenał sprawdzony przez pokolenia mężczyzn. Przynosi swojej wybrance naszyjnik. Z marchewek.

I to skutkuje;)

Jak w życiu…

No cóż. Nie wszystkie tomy sagi „Pieśń lodu i ognia” są równie porywające. Na „Anusię” przyjdzie pewnie czas, choć nie mam wątpliwości, że dziecko może zidentyfikować się z emocjami podniecenia, oczekiwania na kogoś, tęsknoty, obawy przed odrzuceniem i sympatii. Być może po prostu do Borysa nie przemówił sposób narracji akurat w tej historii. Nie zmienia to faktu, że króliczek z oklapniętym uszkiem często pojawia się jako jego wyimaginowany towarzysz zabaw. Zazwyczaj … gotują razem marchewki:)

 

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

1 komentarz

  1. A czy te marchewki ugotowane z Rikusiem potem trafiają do borysowego brzuszka? 😉

Dodaj komentarz