Zwiedzanie Hydropolis z dziećmi – czy warto?

W grudniu 2015 r. w dawnym zbiorniku wody czystej przy ul. Na grobli 19 we Wrocławiu otwarto centrum wiedzy o wodzie. W ostatni długi weekend majowy wybraliśmy się tam z naszymi dzieciakami (Borysem lat 2,5 i 10-miesięczną Nadią). Jakie wrażenia?

Kto wyłączył światło?

Przede wszystkim … jest ciemno i mocno interaktywnie. I to odczucie towarzyszyło nam przez całą wycieczkę. Hydropolis to 8 przestrzennych sal naszpikowanych wiedzą prezentowaną w multimedialny sposób. Zwiedzanie zaczynamy od oglądania na ekranie 360º filmu obrazującego powstanie naszej planety. Sercem sali jest kula projekcyjna imitująca Ziemię. Niestety dla naszych szkrabów nie było to zbyt fascynujące widowisko. Raczej stresujące, bo przestrzenny dźwięk w ciemnej sali trochę je przerażał.

IMG_9008

Potem przeszliśmy do części poświęconej głębinom i tutaj kolejny raz stwierdziłam, że podziwiam takich zapaleńców jak Babiszon, którzy parają się nurkowaniem. Mnie tam wystarczyło wejść do repliki batyskafu Trieste, który w 1960 r. dotarł do najgłębszego punktu na Ziemi, tzn. do znajdującej się w Rowie Mariańskim Głębi Challengera (głębokość – 10 912 metrów), by stwierdzić, że bym zwariowała ze strachu 5 minut po zanurzeniu się w czymś takim pod wodę.  A kiedy obejrzeliśmy film z oryginalnymi ujęciami z tamtej wyprawy, miałam ciarki na rękach i pierwsze objawy duszności;) Borys z kolei był tą salą zachwycony.

IMG_9024 IMG_9025

Mnie najbardziej podobała się w tej sali interaktywna mapa wraków – można było sobie znaleźć dany statek, uzmysłowić sobie jego położenie na mapie świata i przeczytać jego nierzadko smutną historię.

W kolejnych salach mogliśmy m.in. poczytać o ewolucji i różnorodności form żywych organizmów zamieszkujących oceany, o roli wody w organizmie i jej znaczeniu w szeroko rozumianej kulturze człowieka.

IMG_9029 IMG_9041

Uwagę zwracała tu transparentna kopia rzeźby „Dawid” Michała Anioła (dokładnie o połowę mniejsza, podobno doskonale odwzorowana dzięki wykorzystaniu nowoczesnych technologii). Fakt. Podobna była. Ale mojego serca tak nie poruszyła jak oryginał.

IMG_9046

W specjalnej strefie dla dzieci Borys zabawił dłuższą chwilę, ale „rozmowa” z komputerowymi delfinami jakoś szczególnie go nie wciągnęła. Zdecydowanie bardziej spodobało mu się wspinanie na leżaki w strefie relaksu i rozchlapywanie wody z „chrzcielnicy” w sali religii.

Na dłużej zatrzymaliśmy się w części poświęconej historii inżynierii wodnej. W sali tej można było podejrzeć i porównać różne środki transportu morskiego zaprezentowane na ciekawej makiecie, a przede wszystkim wykonać kilka prostych doświadczeń rodem ze starożytności (tzn. ze śrubą Archimedesa) i średniowiecza (np. poobserwować zasadę działania koła młyńskiego w miniaturze).

Zwiedzanie kończy sala poświęcona stanom wody, gdzie największą frajdę sprawiło nam oglądanie zamieci śnieżnej. A kinetyczna rzeźba autorstwa Patricka Gallaghera i Chris Klapper utwierdziła nas w zdaniu, że nadal nie dojrzeliśmy do zachwycania się współczesną sztuką.

Przestrzeń niewypełniona

Ogólnie nasze wrażenia są pozytywne i z całą pewnością wiele się dowiedzieliśmy. Jednak wystawa adresowana jest raczej do uczniów szkół podstawowych i wzwyż i raczej ma wartość poznawczą dla takich osób. Interaktywna forma sprowadza się głównie do oglądania dokumentów w salach projekcyjnych, a dotykowe ekrany rzeczywiście prezentują mnóstwo wiedzy, którą jednak trzeba mieć czas przeczytać. A z ganiającym dwulatkiem i przylepionym do rodzica niemowlakiem nie ma się zbyt długich momentów skupienia.

W naszym odczuciu w Hydropolis jest jeszcze spore miejsce do popisu właśnie dla takiej grupy odbiorców – dla rodzin z małymi dziećmi. Nasze doświadczenia z wizyty w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie pokazują, że dzieciaki można fenomenalnie zająć doświadczeniami z wodą. Muszą tylko móc ją dotknąć, chlapnąć czy przelać. Nic dziwnego, że Borysowi w całej wyprawie najbardziej podobała się drukarka wodna, przez którą radośnie biegał w te i we w te.

IMG_9132

 

 

Prudencja
W życiu i słowie ceni rozwagę, odpowiedzialność i konsekwencję. I poczucie humoru, choć talentu do opowiadania dowcipów Pan Bóg jej bardzo poskąpił. Gdyby tylko niemiecki nie ranił tak jej uszu, chętnie pomieszkiwałaby za zachodnią granicą. Ale tylko od czasu do czasu - bo z natury jest domatorką, która uwielbia polskie krajobrazy, historię i kulturę. Szczęśliwa żona, początkująca matka, spełniona kobieta (kolejność nieprzypadkowa).

Dodaj komentarz