Słowa mają znaczenie

Zanim urodziła się Nadia, staraliśmy się Borysa do tego w jakikolwiek sposób przygotować. Między innymi wyszukiwaliśmy książki, które tak dramatyczne zdarzenie losowe jak narodziny siostry pomogłyby Pierworodnemu oswoić. Tym sposobem trafiła do nas książka Stephanie Blake „Głupi dzidziuś”. Była najczęściej polecaną pozycją przez rodziców więcej niż jednego dziecka, więc stwierdziłam, że widocznie coś w niej musi być.

Udałam się zatem do księgarni w celu zakupienia wskazanej literatury. Na miejscu dzieło przeczytałam i choć miałam pewne wątpliwości, to nabyłam. Wątpliwości brały się głównie z tego, że chociaż opowiadana historyjka dobrze się kończy i nawet mnie wzruszyła, to w warstwie tekstu i ilustracji jest w przeważającej części dość ponura i negatywna. No, ale co to za problem zamienić słowa „głupi” na „mały”, skoro roczne dziecko przecież i tak samo tej książeczki sobie nie przeczyta?

20150923_184445

Niedawno Najlepszy z Mężów zwrócił mi uwagę, że Borys ewidentnie za „Głupim dzidziusiem” nie przepada. I rzeczywiście – nawet gdy, czytając ją, odstawiam teatrzyk i prezentuję szereg głupich min i dziwnych odgłosów paszczowych, co zazwyczaj uwielbia, to sam z siebie do „Głupiego dzidziusia” nie chce wracać. Nie bierze jej sam z półki (jak w przypadku „Robimisiów”). Nie wali nas nią z samego rana w oko (jak „Zielonym pociągiem” Natalii Usenko). Nie krzyczy od progu po przyjściu ze spaceru „maaaaaakokokokoko” (co w wolnym tłumaczeniu oznacza „Miasteczko Mamoko”, mamusiu. Natychmiast). Nie recytuje jej fragmentów (jak w przypadku „Co wypanda, a co nie wypanda). Można powiedzieć, że omija tę książkę szerokim łukiem.

Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje. Być może dlatego, że dość nadąsany i przeżywający negatywne emocje bohater w Borysie po prostu nie wzbudza sympatii. Być może to kwestia zbyt trudnej do pojęcia historyjki, z którą nie potrafi się zidentyfikować (bo na nasze szczęście do Nadii pała szczerą czułością). Być może to kwestia formy. Ilustracje, a przecież te najbardziej interesują aktualnie Pierworodnego, są bardzo komiksowe, utrzymane w wyrazistej, ale w przeważającej części – w ciemnej kolorystyce. Momentami ponurej. Miny niesfornego Henia są w większości zagniewane, nadąsane albo przestraszone. A być może po prostu nie trafiliśmy w gust syneczka, który nie będzie wielbicielem sztuki spod znaku Andy’ego Warholla, tylko raczej „Misia Uszatka”.

20150923_184359 20150923_184500

Szczerze mówiąc​, trudno stwierdzić, jaki czynnik ma największy wpływ na odbiór literatury u dziecka. W przypadku „​G​łupiego dzidziusia” ​przypuszczamy, że Borys jest po prostu za mały na taką książeczkę​. U​ starszych dzieci, które potrafią już zidentyfikować więcej negatywnych uczuć, niesforny Henio ​być może rzeczywiście jest jakimś sposobem na skanalizowanie frustracji. ​Ale mimo wszystko, mo​że jednak warto zastanowi​ć si​ę, w jaki spos​ób na dziecko ​mogą działać same s​łowa. Dlaczego staramy si​ę przy dz​iecku nie przeklina​ć? Czy nie dlatego, ​żeby wulgarno​ść mu nie​świadomie nie wesz​ł​a w ​nawyk? ​A skoro nawykiem​ jest np. mycie zębów​, to czy nie jest tak,​ ​że pewne sformu​łowania mogą dziecku wej​ść w g​łow​ę zupe​łnie bezwiednie​ i stać się odruchowym sposobem patrzenia na świat? ​Słowa mają tw​órcz​ą moc, ​mog​ą nas uskrzydla​ć i wci​ska​ć w d​ół.​ Jestem o tym przekonana. ​Dlatego wszelkie zwroty a la „głupi dzidziuś” od p​ocz​ątk​u zmieniamy na „mały dzidziuś”:) ​I tylko co jakiś czas się w głowę walę i pytam: „Dlaczego dałam się skusić”?

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

2 Replies to “Słowa mają znaczenie”

  1. I tak się kończy bycie modną mamuśką 😉
    Trzeba było jednak posłuchać intuicji i nie kupować, mimo poleceń innych nowoczesnych i będących na topie mam.

  2. Zadziwiające i nieodgadnione są gusta Milusińskich. W życiu bym nie uwierzyła, że coś może zainteresować Malucha lub wprawić go w zachwyt, gdybym na własne oczy tego nie widziała. I odwrotnie, nieraz wydaje mi się, że TO COŚ będzie dla dzieciaka interesujące i zabawne, a on nawet na to nie zwróci uwagi.

Dodaj komentarz