Z pamiętnika niewolnika

Tak, zrobiłam to sobie. Poszłam do wielkiej galerii handlowej. Nie takiej zwykłej galerii, której nie sposób ominąć w mieście W., lecz do WIELKIEJ GALERII: 100 tys. m2 powierzchni, 250 sklepów i parking na 3500 miejsc.

Spędziłam tam zaledwie chwilkę, 3,5 godziny łącznie z dojazdem. Czyli właściwie weszłam, załatwiłam, co chciałam, i wyszłam.

Było tam ze mną pół miasta. Mnóstwo znudzonych nastolatków, którzy przyszli się poszwendać. Grupka młodych Włochów. Dziesiątki zirytowanych dzieci w wózkach, towarzyszących swoim mamom. Cierpiący ojcowie,  z miną męczenników pchający wózki w czasie, gdy żony oddawały się zakupom. Kilka wielopokoleniowych rodzin na spacerze.  Oraz co najmniej dwie wściekłe na siebie pary (tyle przynajmniej zaobserwowałam), bo pani chciała iść do galerii i przebywać tam pół dnia, a pan chciał jak najszybciej wyjść i rosła w nim frustracja.

Wszyscy razem wyglądaliśmy jak niewolnicy na usługach jakiegoś straszliwego boga handlu, który co weekend żąda ofiary. Przemierzaliśmy kilometry korytarzy i metry kwadratowe powierzchni handlowej, żeby zaspokoić jego wymagania. Szliśmy w długich procesjach, by złożyć mu przebłagalne datki w setkach i tysiącach złotych. Wychodziliśmy zmęczeni, ogołoceni, liżąc rany, ale jednocześnie szczęśliwi, że jeszcze raz dane nam było przeżyć to misterium. Że jeszcze nie jesteśmy po stronie tych, którzy nie są godni go dostąpić, bo nie mają szeleszczącej ofiary, która byłaby miła temu bóstwu.

Wracając do domu ze świątyni konsumpcji, zastanawiałam się, co ci wszyscy ludzie – my wszyscy – zrobiliby, gdyby faktycznie zaczął obowiązywać zakaz handlu w niedzielę? Zaludniliby parki, muzea, kościoły? Gdzie upchać taką rzeszę ludzi?  Jaka idea zjednoczyłaby ich tak bardzo, jak zakupy?

 

 

Foto: kishjar? via Foter.com / CC BY

fro
hasło przewodnie: rudy to nie kolor, rudy to charakter;
uwielbia: czytać, pisać, śpiewać, tańczyć i łazić po górach - jak to nastolatka ;)
chciałaby: umieć rysować i grać na gitarze;
ludzie: są dla niej niewyczerpanym źródłem inspiracji

4 Replies to “Z pamiętnika niewolnika”

  1. No i właśnie dlatego – wg mnie – powinni, mimo wszystko zakazać handlu w niedzielę. W Austrii, Niemczech czy Czechach można, to i my przeżyjemy. Myślę, że wszystkim wyjdzie nam to na dobre. I tak, wiem, na początku będzie trudno, a potem, potem się przyzwyczaimy (ze dwa razy poumieram z głodu, to się nauczę, że trzeba jednak przygotować się lepiej do niedzieli).
    To tak jak z korkami – nie stoisz w korku, jesteś korkiem. Tak tutaj, nie idziesz w tłumie, jesteś tłumem.
    I żeby nie było – wczoraj miałam podobnie. Miałam wrażenie, że cały Wrocek był w galerii. Handlowej of korz. I ja też. Ale tylko przez 30 min. (konkubent w tym czasie krążył po parkingu, bo miejsc parkingowych nie było, a ja musiałam nabyć jedną, jedyną rzecz)

  2. Jestem za zakazem handlu w niedzielę nie tyle z przyczyn religijnych (choć i te mają u mnie znaczenie), ale z przyczyn, wybaczcie górnolotność, kulturowych. Sama nie kupuję w niedzielę, nie oceniam tych, co kupują i sprzedają, wolność wyboru. Dobrze jest mieć wybór, tylko czasami trzeba pokazać, że można coś innego robić, niż łazić po galeriach. Niech się kreatywność w narodzie rozwinie 😉

    1. Otóż to. Nie sądzę, żeby w laickiej Francji czy Republice Czeskiej względy religijne miały jakiekolwiek znaczenie. Ale normalne spowolnienie, wyhamowanie i chwila spokoju są dobre dla wszystkich. W niedziele w Czechach zapełniają się szlaki górskie 😀

  3. A wiecie, my wtedy, w ten weekend też wybraliśmy się do galerii. I po dwudziestu minutach bezskutecznego znalezienia miejsca na gigantycznym parkingu na 3500 miejsc, mruknęłam do NzM: „To chyba nie ma się co dziwić, że zamiast parków powstają nowe galerie we Wrocławiu”. A potem się okazało, że w tym dniu był jakiś ogólnopolski dzień hiper-rabatów i to chyba dlatego, kto żyw, zmierzał do tych przybytków konsumpcjonizmu. W każdym razie – mam taką nadzieję – że takiego obłożenia nie ma tam co weekend. Ale nie zamierzam sprawdzać;) Ten raz mi wystarczył;)

Dodaj komentarz