Sztuka malowania. Twarzy

W ubiegłym tygodniu zrealizowałam wreszcie voucher, jaki podarował mi Najlepszy z Mężów pod choinkę. Spędziłam kilka godzin u profesjonalnej wizażystki, która – biedaczka – próbowała nie popaść w depresję po oględzinach mojej kosmetyczki ze „sprzętem do malowania” i nauczyć mnie, co i jak powinnam podkreślać, żeby wyglądać jeszcze piękniej niż do tej pory. Chociaż przed lustrem spędzam na co dzień maksymalnie 6 minut, to miałam takie właśnie ciche marzenie, żeby jakiś fachowiec podpowiedział mi kilka trików, po których kreska nad górną powieką w moim wykonaniu nie będzie wyglądała, jakby Dziecię nr 1 dopadło uśpioną matkę i potraktowało ją grubym markerem. No i się doigrałam;)

Pani Wizażystka podeszła do sprawy bardzo profesjonalnie i rzeczywiście postanowiła mnie nauczyć tego i owego w praktyce. Kurs wyglądał zatem w ten sposób, że najpierw ona mi tłumaczyła i pokazywała na jednej połowie mojej zacnej twarzy, co i jak mam nakładać, a potem drugą połowę twarzy musiałam pomalować sama. Uczyła mnie przy tym robienia sobie dwóch makijaży – dziennego i wieczorowego, a oprócz tego doradzała, jakie kosmetyki i kolory powinnam stosować przy swoim typie urody. Spojrzała na mnie ze zgrozą, gdy na początku zademonstrowałam jej, w jaki sposób maluję się na co dzień (czyli: 4 kropki kremu, 4 kropki podkładu, rozsmarowujemy na twarzy, potem kredka na brwi i machnięcie tuszem rzęs, i voila!). Krok po kroczku, jak dziecku w przedszkolu tłumaczyła, że w dzień powszedni powinnam przy swojej cerze używać: kremu nawilżającego, transparentnego pudru, osobnej bazy pod i na oczy, podkładu (nakładanego gąbeczką miejsce w miejsce – broń Boże – nie palcami), korektora, pudru (wiedziałyście, że puder i podkład to dwie różne rzeczy?;)), bronzera, różu i rozświetlacza, o cieniach i tuszach do makijażu oka nie wspominam. A! I wszystko nakładane osobnymi pędzelkami lub gąbeczkami.

W każdym razie zrobienie makijażu „na dzień” zajęło nam ok. 2 h 15 minut. A najlepsze było to, że wyglądałam oszałamiająco pięknie, ale w ogóle nie było widać, że jestem POMALOWANA;) Pani Wizażystka była zachwycona moją twarzą (wiecie, jakie to cudowne uczucie słuchać, jakie to się ma idealne oczy do malowania, rewelacyjny wykrój ust, czy subtelną żuchwę? Nawet, jeśli wiesz, że to tylko marketingowe triki;)) Nawet Najlepszy z Mężów nie wpadłby na 50% z komplementów, którymi Pani raczyła mnie uraczyć. Nadmienię tylko, że gdy zobaczył mnie już po kursie, akurat w makijażu wieczorowym, uśmiechnął się jak kot do whiskasa i czule stwierdził: „Pięknie. Ale to to, to nie-e. Kategorycznie nie” – wskazując palcem na moje uśmiechnięte usta pomalowane „wściekłą fuksją”, która, zdaniem Pani Wizażystki, „absolutnie fenomenalnie eksponuje zieleń twoich oczu”.

W każdym razie, koniec końców, ośmieliłam się Pani Wizażystce wyznać, że nie wyobrażam sobie, by przy dwójce dzieci udało mi się wykorzystać choć w połowie jej wskazówki. Na co ona rezolutnie stwierdziła, że to jest tylko kwestia wprawy i do porodu mogę ćwiczyć;) No więc mam ambicje, żeby chociaż tę kreskę na oku wyćwiczyć. Co najlepsze – kilka dni później moja „trenerka” przysłała mi również kilka „ściąg”, co i jak powinnam malować przy swojej cerze i o jakie kosmetyki do makijażu „absolutnie powinnam wzbogacić swoją kosmetyczkę”. Przy czym nie, że napisała: „baza pod cienie”… Nie, nie – dostałam konkretne nazwy, typy, numery kolorystyczne, nawet różne warianty cenowe – tego, co ona by dla mnie polecała. Gdybym więc tak chciała skompletować taki zestaw dla siebie, to przez najbliższe kilka lat w urodziny, imieniny, gwiazdki, zajączki i inne jubileusze nie miałabym żadnego problemu ze wskazywaniem, co by mi się przydało;)

W każdym razie spędziłam bardzo relaksujący i radosny wieczór. Wracając do domu, nuciłam sobie pod nosem: „jestem kobietą” i czułam się naprawdę wypoczęta. Gdybyście i Wy miały takie pragnienie, by choć na chwilę przenieść się do świata glamour – to polecam;)

PS

Pani Wizażystka poleciła mi dwa sklepy z kosmetykami do makijażu w sieci, może i Wam się przydadzą:

http://www.ladymakeup.pl

http://cocolita.pl

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

One Reply to “Sztuka malowania. Twarzy”

  1. Ooo ja mam cały kuferek kosmetyków kolorowych, które już pewnie nadają się li tylko do śmieci z racji przeterminowania od nieużywania 🙂
    Ale na kurs wizażu polazłam rok temu i też mi się bardzo na nim podobało 🙂 choć z kosmetyków polecanych nabyłam tylko puder mineralny, używany – przy dobrych wiatrach – jakoś raz na miesiąc.

Dodaj komentarz