Ulotki wyborcze pod lupą

Wybory to taki szczególny czas, kiedy to człowiek dostaje mnóstwo – najczęściej niechcianej – korespondencji. Zazwyczaj korespondencja ta ląduje w kartoniku, który stoi przy skrzynkach pocztowych, dzięki czemu pani sprzątaczka ma trochę mniej pracy.

Ale ostatnio coś babiszona (pasjonata edytorstwa, kaligrafii i nie do końca dorobionego filologa polskiego) tknęło i grzecznie pozbierał przedwyborcze ulotki, by studiować je w zaciszu własnego domu, z kotem na kolanach i kubkiem gorącej herbaty w ręku. A co! Na razie zbiór mój liczy 5 sztuk – obawiam się, że powiększy się w najbliższych dniach, ale jestem na to gotowa!

Cóż można rzec o tych świstkach papieru:

Ulotki te są brzydkie jak noc listopadowa. Byle jak napisane, byle jak poskładane (w znaczeniu układania tekstów i obrazów).

Wszystkie drukowane na błyszczącej kredzie, która oczywiście znakomicie nadaje się do reprodukcji zdjęć. I to sobie kandydaci bardzo wzięli do serca. Na ulotce A4 (złożonej na pół) jednej z kandydatek naliczyłam 18 (!) zdjęć – nieco bez ładu i składu, większości brakuje podpisów, więc nie wiemy, na co patrzymy. Oprócz Pani Kandydatki, ta jest doskonale widoczna na każdym zdjęciu. Może o to chodziło?

Króluje format A4 – składany, jako rzekłam na pół – powstaje wtedy coś na kształt książeczki o kandydacie. Ale zdarzyła się jedna składana, jak list na 3. Albo nie jak list, jak pismo urzędowe lub faktura – bo te się zazwyczaj składa do podłużnych kopert. No i jest jeszcze nieśmiertelny format 1/3 A4 –przynajmniej ekonomiczny, bo z jednej kartki papieru powstają aż trzy ulotki (nie drwię!).

W niemal wszystkich ulotkach jest font bezszeryfowy = nieczytelny przy małej interlinii (czyli odstępie między wierszami), a żeby upchnąć dużo tekstu (zamiast po prostu wywalić trochę niepotrzebnych zdjęć) zmniejszyli interlinię. No i wyszło mało czytelne coś.

Do tego dodajmy żonglowanie wielkością fontów (ale nie są to znaczna różnice, takie najbardziej wkurzające: o punkt lub dwa) i wychodzi dramat – ani to ładne, ani czytelne, a wyborca się zastanawia, czy mu ze zmęczenia oczy nie zezują. I jeszcze nieśmiertelne justowanie obustronne i unikanie przeniesień wyrazów – efekt: ziejące przestrzenie między wyrazami, które wyglądają, jakby kot stanął na klawiaturze i postanowił poskakać na spacji.

Do tego nierówne odstępy między akapitami, dywizy (-) zamiast półpauz (–), ale o dziwo spójniki nie wiszą na końcu wierszy – za to spory plus.

 

Sztaby niestety się nie popisały znajomością polszczyzny. Nie chodzi mi o wzorową, ale choćby poprawną.

Jestem Żoną i Mamą dwójki dorosłych dzieci

Czekajcie, czekajcie – wyszła za mąż za swoje dzieci? Była taka jedna – Jokasta miała na imię 🙂

 

Ostatni polski medalista olimpijski w boksie z Barcelony.

To polski czy z Barcelony? Choć właściwie na pewno jacyś Polacy w Barcelonie mieszkają, tylko czy na pewno startują w wyborach do Sejmu RP?

 

Prowadząc doradztwo prawne (…) poznałem praktyczne problemy trapiące zarówno zwykłych obywateli w sytuacjach codziennych, jak i przedsiębiorców w związku z prowadzeniem działalności gospodarczej.

Aż chciałoby się dodać, że to prowadzenie działalności, to dla przedsiębiorców sytuacja niecodzienna.

 

Zwrot grzecznościowy Szanowni Wrocławianie jakoś zdzierżę, choć widziałabym tam jakiś ! na końcu. Ale już tekst

Ygrekowski to najlepszy wybór dla Wrocławian

świadczy o nieznajomości zasad ortografii. A jak ktoś do mnie pisze list z błędami, to mam ochotę taki list wyrzucić.

 

Ale najlepszy kwiatek zostawiam na kolejny wpis. Będzie dłuuuuugi cytat 😀

Babiszon
Czyta i pisze przez cały rok. Najczęściej dla własnej przyjemności. Choć z pisaniem różnie bywa, "czasami człowiek musi".
W zimie jeździ na nartach, w lecie nurkuje i zdobywa szczyty (bynajmniej nie lenistwa, choć też się zdarza), ostatnio zagląda górom "pod spódnice", bo została taternikiem jaskiniowym.
Czasem coś zorganizuje, a potem się zachowuje, jak dyktator, żeby plan wypalił. Innych dyktatorów nie lubi. Cóż.
Słomiany zapał do wszystkiego od zawsze.

4 Replies to “Ulotki wyborcze pod lupą”

  1. Z niecierpliwością czekam na ,,kwiatek”. I jeszcze jedno. Ciekawe, czy jakby ten tekst dać zainteresowanym i ich sztabom wyborczym, to wiedzieliby, o czym autorka pisze i czego się czepia?

    1. Pewnie „nie zrozumią”, bo użyłam wielu trudnych wyrazów. Obiecuję się poprawić, a posty będą wówczas miały z 10 000 znaków (czyli 5 stron A4 lekko licząc).
      😀

  2. to ja też, to ja też coś powiem!
    nie znam się tak na papierach, bezszeryfach i formatach jak babiszon, ale na pisaniu i czytaniu trochę
    dziś wyciągnęłam kilka ulotek, które zalegały w mojej skrzynce, a każda szarpnęła mi trzewia
    niestety (dla tego wpisu) wyrzuciłam je po drodze, ale refleksja ze mną została 😉
    one są brzydkie nie tylko graficznie, one są brzydkie umysłowo! jeden pan zrobił sobie zdjęcia na tle pociągu, koparki na autostradzie, serowca, pergoli, ratusza itp., żeby nas przekonać, że wszystko posiadamy dzięki jego osobistej, w dodatku ciężkiej, żmudnej pracy
    poza tym ma jeszcze fotkę z żoną w ciąży i małym synkiem – mamy się bowiem zachwycić tym, że znajduje czas, by być mężem i ojcem
    a żona w ulotce mówi: – cieszę się, że właśnie z nim założyłam rodzinę
    też cieszę się państwa szczęściem, ale czy tylko ja czuję się zażenowana tą treścią?

    była i druga ulotka kandydata, który wg mnie po swoich wyczynach na pewnym lotnisku nie powinien startować w żadnych wyborach, a nawet plebiscytach
    tymczasem na ulotce popiera go dawny szef grajdoła, zapewniając, że zna go z najlepszej strony z lat 80.
    hmmm, to było ponad 30 lat temu… ludzie się zmieniają, co niestety czasami widać i słychać
    ale to jest transakcja wiązana, bo żona byłego szefa też kandyduje i tak się na tym jednym świstku wszyscy wzajemnie po plecach klepią
    na marginesie: żona na plakacie ma bardzo ładne zdjęcie, niestety, że to fotoszop widać choćby na omawianej ulotce, gdyż tam jest ujęta w nieco innych okolicznościach przyrody i już tak gładko nie wygląda
    na żywo żony nie widziałam, wyglądu nie krytykuję, tylko robienie z ludzi idiotów mi się nie podoba – co to za sprowadzanie wyborów do konkursu na najlepszego grafika?
    acha, kandydat popierany przez byłego szefa grajdoła napisał sobie, że wszystkiego nauczył się od dziadka – antygermanizm i nadużywanie trunków też mu weszły przypadkiem? wstyd staruszkowi taką gębę przyprawiać, zwłaszcza że już się obronić nie może

    był jeszcze jeden list, z gwarancją schetyny – od razu przypomniał mi się klej z gwarancją poxipolu oraz gwarancja najniższej ceny, czyli tania reklama nienajwyższych lotów
    jeśli miało być śmiesznie, to wyszło, tylko to jest chichocik z zażenowania
    poza tym taka gwarancja dla niektórych jest jak betonowe koło ratunkowe, bo lokalnie o ministrze mówi się, że tu dzieli, rządzi, kłóci się, dąży, za sznurki pociąga itp.
    dla mnie to raczej wskazówka, żeby ludzi, którym on daje glejt, omijać z daleka
    milczeniem pominę, jak obaj panowie na liście są wyfotoszopowani i umalowani, bo tego się opisać nie da, ogólnie muzeum figur woskowych i to lekko przechodzonych

    na koniec jeszcze przyznam się, że partia ekonomisty mnie nie przekonuje, bo nie mogę znieść kropki na początku zdania i wielkiej litery tuż po niej
    dla mnie to wygląda jak błąd (a właśnie jestem w trakcie wysyłki 😉 ), więc obawiam się, że oddanie głosu też byłoby błędem
    i niech mi nikt nie mówi, że robimy w niszy, a lud na to, o czym tu się rozpisałam (i co wypunktowała babiszon), nie zwraca uwagi
    my to widzimy
    strzeżcie się 😉

    1. Gwarancja Schetyny śmierdzi mi przede wszystkim wykorzystaniem niekoniecznie uprawnionym (ale mogę się mylić!) słynnego uniesionego kciuka. Z tą tylko różnicą, że rękę widać od łokcia, a garnitur jest czarny 😉
      Fro, miałabyś podobny zbiór ulotek do mojego, nie wyrzucaj. To są długie godziny dysput!
      Dzisiaj przyniosłam kolejne, obawiam się, że post ten doczeka się wersji drugiej i trzeciej (a potem będzie cisza wyborcza i się skończy dostawa ulotek i… posty).

Dodaj komentarz