Co czyta Babiszon – czyli gorsze i lepsze książki

  Książki czytane w roku 2017

Artemis – Andy Weir – czytaliście Marsjanina? To koniecznie przeczytajcie Artemis! Na pierwszej stronie małe zdziwienie, bo pierwszoosobym narratorem jest dziewczyna – Jazz, artemisjanka (mieszkanka jedynego miasta na Księżycu, ziemskim satelicie, tym w kosmosie). Ma 23 lata, teoretycznie ma także obywatelstwo saudyjskie, ale już od tylu lat mieszka na Księżycu, że Ziemia i kraje na niej nie budzą w Jazz żadnej nostalgii. W Kenii (która jest potentatem jeśli chodzi o turystyczne podróże na Księżyc) ma od wielu lat korespondencyjnego przyjaciela, z którym robi biznesy. Historia opowiadana przez Jazz rozgrywa się w kilka dni, wplecione są w jej narracje prawa fizyki i reakcje chemiczne – ale spoko, podane tak, że brzmią fascynująco. Aczkolwiek na wiarę wzięłam ich poprawność. Książkę dosłownie można połknąć w wieczór lub dwa. Jeśli nie czytaliście Marsjanina, to po Artemis i tak będziecie chcieli go przeczytać (książka jest jeszcze lepsza niż film!). [koniec]

Obca – Diana Gabaldon – gdybym najpierw sięgnęła po pierwowzór, nie doczytałabym pewnie do 15 strony, bo jest to książka napisana fatalnie. Ale najpierw obejrzałam serial. I książka nabrała zupełnie innego wymiaru. Nie zwracam uwagi na potknięcia składniowo-językowe – zastanawiam się tylko czy to wina tłumaczenia czy tak kiepski jest też oryginał. Chociaż gdyby był kiepski czy ktokolwiek chciałby na jego podstawie zrobić serial? No nic, czytam pochłaniam mimo tych potknięć, bo mnie cholernie ciekawią losy pewnej Angielki, która z roku 1945 przenosi się w czasy szkockich powstań z XVIII w. Dalej poszło już z górki [koniec]. Z tego rozpędu rzuciłam się w wir dalszych przygód w części drugiej – Uwięziona w bursztynie. Strach pomyśleć, że tych książek jest, o ile dobrze pamiętam… osiem! No dobra łyknęłam jeszcze Podróżniczkę oraz Jesienne werble i powiedziałam pas! [koniec]

Co nas nie zabije – David Lagercrantz – czwarta część trylogii brzmi jak niezły oksymoron, ale  jest to kontynuacja bestsellerowego cyklu „Millenium” Stiega Larssona. Już nie pamiętam, co mi się tak w Millenium podobało, że mogłam je czytać do 3 nad ranem, co więcej – uznaję te książki za literaturę niezbyt wysokich lotów, choć rzeczywiście wciągającą. Jaka będzie kontynuacja – ano zobaczymy. Szału nie było, choć czytało się całkiem nieźle[koniec]

Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci – Anna Kamińska – biografia najsłynniejszej polskiej himalaistki. Ciekawa jestem czy autorka czymś mnie zaskoczy. Nie żebym się uważała za wielką znawczynię życia Wandy Rutkiewicz, ale kilka jej książek i o niej udało mi się przeczytać, stąd te wątpliwostki. Książka nie była zła, ale dobra w sumie też nie. Trochę mnie irytowały wszystkie niedopowiedzenia – ktoś Wandy nie lubił, ktoś kochał, kogoś kochała ona – echhh. Ale widzę dużą analogię między nią a Simoną Kossak – obie wyszły z podobnych domów, obie były perfekcjonistkami trudnymi do dzielenia z nimi życia. [koniec]

Bez odwrotu, Czarna loteria, Telefon o północy, Z zimną krwią – Tess Gerritsen – nie ma to jak dobry thriller w roli wakacyjnej lektury. Cieszyłam się więc z promocji na e-booki mojej ulubionej autorki thrillerowej. Szkoda tylko, że nikt nie wspomniał (a ja nie wiedziałam!), że pani doktor pisała kiedyś dla Harlequina. Zatem były to bardziej romanse w obwolucie horroru, niż na odwrót. Ale w sumie w roli wakacyjnych czytadeł sprawdziły się świetnie, więc nie narzekam [koniec]

Droga – Cormac McCarthy – dawno nie czytałam tak pesymistycznej książki. Sprawdzony motyw powieści drogi, tym razem przez postapokaliptyczny świat, gdzie człowiek człowiekowi najgorszym wrogiem. Gdzie jest zimno, beznadziejnie, głodno i brudno. Główni bohaterowie gdzieś idą, tylko nie wiemy po co, jak długo i czy im się uda. Brrr. Choć książka była pesymistyczna jednak coś mnie pchało, żeby czytać ją dalej. Czy taki będzie nasz, ludzkości, koniec? [koniec]

Sekretne życie drzew – Peter Wohlleben – jak widać moje lektury oscylują ostatnio wokół szeroko pojętej biologii i ekologii, im bardziej przerażona jestem tym, co robimy sobie, przyszłym pokoleniom i planecie, tym więcej czytam, by postarać się to zrozumieć. A i tak nie przegadam zwolenników oprysków i cięcia pielęgnacyjnego oraz myśliwych, którzy są złem wcielonym. Szkoda jedynie, że autor na poparcie swoich tez cytuje artykuły w źródłach internetowych – ciężko stwierdzić na ile są to źródła naukowe.

Historia pszczół – Maja Lunde – najpierw chciałam bardzo tę książkę mieć i przeczytać, a gdy już ją miałam, bałam się zajrzeć, bo pszczoły – jak wiemy – obecnie mają ciężkie życie. Ale kiedy już się przełamałam i zaczęłam czytać to… wsiąkłam totalnie. Na razie jestem w połowie tych trzech przeplatających się opowieści: z przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, z Europy, Ameryki i Azji. Pszczoły są elementem, który je spaja, chociaż w sposób nieoczywisty. Obawiam się, że happy endu może nie być… Super się czytało i jest w tej książce coś na kształt twista, którego ja nie wyczaiłam, dopóki autorka nie podała mi go na talerzu. [koniec]

Opowieści florenckie – Ewa Bieńkowska – tym razem opowieści dotyczą Florencji, stolicy Toskanii, kolebki włoskiego renesansu. Miasta pięknego i dumnego. Miasta, któremu w 1966 przyroda zadała wielki cios – w listopadzie wylało Arno. Wody zalały znaczną część miasta i jego zabytków. Historia ratowania dzieł sztuki, które uszkodził żywioł przypomina poważne akcje ratunkowe, w których jest mnóstwo rannych, a lekarze i ratownicy docierają na miejsce, by nieść pomoc. Tu lekarzami i ratownikami byli wybitni konserwatorzy i historycy sztuki, a także studenci, którzy zjeżdżali z całego świata, by z szlamu i wody zmieszanej z ropą ocalić dziedzictwo dla przyszłych pokoleń. O powodzi jest pierwszy (rozległy rozdział), w drugim mamy przegląd florenckich Ostatnich wieczerz – konieczne wsparcie internetowej galerii sztuki 🙂

Dzielnica występku – Mario Vargas Llosa – najnowsza książka mojego ulubionego noblisty (tak szpanersko napisałam, ale prawda jest taka, że Llosa to JEDYNY noblista, którego czytam i to regularnie). Tradycyjnie akcja dzieje się w Peru w latach gdy Świetlisty Szlak dokonuje porwań dla okupu i sabotuje ważne jednostki infrastruktury. Ale polityka to tylko tło dla historii, w której zniszczenie życia człowieka odbywa się jednym lub serią artykułów szmatławcu (którego <em>nota bene</em> podobno nikt nie czyta), jest też dużo świntuszenia – jak to u Llosy – które być może ocierałoby się o pornografię, ale nie przekracza cieniutkiej granicy. [koniec]

Jeszcze jeden oddech – Paul Kalanithi – autobiografia amerykańskiego neurochirurga, który opowiada o swojej błyskotliwej karierze lekarskiej i naukowej, karierze przerwanej diagnozą, którą sam często musiał przekazać pacjentom: nieoperacyjny rak. Jak to jest, że nawet u lekarza, na co dzień pracującego w szpitalu, mającego wiedzę o symptomach i dostęp do najnowocześniejszych badań, raka diagnozuje się w takim stadium, że leczenie jest bardzo trudne. Niestety rak wygrał z Paulem. Ale zanim to się stało Paul zdobył się na szczere wyznanie o swoim życiu, karierze, miłości. Bardzo amerykańska (szczególnie posłowie napisane przez wdowę po autorze), ale jednocześnie przejmująca historia potwierdzająca ogólną opinię, że rak nie wybiera i może dopaść każdego [koniec]

Lider. Górskim szlakiem Andrzeja Zawady raz jeszcze – Ewa Matuszewska – biografia najsłynniejszego polskiego kierownika wypraw himalajskich, które pod jego wodzą zdobywały zimą najwyższa góry świata. Ciekawostką był dla mnie fakt, że sam Andrzej Zawada nigdy nie stanął na szczycie ośmiotysięcznika – za to umożliwił to kilkunastu jeśli nie kilkudziesięciu osobom, podczas akcji górskich, którymi dowodził. Najciekawszy wg mnie jest rozdział o Evereście (zimą i nową południową drogą), pozostałe to (znowu!) kompilacja wspomnień różnych osób. Zdjęcia są fajowe! Za to książkę można uznać co najwyżej za przeciętną – ostatnie kilkadziesiąt stron to tragedia! Na przykład wspomnienie… właściciela wydawnictwa, które ów dzieła się dopuściło, albo wypracowanko jakiejś „dziennikarki”, która napisała tak ogólnie o Zawadzie (wszystko było w rozdziałach wcześniejszych) i zakończyła mocnym JEB w postaci tragicznego Broad Peak 2013. Ręce opadają [koniec]

Prowadź swój pług przez kości umarłych – Olga Tokarczuk – jedno w prozie p. Olgi bardzo lubię: Dolny Śląsk, moją małą ojczyznę wyrysowaną w detalach ze smakiem. Poza tym jakoś wcześniejsze jej książki czytałam raczej bo musiałam (na studiach) albo wypadało (ale to bez przekonania i nie do końca). A ta jest naprawdę wciągająca, choć chyba się starzeję, skoro coś podchodzącego pod realizm magiczny przypada mi do gustu. Ale może to dlatego, że główna bohaterka nieco przypomina mi główną bohaterkę książki poniżej 🙂 I w ogóle jest dużo trupów, dużo zwierząt i sporo… horoskopów. Oraz przemyśleń starszej pani, która zauważa swe dziwactwa, ale nic sobie nie robi. Też taka będę! [koniec]

Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak – Anna Kamińska – biografia jednej z rodu Kossaków (miała być „czwartym Kossakiem”, facetem i malarzem), która jednak nie wsławiła się malowaniem koni i scen patriotycznych, lecz – o czym warto pamiętać, szczególnie dziś – ochroną Puszczy Białowieskiej i popularyzowaniem wiedzy o niej. W leśniczówce, w której mieszkałyśmy w ubiegłym roku w Teremiskach było kilka albumów poświęconych Simonie Kossak i parę książek jej autorstwa, w tym słynna „Saga Puszczy Białowieskiej” – to chyba świadczy o ciągłej pamięci o tej nietuzinkowej postaci. Książka jest genialna, ma krótkie i treściwe rozdziały opowiadające różne epizody życia Simony Kossak, mnie oczywiście przekonała do życia z dala od cywilizacji w środku puszczy 🙂 szkoda, że nie jestem biologiem 🙁 Co prawda trochę mnie smuci dzisiejsza maniera pisania książek, a raczej składania ich z wcześniejszych tekstów, ale przynajmniej autorka wszystkie cytaty skrzętnie zaznacza. [koniec]

Książka. Najpotężniejszy przedmiot naszych czasów zbadany od deski do deski – Keith Houston – fascynująca historia książki zaczynająca się na mokradłach Egiptu, gdzie w tajemniczy sposób wytwarzano papirus (nie zdawałam sobie sprawy, że tak naprawdę nie wiemy jak starożytni Egipcjanie zamieniali łodygi rośliny w nośnik hieroglifów – widocznie był to proces zbyt mało ważny, by go uwiecznić), a potem są różne kraje i różne religie, które były motorem dla kolejnych nośników i opraw, a także sposobów umieszczania tekstu. Po Ciemnych typkach autor miał u mnie wysoko postawioną poprzeczkę i… nie zawiodłam się. [koniec]

Pragnienie – Richard Flanagan – całkiem przypadkowo znaleziona na Kindle’u 😉 historia, która częściowo dzieje się na Antypodach, a częściowo w XIX-wiecznym Londynie. To czas zapełniania ostatnich białych plam i „cywilizowania” ostatnich pierwotnych plemion, to czas popularności Charlesa Dickensa (który jest jednym z głównych bohaterów) i jego powieści odcinkowych. Historie opowiadane przeplatają się ze sobą i ukazują obraz świata, z którego – czy tego chcemy czy nie – wykiełkował postęp technologiczny i współczesność. Niestety historia postępu, to jednocześnie historia zagłady tych, których wówczas uznawano za rasę niższą, za dzikusów. Z jednej strony myślimy o tych angolach jak najgorzej, z drugiej – czy nie zachowujemy się wciąż podobnie? [koniec]

   Spacery po Rzymie – Ewa Bieńkowska – mocno autobiograficzna, co widać praktycznie w każdym akapicie, książka-przewodnik po Rzymie. Kocham Rzym, choć byłam tam tylko raz, ale zamierzam wrócić. I myślę, że książka Ewy Bieńkowskiej pozwoli odkryć to, co ledwie paroma zdaniami zaznaczone jest w „normalnych” przewodnikach. Wielki plus ode mnie za pierwszy opisany kościół – San Clemente: to mój nr 1 w Rzymie. Ciężka do czytania o miejscach, w których się nie było – Google Street View jest moim przewodnikiem wizualnym. [czeka na podróż do Rzymu]

Wyżej niż kondory – Wiktor Ostrowski – na długo przed tym, jak nasi taternicy stali się himalaistami, dużo mówiło się o polskich… andynistach. Książka opowiada o pierwszej, badawczo-rozpoznawczej, wyprawie w Andy, którą zorganizowano w 1934 roku (!). Pojechało na nią sześciu zapalonych górołazów, z których każdy wyróżniał się jeszcze dodatkowymi umiejętnościami , by jak najlepiej poznać góry, otoczenie i fizjologię funkcjonowania na dużych wysokościach. Lubię literaturę górską, ale często narzekam na język, jakim książki są napisane. Wyżej niż kondory to miła odmiana – piękna polszczyzna i świetna historia nieznanych zupełnie południowoamerykańskich osiągnięć Polaków. [koniec]

Po omacku – James M. Tabor – biblioteczka początkującego grotołaza wzbogacona o kolejną pozycję. Tym razem coś na kształt biografii i historii odkryć superjaskini, czyli drzemiącego w górach monstrualnego tworu. Everest wiemy, że jest najwyższy i już nic tego nie zmieni, ale która jaskinia świata jest najgłębsza, tego na 100% powiedzieć się nie da. Ba, nie wiadomo nawet czy w dobrym miejscu trwają poszukiwania. Na razie wygrywa abchazka Krubera-Voronja. Na razie czyta się dość słabo i myślę, że laicy mocno się z nią jednak męczą. Dużo dygresji, sporo niezgrabności językowych, ale trup ściele się gęsto, człowiek czyta i wstrzymuje oddech na fragmentach dotyczących nurkowania w syfonach, co oznacza, że książka działa na wyobraźnię. Dla odważnych (i/lub grotołazów :D) [koniec]

Wołanie kukułki – Robert Galbraith – nadrabiam paroletnie opóźnienie w lekturze książki niejakiego pana Roberta G., który w wyniku zupełnego zbiegu okoliczności okazał się być alter ego J.K. Rowling. Czyli trzeba się przyznać – czytam, bo jestem ciekawa, jak autorka Harry’ego Pottera odnajduje się w innym gatunku literackim (jej „Trafny wybór” był naprawdę dobry, ale jednak kryminał rządzi się swoimi prawidłami). Jak dla mnie czyta się fantastycznie – fabuła wciągająca (nie jestem jednak jakimś kryminałofilem), postaci barwne, dobrze napisane. No i jest to jeden z nielicznych kryminałów, którego nie zaczęłam czytać „od końca”, ergo – jeszcze nie wiem, kto zabił 😛 Końcowe 100 stron mocno mnie rozczarowało! [koniec]

  Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście – Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski – tak, zdecydowanie lubię literaturę górską 🙂 To moja trzecia lektura o Jerzym Kukuczce (wcześniejsza była autobiografia „Mój pionowy świat” i taki prawie wywiad-rzeka „Na szczytach świata”). Ta jest zdecydowanie najmniej ugrzeczniona. Już nie ma posągowego Jerzego, idealnego himalaisty. Jest gość, który wylewa w pamiętnikach żale na partnerów, który niby w wywiadach mówi, że wyścig z Messnerem to wymysł mediów, ale snuje plany wyprzedzenia Reinholda po tytuł pierwszego z koroną Himalajów. Czyta się znakomicie. [koniec]

Anoda. Kamień na szańcu – Piotr Lipiński – książka o jednym z bohaterów moich szczenięcych lat, gdy „Kamienie na szaniec” recytowałam z pamięci, a po przeczytaniu ostatniego rozdziału natychmiast przechodziłam do pierwszego. Jana Rodowicza aresztowano w grudniu ’48 roku, w styczniu ’49 nie żył. Według UB wyskoczył z okna, według najbliższych – to nie do pomyślenia. Czy autor znajdzie dowody, czy a jeśli tak to kto i dlaczego zakatował Anodę? W książce jest dużo nawiązań do okupacji i do powstania, a autor czerpie z książek, które dawno temu czytałam. Jako że pamięć moja jest baaaardzo krótka, nie przeszkadzało mi to, choć zazwyczaj uważam, że to rozpychanie własnej książki na siłę  [koniec]

Mistrz i Małgorzata – Michaił Bułhakow – powieść wszechczasów w nowym tłumaczeniu wydana przez Znak. Pierwsze zdumienie, kiedy kupowałam książkę: która to – są dwie, albo przynajmniej tak się wydaje sądząc po okładce. A to tylko psikus wydawnictwa – ta sama treść obłożona w różne okładki. Treść – wiadomo, genialna. Przypisy, czyli coś od tłumaczy – super. Czytam niespiesznie delektując się każdą stroną. Akurat skończyłam przed Wielkanocą – tuż przed 14 dniem miesiąca nisan…[koniec]

Spod zamarzniętych powiek – Adam Bielecki, Dominik Szczepański – czyli autobiografia najsłynniejszego himalaisty młodego pokolenia. Książkę kupiłam (i przeczytałam), bo nie-mąż był na wyprawie z Adamem i nawet w tej książce jest wymieniony (i to ze 3 razy!). Czyta się bardzo szybko i przyjemnie (szczególnie komuś, kto lubi literaturę górską), widać rękę wprawnego redaktora – fajnie, że p. Dominik jest wymieniany na okładce na równi z Adamem. Jest to lektura zdecydowanie przyjemniejsza w odbiorze niż „Zew lodu” Simone Moro. Książka opowiada o górskich osiągnięciach Adama, chłopaka z górnośląskich Tychów, który zaszedł naprawdę wysoko, a mierzy jeszcze wyżej – chce być bowiem starym himalaistą 🙂 [koniec]

Sztuka zagrabiona. Uprowadzenie Madonny – Monika Kuhnke, Włodzimierz Kalicki – lubicie kryminały? a historię sztuki? a historię II wojny światowej? Jeśli wszystko razem, to koniecznie przeczytajcie tę książkę. Ja ją połykam. Historia za historią – dzieła sztuki, które nasi władcy lub możnowładcy kupowali jako ozdobę swych rezydencji, potem zdobiły muzealne ściany, by w końcu zostać „uratowane” przez niemieckie wojska, zaginąć i po dziesiątkach lat wypłynąć na aukcjach czy w obcych muzeach. Niemniej fascynujące są próby ich odzyskania. Czytam z zapartym tchem! [koniec]

Trzy po 33 – Jerzy Bralczyk, Andrzej Markowski, Jan Miodek – trzej najsłynniejsi polscy językoznawcy w nowej książce. Tym razem nie jest to wywiad-rzeka, lecz zbiór felietonów o współczesnej polszczyźnie. Teksty są krótkie i treściwe, choć zdarzają się i lepsze, i słabsze (wg mnie oczywiście). Mam problem z percepcją tekstów prof. Bralczyka – nie wiem, dla mnie są  jakieś takie przekombinowane, niczym zabawa słowami, drążenie w nich, układanie. A mi sens zanika. Ale poza tym to ciekawostek dużo. Jedna mi szczególnie utkwiła w głowie. Że otóż mamy w polszczyźnie kalki językowe i tych kalk (!) językowych całkiem niemało! Pewnie bym nie powiedziała kalek językowych, ale jednak to kalk mnie zdziwiło. [koniec]

Najlepiej z życiu ma Twój kot. Listy – Wisława Szymborska, Konrad Filipowicz – cudowna lektura, idealna na początek roku. Cytatów podobnych do tytułowego jest w niej mnóstwo. Pełno też dowcipu, troski, miłości, savoir-vivre’u i czegoś, co bezpowrotnie minęło. Intymnych wyznań tylko dla Tego Jednego (Tej Jedynej, choć to rzadziej) – teraz takie wyznania można usłyszeć jadąc „czternastką” dwa przystanki. Jest trochę historii – w październiku ’78 Filipowicz wyznaje”po wyborze Wojtyły na papieża zaczynam wierzyć w cuda”, trochę PRL-owskich absurdów, z Zakopanego pisze Szymborska: „wkładam środek z kartki cukrowej, na który podobno można dostać kawałek mydła. Tutaj nie mogę tego zrealizować, bo to mydło wydają tylko dla stałych mieszkańców”, ale przede wszystkim są to listy o codzienności, o tęsknocie i uczuciach. [koniec]

Lektury roku 2016

Gra o tron – George R.R. Martin – dawno nie czytałam, to sobie postanowiłam odświeżyć 🙂 jedyny minus dla wiernego widza serialu – każdy bohater ma swoją twarz. Trup ściele się gęsto, zwroty akcji są natychmiastowe, a nienawiść jest silniejsza niż miłość

Zaczyn. O Zofii i Oskarze Hansenach – Filip Springer – na razie ciężko się czyta. Wątki biograficzne Oskara Hansena przeplatane są jego wystąpieniami na temat celu architektury. Po ciężkim początku fascynująca opowieść o nieznanym chyba zupełnie architekcie-wizjonerze. Przyznaję, że jego wizja Polski była dość hmmm przerażająca (południkowe pasy budynków pokrywające cały kraj), ale wpisywanie architektury w krajobraz i służebna jej rola względem mieszkańców i społeczeństwa bardziej do mnie przemówiły. Fragmenty o Formie Otwartej były ciężkie w odbiorze, ale na szczęście nie przysłoniły całości [koniec (w 2017)]

dsc02971Kapelusz pełen nieba – Terry Pratchett – ostatnia książka sir Terry’ego, zamknięcie cyklu świata o kształtcie dysku, który podtrzymują cztery słonie stojące na skorupie wielkiego żółwia A’Tuina. Nie cieszę się, że to ostatni tom, choć osładza mą nie-radość fakt, że ostatnia książka należy do wiedźm. I że są NacMac Feagle’owie. I że mimo oprócz smutku są tam fragmenty i do zadumy, i do śmiechu. Według mnie to dobra książka, żeby powiedzieć DO WIDZENIA [koniec]

 

dsc02969Meander na minus 1000 – Włodzimierz Rudolf – tytuł niektórym może nic nie powiedzieć, więc spieszę z wyjaśnieniami. To książka o jaskiniach 😀 Dokładnie o polskiej eksploracji jaskini Jubileuszowej w Austrii. Czyta się ją naprawdę dobrze, podziw budzi już wstęp, kiedy to przed wyprawą trzeba było dosłownie wyrywać sprzęt z opustoszałego magazynu, w którym czegoś non stop brakowało. Kiedy dewizy były wyliczane „głowę” (po czym okazywało się, że ktoś zabrał nie swoje). Kiedy nie można było przewozić przez granicę konserw i grotołazom groziła śmierć głodowa. Potem groziło im jeszcze kilka rodzajów śmierci. [koniec]

Broad Peak. Niebo i piekło – Bartek Dobroch i Przemysław Wilczyński – rok po tragicznych wydarzeniach na Broad Peaku, autorzy analizują wyprawę, która odbyła się w ramach programu PHZ, która osiągnęła założony cel (pierwsze zimowe wejście na tytułowy ośmiotysięcznik), lecz dwóch jej uczestników na zawsze pozostało w górach. Książka podsumowuje to, co już wiadomo, co napisano. Autorzy spotykają się z najbliższymi uczestników, by nakreślić sylwetki himalaistów, by dowiedzieć się, co teraz, po tym wszystkim czują i mówią. Czyta się nieźle. Autorzy są raczej obiektywni, ja przynajmniej żadnych antypatii i sympatii nie  wychwyciłam. Drugą część książki czytało się gorzej, bo był to przegląd dokonań polskich himalaistów przez dekady (z głównym naciskiem na lata 80., czyli złotą erę himalaizmu) – dla kogoś w miarę orientującego się w temacie to raczej zbędne kompendium. Aczkolwiek wywiad jednego z autorów ze swoim ojcem-himalaistą był bardzo fajny i zestawiał punkt widzenia ojca z tym, co czuł jego syn. [koniec]

Zimne wybrzeża – Szczepan Twardoch – o wiele cieńsza od Morfiny, to i czyta się szybko. Rzecz dzieje się na Spitsbergenie w roku 1957, główny bohater – to pracownik (czyt. szpieg) Firmy, pochodzi z polsko-śląskiego domu, więc nie ominęła go zawierucha wojenna. A teraz zamierza przyjrzeć się z bliska – na zlecenie swojego pracodawcy – kto i co porabia na dalekiej Północy, a także wymierzyć sprawiedliwość wrogom. Książka do przeczytania, ale jakoś za bardzo nie zostająca w głowie. [koniec]

carpe_jugulumCarpe Jugulum – Terry Pratchett – cóż poradzę, że uwielbiam stare książki sir Terry’ego 😉 A to jest na dodatek jedna z części o wiedźmach z Lancre. Aż dziw, że do tej pory nieczytana przeze mnie. Wampiry, zaproszone przez początkującego króla, Verence’a, planują rozpanoszyć się w Lancre. Nie doceniają jednak zaangażowania Wiedźm, które tym razem występują w nietypowej dla siebie liczbie – cztery. Niania Ogg wcale nie chce oddać roli Matki, na rzecz… Tej Trzeciej, a i Babcia Watherwax ciągle jeszcze żyje [koniec]

 

rzymRzym – Robert Hughes – biografia jednego z najsłynniejszych (a niegdyś także najważniejszych) miast świata. Od legendarnych założycieli po… jeszcze nie wiem, bo ciągle tkwię w czasach Cesarstwa jestem dopiero w czasach średniowiecza (niestety akurat z biografii Rzymu autor przeszedł do skróconej historii papiestwa i chrześcijaństwa, wojen krzyżowych itp.). Zawiodłam się i to bardzo, bo od czasów renesansu nie ma już historii miasta sensu stricto jest zarys włoskiej historii sztuki z naciskiem na artystów tworzących w Rzymie (zaczyna się to oczywiście od Michała Anioła, którego – jak wiadomo – kocham bardzo). Nawet tak ważne wydarzenia jak zjednoczenie Włoch, władza Garibaldiego itp. zostało przytłumione naciskiem na sztukę. Jak bym chciała poczytać o historii sztuki Włoch, znalazłabym pewnie książkę dokładnie na ten temat.[koniec w 2017]

 

wiedzmikolajWiedźmikołaj – Terry Pratchett – tak, tak, znowu Pratchett, tego akurat nie czytałam jeszcze. Tym razem w Świecie Dysku zbliża się Strzeżenie Wiedźm, którego symbolem jest Wiedźmikołaj, co jak się można domyślić jest krzywozwierciadlanym odbiciem Bożego Narodzenia. Poza tym na tytułowego bohatera zostaje wydane zlecenie, znika bez śladu, ale za to kto inny przejmuje jego rolę – ŚMIERĆ we własnej osobie. ŚMIERĆ ratuje dziewczynkę z zapałkami, doprowadza do ruiny sprzedawcę w sklepie, naraża klientów wypasionej restauracji na jedzenie butów i błota (pod postacią wymyślnych francuskich nazw, bien sûr) i mówi HO, HO, HO.
Nie no o książkach Prachetta nie da się pisać bez przymrużenia oka – wybaczcie. Ja nie umiem. [koniec]

ciemne_typkiCiemne typki. Sekretne życie znaków typograficznychKeith Houston – o tej książce powstanie oddzielny wpis, bo jestem nią totalnie zauroczona. Tak wersją wizualną – projekt, skład, papier – jak i treścią. Znaki z okładki to tylko niektórzy bohaterowie opowieści. Historii, która nierzadko ma początek w starożytności. Mniam, mniam. To jedna z tych książek, która musi, po prostu musi mieć postać papierową. [koniec]

 

jak_czytac_architektureJak czytać architekturę. Najważniejsze informacje o stylach i detalach – Carol Davidson Cragoe – ładnie i zgrabnie wydana książka (o niestandardowym, bo kwadratowym formacie, niestety wydrukowana na papierze kredowym) omawiająca Z GRUBSZA najważniejsze style architektoniczne oraz detale. Książka naprawdę jest fajnie pomyślana: najpierw przegląd stylów, potem poszczególnych elementów, które w architekturze istnieją od zawsze (okna, łuki, dachy, kolumny, schody…). Niestety autorka nie ustrzegła się wpadania w żargon i choć książka adresowana jest do laika, to trzeba coś tam wiedzieć, by wszystko pojąć (jest co prawda słownik, to fajnie, szkoda, że na końcu). Mnie też irytuje brak zdjęć i potraktowanie wszystkich przykładów jednokolorowymi rycinami. Szkoda – wolałabym oglądać np. maswerki z kilku budowli, z różnych szerokości i długości geograficznych. Także jest lekki niedosyt. Ale w sumie w tytule jak wół stoi, że to najważniejsze informacje… [koniec]

Dziewczyna z pociągu – Paula Hawkins – generalnie nie lubię audiobooków, ale ten dostałam wraz z paczką z InPostu (taka promocja, wg mnie fajna, bo można było wybrać jedną z trzech książek, w dodatku były to nowości), to słucham. Głównie przy bieganiu albo w wannie. Jest taki depresyjny. Masakra – aż musiałam na chwilę przestać, bo sobie wmawiałam własne stany depresyjne. Ale wrócę. Jak już się przejdzie depresje, to fajna i trzyma w napięciu. Prawie do ostatnich dźwięków. Prawie robi jednak sporą różnicę. [koniec]

Techniki pokonywania jaskiń – Waldemar Mucha – nowa pasja wymaga trochę lektur 🙂 niestety książka jest fatalnie złożona i baaardzo słabo napisana. Laik nie zrozumie nic, a jeśli ktoś coś liznął, to żadnej Ameryki tu nie odkryje, niestety [koniec]

19451945. Wojna i pokój – Magdalena Grzebałkowska – zbiór reportaży o losach uciekinierów, przesiedleńców, ofiarach, zwycięzcach i pokonanych na styku wojny i pokoju. Dotychczasowi obywatele klasy I stają się niewolnikami, ofiary odwdzięczają się za 5 lat głodu i poniewierki, Ziemie Odzyskane zyskują takie miano i stają się swoistym kamieniołomem: cegieł, zabytków, technologii. Moi dziadkowie byli takimi właśnie przybyszami do obcego miasta – już ich nie zapytam, jakie były pierwsze lata w Breslau/Wrocław. I choć szkoda tego dawnego Breslau, trudno mi oceniać to, co działo się na terenach dawnej Rzeszy po jej upadku. Generalnie książka taka sobie. Każdy rozdział zaczyna się od drobnych ogłoszeń z powojennej Polski – liczyłam, że stanowią klucz do tego, co będzie się działo w rozdziale, ale nie. Dobrze się czyta te fragmenty, które autorka napisała na podstawie rozmów, gorzej te, które są opracowaniami innych książek czy fragmentów z prasy. Rozdziały o Drobnerze i Breslau mi się podobały, bo dotyczyły mojego miasta, obawiam się, że kogoś innego mogą znudzić. Szczególnie ten o pierwszym prezydencie. [koniec]

grzedowicz

Księga jesiennych demonów – Jarosław Grzędowicz – moja biblioteczka coraz bardziej mnie zaskakuje, bo wyciągam z niej pozycje wcześniej nieczytane. Na razie mogę powiedzieć, że jest mrocznie i tajemniczo. Podobno można się bać, ale na szczęście czytam tę literaturę w jasno oświetlonej łazience, więc luuuuz (dopóki nie przydarzy się jakaś awaria prądu, brrrr).
Kilka opowiadań, jedno nawet jest stylizowane jakby działo się we Wrocławiu 🙂 Nadprzyrodzone moce, demony, czarownice – cóż poradzę, że lubię klimaty fantasy. [koniec]

 

omenDobry omen – Terry Pratchett i Neil Gaiman – nie wiem, jak to się stało, że książka od tylu lat stoi na półce n i e p r z e c z y t a n a! Skandal. Jest anioł i ex-wąż, którzy żyją na ziemi od tysiąca lat i nawet weszli w pewnego rodzaju komitywę, są roztargnione siostry-szatanistki, jest przepowiednia – wyjątkowo trafna – czarownicy spalonej wieki wcześniej na stosie, są łowcy wiedźm, podstarzała lafirynda, 11-letni antychryst i jego podwórkowa banda. A do tego wszystkiego nadchodzi koniec świata… [koniec]

Szaman morski – Karol Olgierd Borchardt – czasem oprócz literatury górskiej czytam także literaturę marynistyczną (choć samo słowo rejs powoduje u mnie chorobę morską). Szczególnie lubię tę „popełnioną” przez kpt. Borchardta. Jeśli ktoś nie czytał – polecam. Najlepiej zacząć od „Znaczy kapitana” (którego czytałam jakiś milion razy), przy „Szamanie morskim” zabawa podobnie dobra, ale raczej z samego głównego bohatera, którego autor nie wstydzi się nazwać antytezą kapitana.[koniec]

simoneZew lodu – Simone Moro – człowiek, który przejął po Polakach pałeczkę w zdobywaniu ośmiotysięczników zimą i który tych zimowych wejść na giganty ma już więcej niż ktokolwiek przed nim, pisze o swojej pasji. Książka napisana w bazie pod Nanga Parbat w 2012 r., gdy Simone miał na koncie trzy zimowe wejścia na ośmiotysięczniki (w tym roku „dorzucił” właśnie Nangę). Niestety ludzie gór rzadko potrafią zajmująco pisać o swoich doświadczeniach. Książkę Simone czyta się łatwo, ale nie jest to wybitna lektura (wybitną lekturą górską jest „Komin pokutników” Jana Długosza, niestety nie czyta się go łatwo). Chciałabym się porwać na nią w oryginale, ale to jeszcze nie ten czas 🙂 Jak już będę gotowa na czytanie po włosku, raczej nie będzie to opowieść o zimowych ośmiotysięcznikach Simone. [koniec]

shantaramShantaram – Gregory David Roberts – skuszona opisem Marcina Mellera, zażyczyłam sobie tomiszcze na Dzień Kobiet, choć tematyka nie należy do moich ulubionych. Czyta się na razie fajnie. Z każdą stroną czyta się coraz gorzej. Ach te przemyślenia moralne zepsutego do szpiku byłego więźnia i mafioza w Bombaju! Czytam, żeby nie było, że krytykuję coś, z czym zapoznałam się tylko pobieżnie. Czarę goryczy przelało stwierdzenie o Genewie jako perle wybrzeża liguryjskiego – Genewa czy Genua, jak widać nie ma to znaczenia. Ciekawe czy to błąd tłumaczki, czy autora. [koniec]

architektura_renesansu

Architektura włoskiego renesansu – Peter Murray – w tej książce jest wszystko, co kocham: Włochy, renesans i architektura. W środku dużo skomplikowanych słów, które jednak warto znać. I już wiem, że następna wizyta we Florencji będzie niepowtarzalna i z zadartą głową. W ogóle zaczęłam – po lekturze tej książki – baczniejszą uwagę zwracać na otaczające mnie budynki. I miło jest wiedzieć, że układ fasady – okien, pilastrów, gzymsów nie zawsze był oczywisty i że warto wciąż zadzierać głowę. [koniec]

Wilki Wilki – Adam Wajrak – śmierć dla sarny może nadejść z silnych szczęk wilka, być niejako wpisana w porządek natury – dzikiej i groźnej, ale toczącej się według odwiecznych praw, gdzie silniejszy i lepiej przystosowany zabija i pożywia się tym, który jest słabszy. Śmierć dla sarny może być też bezsensowna, uczyniona z wyimaginowanej potrzeby „regulacji populacji”, bezsensowna tym bardziej, że z tą regulacją poradziłyby sobie drapieżniki, gdyby i one nie ginęły z ręki bardzo słabo przystosowanych do dziczy ssaków, które jednak uznały, że sobie będą zabijać nie według potrzeb, lecz według widzimisię. Taaak populacja wilków została niemal doszczętnie wytrzebiona, bo bracia Grimm wpoili w nas strach przed tymi cudownymi drapieżnikami. A i tak mamy w Polsce szczęście, bo wilków mamy całkiem sporo w porównaniu z resztą Europy. Bo my się ich nie baliśmy, a we Francji czy Skandynawii zrobiono z nich krwiożercze bestie i wytępiono niemal doszczętnie. Warto poczytać o tym największym (poza niedźwiedziem) polskim drapieżniku. [koniec] PS Zapragnęłam pojechać do Puszczy Białowieskiej. [koniec] PS2 Marzenie o Puszczy spełnione we wrześniu 2016, w czerwcu 2017 przy okazji protestów związanych z wycinką marzenie się nasiliło

Metro 2034MetroDmitry Glukhovsky – skoro się powiedziało A i zaczęło czytać pierwszą część, to – choć stanowi ona zamkniętą całość – z prawdziwą radością sięgnęłam po literkę B, czyli część drugą. Uniwersum to same, ale rzecz się dzieje po drugiej stronie metra, bohaterowie inni. Inaczej też wygląda sama książka, ale o tym może w innym poście 😉
Trochę gorsza niż część I, w ogóle mi się nie podobał wątek „miłosny”, nie zakumałam, po co pojawił się bohater części pierwszej. Drogi jakby trochę mniej, więcej rozmyślań wewnętrznych bohaterów. Ale i tak wciągnęło. [koniec]

rozmowa_katedraRozmowa w „Katedrze” – Mario Vargas Llosa – jedna z najsłynniejszych książek mojego ulubionego Noblisty. Jedna z tych nieprzeczytanych. Jedna z tych trudnych, więc i lektura musi trochę potrwać. Po ostatnio przeczytanym, dość przyjemnym „Ostatnim bohaterze”, coś ambitnego. Ciężko mi tylko znaleźć porę na tę książkę – rankiem w tramwaju marzę o łóżku, a popołudniu o talerzu jadła 😀

 

ekonomiaEkonomia. Instrukcja obsługi – Ha-Joon Chang – wiedza ekonomiczna w pigułce, podobno. Na razie jest cytowanie innych, podpieranie się źródłami i historia kapitalizmu. Mam nadzieję, że dowiem się czegoś, o czym nie mam pojęcia 🙂

Wyrosłam z chęci doczytania do końca każdej zaczętej książki. Tej nie skończę, bo jest… nieskończenie nuuuudna. [porzucona]

metro2033Metro 2033 – Dmitry Glukhovsky – eksperymentuję z czytaniem wydania papierowego (wanna) i elektronicznego (środki komunikacji miejskiej). Książka od dobrych 4 lat na półce, zawsze mówiłam, że przyjdzie na nią czas. No i przyszedł, bo się papierowe nieprzeczytane książki w domu skończyły prawie. Wciąga. Wow! Znany motyw literacki homo viator w kolejnym wydaniu. Po Odyseuszu, Chrystusie, Don Kichocie, Kubusiu Fataliście, Pilocie Pirksie, hobbitach, wiedźminie, Reinmarze z Bielawy, Andrzeju Kmicicu, oraz setkach, tysiącach innych bohaterów, których podróż była kanwą opowieści, przyczyną, dla której zmieniały się krajobrazy, pojawiały drugoplanowe postaci, działy niesamowite przygody. Tym razem apokalipsa spełniła się w Moskwie, a części ludności udało się zbiec do metra. W tym podziemnym świecie tworzą państwa-miasta, związki wyznaniowe, odradzają się dawne -izmy, toczy się życie. Każda stacja jest inna. Zło, nieznane i groźne, zmutowane po atomowym armagedonie, wydaje się panować nad światem i powoli wtaczać do podziemnych tuneli, by na dobre poradzić sobie z ludzkością. [koniec]

MorfinaMorfina – Szczepan Twardoch – Warszawa, październik 1939. Miasto próbuje otrząsnąć się po przegranej wojnie. Jeszcze nie wiadomo, co to będzie. Główny bohater – Konstanty Wilememann – jest z krwi i kości Niemcem, ale z wyboru matki – Polakiem. Bawidamek, lekkoduch, morfinista, znajomy artystów, bywalec kawiarni, człowiek bez zawodu, żyjący za pieniądze matki. Nienawidzi go teść, wszechpolak, a nienawiść wzrasta, gdy Kostek zostaje… Niemcem. Nie może powiedzieć, że to konspiracja (bo to przecież konspiracja).
Język tej książki przypomina mi „Lód” Dukaja (wciąż nieprzeczytany) – narratorów jest kilku, plączą się losy teraźniejsze, przeszłe i przyszłe bohaterów, zwidy narkotyczne i opowieści.

pies_panskiWierny pies pański. Biografia św. Jacka Odrowąża – Elżbieta Wiater – miała to być lektura tak wciągająca, że tylko na jedno popołudnie lub pół (zimowego) wieczoru.  Pomieszanie z poplątaniem – trochę historii Polski, trochę papiestwa, trochę o św. Dominiku, o św. Jacku bardzo niewiele, sporo o zabiegach na rzecz kanonizacji, o dalszych dziejach dominikanów na ziemiach polskich. Autorka miesza fakty, podania i legendy z własnymi opiniami. Jak dla mnie rzecz niedopuszczalna przy książce, która w podtytule ma słowo „biografia”. [koniec]

miedziankaMiedzianka. Historia znikania – Filip Springer – niegdyś miasto, dziś nawet mniej niż wieś, miejsce, które praktycznie nie istnieje, a niegdyś tętniło życiem. W górze, na której leżało miasteczko odkrywano złoża rudy, potem uranu, w końcu miedzi – przeryte wzgórze w końcu zaczęło wchłaniać w siebie zabudowania. Ale to także historia, która przez wieki raczej omijała Kupferberg, by w końcu sprawić, że w miejsce starych, pojawili się nowi mieszkańcy. Nic o miasteczku nie wiedzący, niekiedy profanujący jego dawnych mieszkańców i ich życie. Oczywiście dziś każdy mówi, że on nic nie wie, nic nie słyszał, a jeśli już, to robił „te” rzeczy ktoś inny. Kto? Tego akurat nikt nie mówi. [koniec]

wyprawa_czarownicWyprawa czarownic – Terry Pratchett – jedna z części mojego ulubionego cyklu wiedźm ze Świata Dysku. Przygody trzech wiedźm: Babci Wheaterwax, Niani Ogg i Magrat Garlik, które wyruszają do Genoi, by pomóc Elli, córce prawowitego barona miasta. W Genoi dzieją się bowiem różne rzeczy, takie… bajkowe, czyli podejrzane. Czarownice oczywiście pomagają na swój sposób 🙂 są przygody, głowologia i czary. [koniec]

 

moj_wyborKrzysztof Wielicki. Mój wybór tom 2 – wywiad-rzeka z jednym z najwybitniejszych żyjących polskich (i nie tylko polskich) himalaistów. Recenzenci rozpływali się w zachwytach, mnie irytuje nieco forma pytań, ale jak wiadomo „de gustibus…”. Co by jednak nie mówić czyta się znakomicie, kolejne ośmiotysięczniki „padają” co kilka stron, tom 1. łyknęłam w dwa dni (ostatnie 2 dni starego roku, więc się nie załapał do spisu z AD 2016). [koniec]