Wszyscy o tym mówią

Reklama „Nie odkładaj macierzyństwa na potem” – widziałyście? Co sądzicie?

Ja mam bardzo sprecyzowane zdanie na powyższy temat 🙂

I brzmi ono brutalnie: Wolę żałować, że nie zostałam mamą, niż żałować, że nią zostałam.

 

Babiszon
Czyta i pisze przez cały rok. Najczęściej dla własnej przyjemności. Choć z pisaniem różnie bywa, "czasami człowiek musi".
W zimie jeździ na nartach, w lecie nurkuje i zdobywa szczyty (bynajmniej nie lenistwa, choć też się zdarza), ostatnio zagląda górom "pod spódnice", bo została taternikiem jaskiniowym.
Czasem coś zorganizuje, a potem się zachowuje, jak dyktator, żeby plan wypalił. Innych dyktatorów nie lubi. Cóż.
Słomiany zapał do wszystkiego od zawsze.

4 Replies to “Wszyscy o tym mówią”

  1. Widziałam mnóstwo prześmiesznych memów na ten temat 😉 Powtórzę to, co napisałam u naszej wspólnej koleżanki na pewnym portalu społecznościowym (zawsze umieram ze śmiechu, gdy to słyszę ;)): tu nie chodzi o szlachetną akcję powrotu do wartości, ale o emerytury i PKB. Oraz o pałace ZUS ze szkła i aluminium. Ciemny lud tego nie kupuje, dlatego się śmieje, Poza tym nasza ojczyzna nie jest zbyt prorodzinna, że tak to eufemistycznie określę. A koleżanka rzuciła hasło: nie żałuj, adoptuj. I to mi się podoba!
    Ps. Pani nie ma dzieci, ale ma wstrętny dom z gazetki wnętrzarskiej, zaprojektowany i urządzony według najnowszych trendów. Bez charakteru, duszy, wyrazu, ale za to podobno piękny. Jak z reklamy margaryny. Dzieci też pewnie chciałaby mieć z jakiegoś katalogu. Dobrze, że jej się nie udało 😉

    1. Prudencja Z. Niemiec says: Odpowiedz

      Pewnie coś w tym jest, że to o emerytury i inne takie też chodzi, choć, w rzeczywistości, woda już wylana. Wystarczy tylko sobie przejrzeć GUS-owskie projekcje dotyczące np. wskaźnika obciążenia demograficznego, by dostrzec, że ZUS, w takim systemie (w sensie: założenia o solidarności międzypokoleniowej), jaki jest teraz, musi upaść. No, nie ma bata. Jeszcze jest szansa, że ratować by nas mogli imigranci, byleby znaleźli u nas legalne zatrudnienie. Ale patrząc na casus syryjskich uchodźców, to jakoś nie widzę tego w optymistycznych barwach;)

      A! I rękami i nogami podpisuję się pod hasłem: „Nie żałuj, adoptuj!”, jako reakcją na taką reklamę 🙂 Ostatnio często mi przychodzą do głowy dzieci z domów dziecka. Kiedy widzę, ile mój maluch pragnie czasu, uwagi, czułości, to serce mi po prostu ściska wizja tych wszystkich dzieci, które tego w dzieciństwie nie doświadczają…

  2. Prudencja Z. Niemiec says: Odpowiedz

    Hmmm… ja kiedyś hasło „instynkt macierzyński” uważałam za aksjomat. Wydawało mi się, że każda kobieta na jakimś poziomie swojej osobowości ma TO zakodowane. I był taki czas w moim życiu, że miałam wrażenie, że instynkt przeze mnie przemawia, wręcz krzyczy – bo roztkliwiały mnie wszelkie małe ciuszki, dzieci znajomych i sklepy z zabawkami. Ale gdy sama zostałam mamą i codziennie mam okazję obserwować (zwłaszcza na spacerach;)), jak różnie można przeżywać macierzyństwo, dochodzę do wniosku, że to nie jest takie absolutnie naturalne w każdej kobiecie. Bo założenie, że instynkt jest naturalny, wydaje mi się tożsame z tym, że jak już się dziecko urodzi, to naturalnie wiesz, jak się nim zajmować. A ja na przykład nie wiedziałam. To była jedna z moich pierwszych myśli, gdy położna położyła mi dziecko przy piersi. Najpierw było niesamowite, ekstatyczne poczucie spełnienia i wzruszenia, a potem rzeczowe (a właściwie podszyte lekką paniką): „no dobrze, ale co ja mam z nim teraz zrobić???!!!”. I wcale naturalnie mi wszystko nie przyszło, tylko się tego dzień po dniu uczę.
    Moim zdaniem problem, na który wskazuje reklama, powinien rozpocząć dyskusję nie tyle o instynkcie macierzyńskim, co o wolności. A dokładnie: o wolnej woli i przyjmowaniu konsekwencji danej decyzji. W dzisiejszym świecie, kiedy społeczeństwo nie ma już takiego wpływu na człowieka, jak kiedyś i gdy wiedzę mamy na wyciągnięcie ręki – doprawdy żadna to sztuka zrozumieć, że biologia ma swoje prawa. I choć granica macierzyństwa sukcesywnie się przesuwa, to gdzieś jednak leży jej kres. I to jest wybór danej kobiety, czy to w życiowych decyzjach uwzględni, czy nie. A że może potem żałować? Trzeba mieć tego świadomość. Bo nikt nie wie, jak sobie z konsekwencjami danego wyboru będzie radził w przyszłości. Chciałabym tylko, by kobiety, świadomie rezygnując z macierzyństwa, były w swoim wyborze konsekwentne i jeśli zmienią zdanie – nie traktowały nigdy dziecka jak produkt, który trzeba do codzienności dorzucić. A ta reklama, trochę mi taki obraz nasuwa.

  3. Dokładnie to miałam na myśli: kupiłam 50-calowy telewizor, nowy fotel z kolekcji ram-tam-tam, a teraz jeszcze wezmę sobie dziecko, które będę przytulać i ubierać w ładne ciuszki. Zielone, bo kocham zieleń. Pamiętacie nowelkę „Dobra pani”? To moja trauma ze szkoły. No dobra, jedna z wielu, przecież kilka tych pozytywistycznych nowelek w kanonie lektur było… 😉

Dodaj komentarz